Walka z chorobami pszczół jest trudna. Na niektóre nie ma lekarstw. Postanowili to zmienić naukowcy z Krakowa i Lublina.
O pożyteczności pszczół nie trzeba nikogo przekonywać. Nie zdajemy sobie jednak sprawy, jak bardzo są one ważne dla naszego przetrwania. Spośród 124 roślin, które stanowią trzon produkcji rolniczej świata, 70 proc. wymaga zapylania owadów, z których znakomita większość to właśnie pszczoły. Ponieważ rolnictwo to także biznes, pszczoły – za darmo! – umożliwiają, według różnych wyliczeń, produkcję o globalnej wartości 153 mld euro rocznie. Bez pszczół mielibyśmy więc problemy zarówno gospodarcze, jak i z przeżyciem.
Jednak te owady padają ofiarami chorób. Nie wszystkie są dla nich zabójcze, lecz większość osłabia je na tyle, że krócej żyją lub nie potrafią przetrwać zimy. Niektóre plagi wciąż stanowią dla nas tajemnicę – jak zespół masowego ginięcia pszczoły miodnej, znany również pod skrótem CCD (colony collapse disorder). Jedną z takich chorób, która nie zabija od razu, tylko mocno osłabia, jest nosemoza. – Niestety, chore na nią pszczoły nie przeżywają okresu zimowego. Pszczelarze nie dysponują skutecznym lekiem na tę wywoływaną przez pasożytnicze grzyby chorobę – tłumaczy dr Aneta Ptaszyńska z Wydziału Biologii i Biotechniki Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.