Wenezuela: Syk końca rewolucji

autor: Mariusz Janik02.06.2017, 07:07; Aktualizacja: 02.06.2017, 08:21
W kwietniu przewodniczący Organizacji Państw Amerykańskich ostrzegł wenezuelskiego prezydenta, że staje się „kolejnym żałosnym dyktatorem”. – To agent CIA, zdrajca od wielu lat – odpowiedział mu Nicolas Madura, zgłaszając wyjście Caracas z organizacji. – Ten Wenezuelczyk jest głupi jak koza – skwitował tę pyskówkę José „Pepe” Mujica, były prezydent Urugwaju

W kwietniu przewodniczący Organizacji Państw Amerykańskich ostrzegł wenezuelskiego prezydenta, że staje się „kolejnym żałosnym dyktatorem”. – To agent CIA, zdrajca od wielu lat – odpowiedział mu Nicolas Madura, zgłaszając wyjście Caracas z organizacji. – Ten Wenezuelczyk jest głupi jak koza – skwitował tę pyskówkę José „Pepe” Mujica, były prezydent Urugwajuźródło: ShutterStock

Milion ludzi na ulicach, niemal trzy miesiące nieustannych protestów, w trakcie których padają zabici i ranni. System stworzony przez Hugo Cháveza może nie przetrwać nawet pięciu lat po jego śmierci.

Pomniki mają to do siebie, że łatwo się je obala. Ten, który runął pod koniec ubiegłego tygodnia w niewielkim mieście La Villa del Rosario w bogatym w naftę stanie Zulia, był niewielki: salutujący Hugo Chávez miał proporcje mniej więcej 1:1. Protestujący bez trudu przełamali figurę na wysokości kolan, wystarczyło dwóch mężczyzn, żeby wywlec ją z zielonego skweru na ulicę.

Ktoś nagrał tę scenę smartfonem. Demolowaniu pomnika upamiętniającego najbardziej charyzmatycznego lidera Ameryki Łacińskiej ostatnich lat przyglądał się tłum gapiów. Gdzieś zza pleców zdyszanych demonstrantów słychać przekleństwa, sypiące się na głowę niegdysiejszego prezydenta. – Studenci zniszczyli statuę Cháveza. Oskarżają go, i słusznie, o zniszczenie ich przyszłości – komentował krążące po sieci wideo opozycyjny polityk Carlos Valero.

Scenom z La Villa del Rosario daleko do spektakularności obalania pomników Saddama Husajna 14 lat temu czy irańskiego szacha w 1979 r. Ale to może być ledwie przygrywka: fala protestów, która wezbrała w Wenezueli w drugiej połowie marca, zaczyna nabierać rozpędu i brutalności – wraz z końcem maja doliczono się już prawie 70 zabitych i niemal 13 tys. rannych. Blisko 2,5 tys. osób znalazło się za kratkami. Do tłumów na ulicach policja strzela ostrą amunicją, demonstrantów rozpędza się pałkami i chemikaliami. W kolejnych wystąpieniach następca Cháveza – prezydent Nicolás Maduro – oskarża swoich adwersarzy o kontakty z mafijnym półświatkiem. W ten sposób reżim odpowiada na masowość protestów i determinację ich uczestników. Na ulice wenezuelskich miast w ostatnich tygodniach potrafiło wyjść ponad 1,2 mln ludzi. Demonstranci są coraz śmielsi: na kręconych komórkami filmikach aż roi się od szarży uzbrojonych w koktajle Mołotowa ludzi na opancerzone pojazdy policji i wojska.

Nawet establishment boliwariańskiej rewolucji, jak Chávez opisywał swoje rządy, jest podzielony. Przeciw rewolucjonistom wystąpił m.in. były szef wywiadu Miguel Rodriguez Torres. Niegdysiejszy towarzysz Cháveza krąży dziś po kraju, krytykując zarówno Madurę, jak i opozycję, i próbując forsować jakiś rodzaj trzeciej drogi, jaką miałby pójść kraj. Torres nie ukrywa prezydenckich ambicji, co jego dotychczasowi przyjaciele z Caracas otwarcie nazywają zdradą. Z kolei syn wenezuelskiego rzecznika praw obywatelskich opublikował wideo, w którym błaga ojca o „położenie kresu niesprawiedliwości”. „Kuzynie, już dosyć! – wzywał z kolei w liście otwartym do ministra obrony Vladimira Padrinę jego krewniak Ernesto Padrino. – 80 proc. Wenezuelczyków chce wyborów jako drogi wyjścia ze śmiertelnego kryzysu gospodarczego i politycznego, jaki ogarnął nasz kraj. Wcześniej czy później Wenezuelczycy sprawią, że za to zapłacicie”.

Rządy beztalencia

Tyle że kryzys to w Wenezueli stan permanentny. Dopóki rządził Hugo Chávez, działała jego charyzma i interwencje, na jakie mógł sobie pozwolić tylko on: od nacjonalizacji przedsiębiorstw, przez manipulacje kursem waluty, rzucanie na rynek pieniędzy z eksploatacji należących do największych na świecie złóż ropy, aż po administracyjne ustalanie cen „strategicznych” towarów w sklepach. Aż do jego śmierci w 2013 r. działała mieszanka programów socjalnych, rewolucyjnej retoryki oraz jego osobistego uroku. Opozycji, wraz z jej przywódcą – Henrique’em Caprilesem Radonskim – daleko było do poparcia, jakim cieszyła się rewolucja boliwariańska.


Pozostało jeszcze 72% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie