Będzie to pierwsze spotkanie przedstawicieli rządu PiS z nową Komisją Europejską. Věra Jourová przejęła w niej odpowiedzialność za praworządność od holenderskiego polityka Fransa Timmermansa. Tłem jej rozmów w Warszawie będzie procedowany w Trybunale Sprawiedliwości w Luksemburgu wniosek nowej KE o wstrzymanie prac Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.

Wniosek trafił już do rządu. Jak informuje nasze źródło, nie zawiera on postulatu o przyspieszenie procedury, co oznacza, że decyzja nie zapadnie bez wysłuchania argumentów strony polskiej. To wydłuży czas procedowania, bo decyzja może zapaść w lutym czy marcu, a nie – jak mogłoby być w przypadku jej wydania z pominięciem tłumaczenia polskich władz – nawet w ciągu kilku dni. Rząd ma czas do 6 lutego na wysłanie odpowiedzi. – Przygotowujemy odpowiedź i będziemy w niej wskazywali, że to pewna niekonsekwencja, gdy TSUE już odrzucił wniosek Komisji o tryb przyspieszony, a teraz KE wysyła kolejny wniosek. Nie dostrzegamy powodów, które by to uzasadniały, bo jeśli chodzi o działalność Izby Dyscyplinarnej, trudno wskazać jakiekolwiek wydarzenie w tym czasie – podkreśla Paweł Jabłoński, wiceszef MSZ zajmujący się prawem europejskim.

Wizyta wiceprzewodniczącej KE była przedmiotem tarć od kilku tygodni. Do końca nie było wiadomo, czy po udziale w obchodach rocznicowych w Auschwitz Jourová przyjedzie do Warszawy. Czeszka była gotowa rozmawiać z obiema stronami sporu, ale – jak mówi nam rozmówca w Brukseli – nie było jasne, kto przyjdzie na spotkanie ze strony polskiego rządu. Ostatecznie ustalono, że jutro z komisarz odpowiedzialną za praworządność spotkają się minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro oraz Paweł Jabłoński. Polska strona przekazała także prośby o spotkanie z przedstawicielami TK, KRS i Izb Spraw Publicznych oraz Kontroli Nadzwyczajnej i Dyscyplinarnej SN.

– To będzie test, czy faktycznie Jourová chce rozmawiać – mówi nasz rozmówca z rządu. Po stronie KE słyszymy, że dojdzie do spotkania z prezes TK Julią Przyłębską, a i pozostałe spotkania z instytucjami wskazanymi przez rząd wchodzą w grę. – My nie jesteśmy wybredni. Od początku podkreślaliśmy, że jesteśmy gotowi rozmawiać ze wszystkimi – deklaruje rozmówca w KE. Jak odnotowuje, pewnego rodzaju zaskoczeniem jest spotkanie z Ziobrą, bo szef resortu sprawiedliwości od dłuższego czasu unikał rozmów z KE.

Věra Jourová nie będzie rozmawiać tylko o praworządności. Chce także poruszyć kwestię zniekształcania historii II wojny światowej i Holokaustu w kontekście ostatnich wypowiedzi rosyjskiego prezydenta Władimira Putina. Czeszka zamierza rozmawiać także z drugą stroną sporu w Polsce. Ma dojść do rozmów m.in. z pierwszą prezes SN Małgorzatą Gersdorf. Komisarz przyjedzie również do parlamentu, gdzie spotka się z marszałkami Sejmu i Senatu Elżbietą Witek i Tomaszem Grodzkim. To właśnie program wizyty miał być przedmiotem sobotniej rozmowy w MSZ dyrektora przedstawicielstwa KE w Polsce Marka Prawdy.

Wieczorem przed spotkaniem Jabłoński napisał jednak na Twitterze, że Prawda został wezwany do resortu w związku z „niedopuszczalną” wypowiedzią rzecznika KE Christiana Wiganda, o czym Prawda – jak potem powiedział – dowiedział się z mediów społecznościowych. Chodziło o oświadczenie odnoszące się do uchwały SN, w której uznano za wadliwy wybór sędziów przez nową Krajową Radę Sądownictwa. Tę uchwałę, będącą pokłosiem wyroku Trybunału Sprawiedliwości z listopada 2019 r., rząd PiS zaskarżył do TK. Wigand tłumaczył, że KE ma wątpliwości wobec dalszych działań rządu. Dopytywany, przyznał, że Bruksela nie ma zastrzeżeń do prawomocności SN, ale do TK – tak. Po tej wypowiedzi polski rząd zarzucił KE stosowanie podwójnych standardów.

Taka wolta została odczytana przez Brukselę jako działanie na użytek polityki wewnętrznej. – Rząd nie musi wysyłać sygnału, że gra ostro. Co do tego nikt nie ma wątpliwości. Wypowiedzi ministra czy posłów lekceważące stanowisko Sądu Najwyższego są odbierane przez Komisję jako przekroczenie czerwonej linii – mówi nam źródło. Takie stanowisko przedstawiło m.in. Ministerstwo Sprawiedliwości, stwierdzając, że uchwała SN nie wywołuje skutków prawnych, bo została wydana „z rażącym naruszeniem prawa”.

Nasz rozmówca w Brukseli tłumaczy jednak, że KE nigdy nie zmieniła stanowiska wobec obsady TK i ta kwestia była powtarzana w rekomendacjach kierowanych do Warszawy. Ale poprzednia KE z Timmermansem była gotowa odpuścić sprawę TK w zamian za wycofanie się przez polski rząd ze zmian w KRS i SN. – Jeśli nawet taka umowa była, to szybko się załamała i spór rozgorzał na nowo. Nie ma na to żadnego dokumentu. Komisja Europejska w sprawie TK bazuje na swoim stanowisku z 2016 r. – podkreśla.