Nie będzie chyba nadmierną fanfaronadą, jeśli przypomnę, że do powstania i popularyzacji terminu „symetryzm” udało mi się przyczynić. Mijał pierwszy rok rządów PiS, zaś obóz liberalny wciąż był w ciężkim szoku. Jeszcze gdzieniegdzie odbywała się w jego ramach debata pod hasłem „Byliśmy głupi”, ale dogasała. Liberalni medialni decydenci kierowali już swoje redakcje i think tanki na ostry antypisowski kurs. Kwitnąca jeszcze kilka miesięcy wcześniej refleksja, że „być może Kaczyński ma jednak trochę racji”, była w pośpiechu wygaszana, a kłucie własnego obozu ostrogami samokrytyki z cnoty zmieniało się w niewybaczalną zdradę.
Wróćmy do symetryzmu. Dziś ginie już w mroku dziejów, kto pierwszy użył tego sformułowania. Wydaje się, że za jego popularyzację odpowiadają redaktorzy Janicki i Władyka - wtedy autorzy tekstów wyznaczających linię redakcyjną „Polityki”. W jednym z materiałów z 2016 r. napisali właśnie o szkodliwych symetrystach. Ludziach, którzy nie potrafią pojąć, że zaczęła się wojna. Wojna PiS-u z antypisem. A na wojnie nie ma miejsca na próby zrozumienia drugiej strony. Takie sentymenty to zwykła dezercja z pola walki. Kto nie z nami, ten przeciwko nam.
Minęło parę lat i symetryzm zaczął żyć własnym życiem. Dla większości stał się obelgą. Trzeba jednak przyznać, że jego pomysłodawcy osiągnęli cel. W swoich szeregach faktycznie zaprowadzili spokój. A że stało się to kosztem zduszenia wolnej myśli po stronie liberalnej, to już inna sprawa. Jednocześnie pojawiło się jednak też wielu takich, co sobie symetryzm obrali za rodzaj intelektualnej Gwiazdy Polarnej. I zaczęli się na nią orientować.
Reklama
I tak dochodzimy do książki Anny Czepiel. Autorka wykazała wiele pisarskiego sprytu oraz intelektualnej dyscypliny i opisała symetryzm w kategoriach filozofii polityki. Definiuje symetrystę w sposób następujący: „To osoba romantycznie przywiązana do swych - wykraczających poza schematy polaryzacji - oryginalnych, percypowanych uczuciem i intelektem opinii. Korzysta jednak z (jak uparcie wierzy - dawanej przez samą demokrację i bycie w narodowej wspólnocie) możliwości wchodzenia w polemiczne i afirmatywne interakcje z apologetami jednej i drugiej strony. Jednocześnie istotnym powodem zabierania przez symetrystę głosu jest obawa, że on sam może stracić na sposobie, w jaki jedna strona polaryzacji traktuje drugą (pogarda, prześmiewczość, niesprawiedliwe generalizacje czy groźby odebrania wolności słowa)”. Ja dobrze się w tej definicji odnajduję.
Ciekawym wątkiem, na który Czepiel zwraca uwagę jako pierwsza, jest zbieżność postawy symetrystycznej z romantycznymi odruchami, których pełno w naszej zbiorowej historii. „Umiarkowanie polityczne jako nowy romantyzm” - ten podtytuł pracy Czepiel wyprowadza nas na nowe pola i otwiera horyzonty. Szczerze zachęcam do zapoznania się z tą propozycją. Ta książka to jeszcze jeden dowód, że bystrych i niezależnie myślących umysłów piszących po polsku nie brakuje. Cieszmy się z tego.