– To efekt lockdownów, z powodu których restauracje nie tylko nie mogły przyjmować normalnie gości, ale i organizować dochodowych dla nich imprez okolicznościowych, takich jak komunie czy wesela – zauważa Maciej Kotecki, założyciel Stowarzyszenia „Przyszłość dla Gastronomii”.
Jak wynika z najnowszego raportu POSbistro, lokale odnotowały drastyczny spadek liczby klientów sięgający prawie 90 proc. w trakcie pierwszej odsłony pandemii wiosną 2020 r. oraz niewiele mniejszy spadek sięgający 60–70 proc. w trakcie kolejnej fali zamknięcia gospodarki. To spowodowało, że wiele lokali zdecydowało się zakończyć działalność, co również przełożyło się na obroty. Jak wynika z danych GUS, w 2020 r. ubyło w sumie 5 proc. lokali gastronomicznych. Tym samym na koniec 2020 r. działało ich w Polsce 68,8 tys. To wynik najgorszy od 2015 r. W największym stopniu przyczyniły się do tego restauracje i bary. Tych pierwszych ubyło ponad 7 proc., a drugich ponad 11 proc. Najlepiej w pandemii poradziły sobie punkty gastronomiczne. – Ich działalność jest oparta na dowozie oraz sprzedaży z okienka. Ta natomiast była dozwolona, nawet w czasie lockdownów – tłumaczy Maciej Kotecki i dodaje, że ogólna liczba lokali byłaby mniejsza, gdyby nie nowo otwierane działalności gospodarcze. – Wiele osób, tracąc pracę, inwestowało w ten segment działalności. Z reguły byli to dawni pracownicy restauracji czy barów – dodaje.
Przychody w gastronomii (mld zł)
logo - nie ma przyszłości bez przedsiębiorczości / Dziennik Gazeta Prawna