źródło: Materiały Prasowe

O tym połączeniu mówiło się już wiele lat temu. Żaden z wcześniejszych planów nie doczekał się jednak realizacji. Teraz ten projekt jest już na zaawansowanym etapie. Sprawa toczy się na forum Unii Europejskiej, która musi wydać zgodę na taki ruch.

Jak powstanie nowego wielkiego gracza może wpłynąć na przemysł chemiczny w Polsce i całą gospodarkę? O ocenę tego scenariusza w dyskusji podczas Kongresu 590 zostali poproszeni Robert Śleszyński, dyrektor biura inwestycji kapitałowych PKN Orlen oraz Krzysztof Nowicki, prezes zarządu Lotos Oil. W debacie „Fuzja Orlenu i Lotosu – nowy wielki polski gracz” wzięli też udział Tomasz Zieliński, prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego, Kamil Orzeł, członek zarządu Fundacji Republikańskiej oraz Marek Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Sprawa zawsze była na agendzie

– Na ile fuzja jest decyzją stricte polityczną, a na ile biznesową? – brzmiało pierwsze pytanie postawione przez prowadzącego debatę Mateusza Glinowieckiego z Fundacji Republikańskiej.

– To wyłącznie biznesowy proces – podkreślił Robert Śleszyński. Jego zdaniem za połączeniem obu spółek przemawia wiele korzyści, takich jak możliwość wspólnego wejścia na nowe rynki i rozwój nowych technologii oraz wzmacnianie pozycji obu spółek w ramach międzynarodowej konkurencji. Dla Orlenu, który dwie trzecie przychodów osiąga poza Polską i dokonał już wielu akwizycji, to naturalny kierunek rozwoju, szczególnie w perspektywie prognozowanego spadku popytu na paliwa.

W długim terminie na rynku nie będzie już miejsca dla mniejszych graczy. Będzie się liczył potencjał do rozwoju nowych kierunków biznesowych oraz do konkurowania z globalnymi graczami.

– Ze względu na globalne trendy w Oil&Gas dziś jest moment na konsolidację i wypracowanie wspólnej polityki rozwojowej i konkurencyjnej wobec globalnych graczy – zaznaczył dyrektor Śleszyński. Jego zdaniem kluczowe korzyści z fuzji to synergia kosztowa, w tym przede wszystkim optymalizacja pochłaniającej znaczące kwoty logistyki. Możliwa będzie także wspólna polityka inwestycyjna i akwizycyjna w długiej perspektywie oraz lepiej odpowiadająca na wyzwania cywilizacyjne polityka rozwojowa.

– To jest proces o charakterze gospodarczym, chociaż z innych powodów był wcześniej stopowany – dodał prezes Krzysztof Nowicki. – Tylko duży gracz ma dziś perspektywy rozwoju, chociaż nawet po fuzji nie będzie to jakiś wielki podmiot w skali globalnej. Ale na pewno będzie to gospodarczy champion polskiego rynku i duży gracz w Europie Środkowo-Wschodniej.

Prezes Lotos Oil zaznaczył, że proces łączenia obu spółek jest niezbędny dla polskiej gospodarki. – Być może proces jest spóźniony, ale teraz jesteśmy za to w doskonałej kondycji finansowej i możemy zmierzyć się z wyzwaniami dnia jutrzejszego – podkreślił Nowicki.

Korzyści dla rynku

O znaczeniu połączenia Orlenu i Lotosu dla polskiego rynku chemicznego mówił prezes PIPC, Tomasz Zieliński. Jego zdaniem działające na nim 11 tys. przedsiębiorstw widzi większe możliwości współpracy z dużym podmiotem, szczególnie w perspektywie długoterminowej. Jak powiedział, Polska ma deficyt w handlu zagranicznym, jeśli chodzi o produkty chemiczne co wynika m.in. z faktu, że wiele chemikaliów wciąż trzeba importować. Silna pozycja dużego koncernu umożliwia też większe inwestycje w innowacje, technologie, aparaturę i urządzenia.

– Branża czeka na decyzję Komisji Europejskiej – zaznaczył prezes Zieliński, dodając, że fuzja pomoże zbudować inne relacje biznesowe polskiego przemysłu chemicznego z wielkimi światowymi graczami. Przy czym w znacznie mniejszym stopniu chodzi tu o rynek paliwowy a w znacznie większym – petrochemiczny.

Gdyby zrobiono to 10 lat temu…

Prezes GPW Marek przygotował na debatę niezwykle ciekawą analizę pokazującą, co by się stało, gdyby połączenie Orlenu i Lotosu zostało przeprowadzone 10 lat temu. Nowy koncern zajmowałby wówczas 190. miejsce wśród największych światowych spółek chemicznych. Gdyby jednak do fuzji doszło w ubiegłym roku, zająłby miejsce dopiero w trzeciej setce. To pokazuje, jak silne procesy integracyjne zachodziły w branży przez całą poprzednią dekadę.

– Jak widać, rozmiar jest wielkością względną. Duzi robią się jeszcze więksi między innymi dzięki temu, że mogą się sprawniej finansować. W USA w ciągu 30 lat liczba spółek zmniejszyła się o połowę, ale ich kapitalizacja wzrosła ze 100 proc. PKB do 300 proc. PKB – mówił Marek Dietl.

Jego zdaniem połączenie polskich spółek może zwrócić na nie uwagę największych inwestorów. Byłoby to jak przejście piłkarza do innej ligi – w grę wchodzą zupełnie inne fundusze i skala finansowania typowa dla dojrzałych rynków.

Jakie są zagrożenia?

Co się wydarzy, gdy Komisja Europejska wyrazi zgodę na fuzję? – brzmiało pytanie postawione przez prowadzącego dyskusję. Dyrektor Śleszyński przedstawił sposób, w jaki operacja zostanie przeprowadzona. Będzie miała ona charakter integracji kapitałowej poprzez transakcję pakietową ze Skarbem Państwa, a następnie wezwanie do akcjonariuszy Lotosu posiadających pozostałych 66 proc. akcji. Następnie odniósł się do kwestii zagrożeń dla pracowników. – Lotos ma ogromny kapitał intelektualny, który zamierzamy wykorzystać i budować jako długoterminową wartość – zaznaczył dodając, że nowych pomysłów na „życie po fuzji” będzie dużo. Dotyczyć mogą one zarówno technologii wodorowej, energetyki, elektromobilności oraz petrochemii.

Czy jest alternatywa?

Prezes Lotosu odniósł się do symulacji przedstawionych przez prezesa GPW. Jego zdaniem, gdyby do fuzji doszło 10 lat temu, nowy koncern mógłby dziś zajmować nawet 150. pozycję wśród największych światowych firm. Konsolidacja pozwoliłaby mu bowiem lepiej poradzić sobie z problemami, jakie pojawiły się na rynku paliwowym przed 2015 r. i rozwijać nowe kompetencje.

A jeśli KE nie wyrazi zgody? – Właściciel, czyli Skarb Państwa, wskazał nam cel strategiczny i jest nim właśnie przeprowadzenie procesu – powiedział Krzysztof Nowicki. Jego zdaniem jest to również kwestia bezpieczeństwa energetycznego państwa.

Zdaniem przedstawicieli obu spółek scenariusz braku zgody Komisji Europejskiej nie powinien być brany pod uwagę. W Europie i na świecie w ciągu ostatnich kilkunastu lat takich fuzji było wiele i nie przyniosły one żadnych negatywnych konsekwencji dla konsumentów.

Wcześniej byłoby łatwiej

Na poparcie tej opinii Zieliński przytoczył dane dotyczące fuzji francuskich spółek Total i Elf w 2000 r. Odbyła się ona w czasie, gdy wiele podobnych firm przenosiło się z produkcją do Azji czy na Bliski Wschód. Nikt przeciw temu połączeniu wówczas nie protestował, a po przejęciu Elfa przychody spółki Total wzrosły o niemal 70 proc. Fuzja miała też pozytywny wpływ na francuską gospodarkę.

Co ciekawe – jak poinformował dyrektor Śleszyński – francuscy eksperci doradzają obecnie przy fuzji Orlenu i Lotosu. Połączenie polskich spółek będzie wyglądało bowiem operacyjnie podobnie, jak w przypadku firm Total i Elf. Doradcy przyznają jednak, że o wiele łatwiej byłoby przeprowadzić tę operację przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej.

– Ruch może być tylko do przodu – zaznaczył prezes Zieliński. W jego opinii duży polski gracz miałby też większe możliwości wpływu na stanowione na poziomie UE regulacje dotyczące rynku.

Polsce brakuje dużych firm

Na makroekonomiczny aspekt fuzji zwrócił uwagę prezes GPW. Jego zdaniem w krajach Zachodu gospodarka opiera się na dużych firmach, wokół których rozwijają się mniejsze. W Polsce dużych graczy gospodarczych jest niewielu, mamy za to dynamicznie rozwijające się małe firmy. Ta dysproporcja, na którą zwracał również uwagę premier Mateusz Morawiecki, wynika z zaszłości historycznych i jest również widoczna na polskiej giełdzie. Ma to wpływ m.in. na jej kapitalizację oraz możliwości generowania przyciągającej inwestorów dywidendy.

– Kiedy więc doczekamy się polskiego championa w skali europejskiej? – brzmiało podsumowujące pytanie, zadane przez Mateusza Glinowieckiego. – Im szybciej, tym lepiej – odpowiedział dyrektor Śleszyński.

partnerzy