Przy całej powadze szkód, do których mogą prowadzić upowszechniane w sieci fałszywe wiadomości, zmasowana propaganda polityczna czy personalne nękanie, działania te nie wyczerpują listy zagrożeń tworzonych przez współczesne możliwości internetowej komunikacji. W kontekście niebezpieczeństwa wojny jądrowej, w tym zachowania Korei Północnej i dobitnych reakcji na nie prezydenta USA Donalda Trumpa, warto uświadomić sobie, że wśród spraw, o których mało słyszymy, jest także cyberbezpieczeństwo w tym obszarze. I nie zmienia tego złagodzenie sytuacji na Półwyspie Koreańskim.
By docenić skalę problemu, wystarczy zauważyć, że na cyberataki narażone są dzisiaj wszystkie elementy systemów broni jądrowej, w tym komunikacja stanowisk dowodzenia z centrami sterowania bronią oraz ośrodków wymiany informacji między sojusznikami czy transmisja danych dotyczących przygotowań do użycia broni jądrowej i danych sterujących rakietą niosącą tę broń po wystrzeleniu. Dodatkowo na celowniku są centra analityczne zbierające dane wywiadowcze, ośrodki badawcze projektujące broń i centra technologiczne ją produkujące, wreszcie działania autonomicznych robotów stających się w coraz większym stopniu ważną częścią strategicznych infrastruktur obronnych.
W ocenie ekspertów wzrost złożoności systemów obronnych i trudności w doskonaleniu narzędzi bezpieczeństwa teleinformatycznego zwiększają prawdopodobieństwo zbrodniczych włamań, które – w przypadku broni jądrowej – mogą mieć dramatyczne konsekwencje. Wiele osób nie wierzy w możliwość wybuchu wojny jądrowej i twierdzi, że nawet skłonni do tego polityczni szaleńcy zdają sobie sprawę z niechybnej, druzgocącej odpowiedzi. Osoby te ekstrapolują w przyszłość przyczyny utrzymania globalnego pokoju w okresie zimnej wojny.
Dzisiejsza sytuacja jest inna i ryzyko większe. Elementem tej sytuacji jest nieograniczony wręcz potencjał propagandowy ukryty we współczesnych technikach komunikacji sieciowej. Istotnie zwiększa zaś ryzyko to, że współczesna wojna może zostać wywołana przez zupełnie nieprzewidywalne czynniki, takie jak cyberatak na infrastrukturę obronną czy choćby upowszechniona błyskawicznie w mediach elektronicznych fałszywa wiadomość o dokonanej agresji. W kontekście tego ostatniego warto sobie uświadomić, że można pokazać w internecie ważnego polityka i włożyć mu w usta fałszywy tekst, np. deklarację o wypowiedzeniu wojny bądź stwierdzenie o właśnie wystrzelonej rakiecie wyposażonej w głowicę jądrową.
Ponieważ na sprawdzenie prawdziwości takiej informacji i uspokojenie nastrojów może być za mało czasu, odpowiednio gwałtowna reakcja może wydać się jedynym wyjściem dla państw będących domniemanym celem ataku. A to oznacza m.in., że za dodatkowe wyzwanie w pracach na rzecz cyberbezpieczeństwa jest uważana potrzeba tworzenia nie tylko zaawansowanej teleinformatycznej infrastruktury obronnej, ale i systemów ofensywnych na wypadek konieczności błyskawicznego (miejmy nadzieję, niepochopnego!) stawienia czoła agresji nuklearnej.
W każdym przypadku poziom odporności na próby ingerencji w infrastrukturę jądrową zależy od ludzi, technologii oraz procesów organizacji i dowodzenia właściwych służb. Co zrobić, aby zwiększyć poziom jądrowego cyberbezpieczeństwa? Po pierwsze, w sprawie bezpieczeństwa technicznego, państwo dysponujące bronią jądrową musi uważnie śledzić rozwój technologii teleinformatycznych. Nie jest to bynajmniej łatwe, bowiem główne innowacje w tym sektorze są tworzone przez firmy prywatne, z natury rzeczy utajniające swoje osiągnięcia.
Specjalną uwagę należy przywiązywać już na etapie przetargowego wyboru prywatnych partnerów instytucji rządowych odpowiadających za bezpieczeństwo. Konieczna jest budowa precyzyjnych scenariuszy możliwych wydarzeń i ocena ryzyka zawartego w ich poszczególnych fazach, przewidująca dublowanie zabezpieczeń systemu na każdym jego etapie. Analizy te muszą brać pod uwagę sytuację w każdym z dziewięciu państw świata dysponujących bronią jądrową. A liczba ta niestety będzie się zwiększać. Będąca na ukończeniu elektrownia jądrowa w Arabii Saudyjskiej, całkowicie zbyteczna w tym kraju z punktu widzenia potrzeb energetycznych, docelowo służy przecież głównie politycznym celom odstraszenia wrogiego temu państwu Iranu i istotnie zwiększa ryzyko nuklearnej proliferacji w najbardziej skonfliktowanym rejonie świata.
W tej naprawdę groźnej sytuacji niezwykle ważne jest trwałe zapewnienie bezpośredniej komunikacji międzyrządowej państw posiadających broń jądrową, pozwalającej na natychmiastowe wyjaśnianie zaistniałych sytuacji, a także wzmocnienie wspomaganego opiniami niezależnych ekspertów głosu obywatelskiego we wszystkich krajach, nie tylko tych posiadających broń jądrową. Głosu domagającego się specjalnych procedur nuklearnego cyberbezpieczeństwa. W demokratycznie rządzonych państwach to przecież opinia publiczna decyduje w końcu o sposobie alokacji środków zwiększających bezpieczeństwo narodowe.