Odklejone elity nie rządzą efektywnie. Czy zechcą kiedyś znaleźć furtę do zwykłości?

autor: Maciej Miłosz08.04.2018, 10:30; Aktualizacja: 08.04.2018, 10:32
Bardzo podatną grupą na odklejenie od zwyczajnego życia są politycy.

Bardzo podatną grupą na odklejenie od zwyczajnego życia są politycy.źródło: ShutterStock

Elity mają tendencję do odrywania się od zwykłego życia. Jednak w demokracji, by rządzić efektywnie, trzeba umieć znaleźć furtkę do zwykłości.

Miałem wtedy trójkę dzieci na utrzymaniu, studiowały. Słowo honoru – czasami nie starczało do pierwszego – mówił niedawno wicepremier Jarosław Gowin w wywiadzie dla Radia Zet. Biorąc pod uwagę, że – będąc wówczas szefem resortu sprawiedliwości w rządzie PO-PSL – zarabiał ponad 200 tys. zł brutto rocznie, a przeciętny obywatel pięć razy mniej, to trudno nie uznać, że w pewien sposób polityk ten jest oderwany od rzeczywistości. I choć za słowa przeprosił, co należy docenić, bo u rodzimych decydentów to gest nad wyraz rzadko spotykany, jest to jeden z przykładów tego, jak rozchodzą się ze sobą drogi przedstawicieli elit oraz tzw. przeciętnych Polaków.

Problem w tym, że sposób organizacji społeczeństwa sprawia, iż stosunkowo duża grupa ludzi wpływowych może żyć, nie mając kontaktu z prawdziwym życiem, które objawia się brakiem miejsc w przedszkolach czy czekaniem rok na wizytę u lekarza. Wysocy urzędnicy, ludzie z tzw. erki (prezydent, ministrowie, szefowie urzędów centralnych itd.), mogą łatwo wpaść w balon komfortu, który tworzy dla nich państwo. Szpitale MSW czy MON, premie czy możliwość przyspieszenia urzędniczej kwestii po zadzwonieniu do kolegów mogą sprawiać wrażenie, że w państwie wszystko dobrze funkcjonuje. Czy nie było jednak tak zawsze? Nawet jeśli, to rok 1989 i niesamowity rozkwit demokracji połączony z radykalnym wzrostem roli i wszechobecności mediów sprawiły, że elity mogą za taki błąd słono zapłacić.

Na pewno do grupy narażonej na ryzyko odklejenia można zaliczyć wysokich rangą wojskowych. W środowisku znana jest historia, jak świeżo emerytowany generał poszedł na przystanek miejskiej komunikacji. Podjeżdża jeden tramwaj, drzwi się nie otwierają. Kolejny – problem ten sam. Mężczyzna zaczyna się irytować, bo nie może wsiąść. Na przystanku obok niego stanęła kobieta – gdy nadjechał następny pojazd, wcisnęła guzik i drzwi się otworzyły. Były wojskowy przez ponad 30 lat nie korzystał z komunikacji miejskiej, bo miał do dyspozycji auto z szoferem, a przez ten czas wiele się zmieniło. Jeśli do tego dołożymy, że w czasie służby nie musiał się martwić o jedzenie, ubranie czy mieszkanie, łatwo zrozumieć, że odejście do cywila musiało być dla niego kłopotliwe. O ile ta historia nie informuje, czy ten generał był złym czy dobrym dowódcą, to już jasno pokazuje, iż decydując o kwestiach prozaicznych dotyczących swoich podkomendnych (np. prosząc ministra obrony, by przyznał im podwyżki czy dodatki mieszkaniowe), mógł nie mieć prawdziwego wyobrażenia o tym, jak ich codzienność wygląda.

Jeszcze bardziej podatną grupą na odklejenie od zwyczajnego życia są politycy. Jeśli ktoś lata rządowym samolotem na weekend do domu (tak w Polsce robią prezydenci i premierzy wszystkich opcji politycznych), gdy do pracy, z pracy i do restauracji jeździ tylko samochodem z szoferem, to jednak trudno uznać takie życie za normalne w tym sensie, że co najmniej 99,9 proc. społeczeństwa tak nie robi. W takich sytuacjach łatwo może się zacząć wydawać, że to normalne: przecież każdy ma swojego ochroniarza (czy BOR-owika) do wychodzenia z psem na spacer.


Pozostało 73% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Komentarze (2)

  • zgoda(2018-04-08 11:24) Zgłoś naruszenie 40

    Zaczęło się od czarnej mafii płci obojga- jest ponad prawem, ekonomią, koniecznością odłożenia na mieszkanie, emeryturę czy lekarza. Szlachta i obecne jelity mają tak samo - powyżej 20 tys na m-c to już jest raj. A mają więcej - nie liczone są dodatki, bonusy, darmowe pożyczki itp. Nie wiedzą co to znaczy pracować za minimalne pieniądze i utrzymać siebie + rodzinę. Za śmieszne 500+ wypłacane nawet najbogatszym, za to nie dane ubogim - wielu im uwierzyło. Dopóki nie zrozumieli, że to jałmużna w porównaniu z tym co biorą ,,darczyńcy" z pieniędzy podatników. Kto pozwala się okradać, daje oszustom wiele na tacę, nie rozlicza koryciarzy - ten będize miał jak u nas. Nie wolno urzędników świeckich i watykańskich przepłacać - to bardzo proste.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie