statystyki

Polska to neokolonia Zachodu. Staliśmy się imitacją niezależnego państwa

autor: Rafał Drzewiecki11.03.2016, 09:00
Jeśli nie zaczniemy cenić własnych rozwiązań czy idei, jeśli nie skończymy z tym ciągłym porównywaniem się z Zachodem, pozostaniemy krajem drugiej kategorii.

Jeśli nie zaczniemy cenić własnych rozwiązań czy idei, jeśli nie skończymy z tym ciągłym porównywaniem się z Zachodem, pozostaniemy krajem drugiej kategorii.źródło: ShutterStock

Papuga narodów na stałe zamieszkała w klatce. Staliśmy się imitacją zachodniego świata, wiernie odtwarzając jego produkty, usługi, prawa i idee. Karnie, a może nawet i z ulgą osiedliśmy na peryferiach, przyjmując rolę neokolonii.

reklama


reklama


Ach, ja pamiętam czasy, kiedy do Ojczyzny pierwszy raz zawitała moda francuszczyzny! Gdy raptem paniczyki młode z cudzych krajów wtargnęli do nas hordą gorszą od Nogajów, prześladując w Ojczyźnie Boga, przodków wiarę, prawa i obyczaje, nawet suknie stare...” – Tak prawie 200 lat temu Adam Mickiewicz opisywał w „Panu Tadeuszu” zgubne skutki bezmyślnego zapatrzenia się w zachodnie wzorce, sprzeczne z tradycjami i wartościami od wieków kształtującymi tożsamość narodową. Wyśmiewał zmianę wiary, mowy, praw i ubiorów, ostrzegając, że „była to maszkarada, zapustna swawola, po której miał przyjść wkrótce wielki post – niewola!”. Historia zatoczyła koło i dzisiaj aktualne jest każde słowo epopei Mickiewicza. Włącznie z niewolą, choć innego rodzaju, niż poeta miał na myśli.

– Nie ma już powodów, by stosować eufemizmy w ocenie relacji między centrum a peryferiami kultury zachodniej. Centrum tworzy struktury nowego porządku, a takie kraje jak Polska są na stałe osadzane na peryferiach. Unia Europejska będzie mogła się wkrótce rozpaść, a my pozostaniemy na uboczu, bo jesteśmy zajęci kopiowaniem Zachodu. Na najbardziej elementarnym poziomie. Stajemy się państwem zależnym. Na poziomie ekonomicznym, kulturowym i naukowym – alarmuje dr hab. Małgorzata Jacyno z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Skąpiec poznawczy

Przykłady uznawania obcych rozwiązań za lepsze i warte naśladowania można ciągnąć w nieskończoność. Nie ma chyba dziedziny życia, która nie byłaby skażona zagranicznymi kopiami. Gdziekolwiek byśmy spojrzeli, o czymkolwiek wspomnieli, wszędzie widać zagraniczne metki. Od produktów przez szeroko pojęte usługi czy rozwiązania prawne, na ideach kończąc. Kontrahentów zapraszamy na biznesowe lunche z sushi, broń Boże na schabowego z kapustą. Niemieckie samochody są oznaką prestiżu, a polskie firmy przyjmują angielskojęzyczne nazwy. Platforma wprowadza proces kontradyktoryjny, w którym sędzia jest tylko obserwatorem, a wyrok zależy od sprawności oskarżyciela i obrońcy, argumentując, że się on sprawdza np. w USA. PiS tę reformę cofa, także odwołując się do doświadczeń obcego państwa, bo Włosi właśnie z kontradyktoryjności rezygnują. Bezkrytycyzm w sprowadzaniu zachodnich rozwiązań, bez analiz, czy w naszej specyfice społeczno-gospodarczej one się sprawdzą, jest nie tylko powszechnie akceptowany, lecz wręcz oczekiwany. Jeśli w centrach brytyjskich miast wprowadza się zakazy ruchu dla samochodów, to w Polsce od razu zaczynają domagać się tego lokalni włodarze. Nie zwracają uwagi, że np. Londyn jest doskonale skomunikowaną aglomeracją z gęstą siecią metra, a Warszawa ma wąskie gardła i wystarczy remont mostu, by ją sparaliżować.

– Większość ludzi jest skąpcami poznawczymi. Dotyczy to także urzędników, osób decyzyjnych. Nie wszyscy lubią myśleć i analizować skomplikowane zagadnienia, to męczący wysiłek umysłowy. Wolimy stosować się do podpowiedzi, gotowych wzorców. Wygodniej skopiować niż wymyślić coś oryginalnego. To efekt działania w warunkach stresu informacyjnego, przeciążenia danymi, z których coraz trudniej jest wybrać te przydatne. Dlatego by chronić samoocenę, poczucie własnej wartości, bezpieczniej scedować odpowiedzialność na kopię. Jeśli się ona nie sprawdzi, to trudno, to nie moja wina. Nie ma tu więc mojej osobistej straty. Jeśli wykonałbym zaś pracę analityczną, stworzył własne oryginalne rozwiązanie i okazałoby się ono klapą, porażka uderzałaby w moją samoocenę – tłumaczy Jakub Kuś, psycholog nowych technologii z Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu.

Dodaje, że Polacy przodują w europejskich statystykach opisujących sposób postrzegania rzeczywistości jako grę o sumie zerowej. Jesteśmy w czołówce narodów, w których panuje przekonanie, że aby ktoś mógł wygrać, odnieść sukces, ktoś inny musi przegrać. To daje wybuchowy koktajl, który koroduje więzi społeczne, zaufanie i skłania do podejmowania wyłącznie bezpiecznych decyzji, czyli np. właśnie kopiowania sprawdzonych za granicą rozwiązań.

Takie bezwarunkowe kopiowanie jest jednak zabójcze, prowadzi do kryzysu, bowiem gdy obcy wzór jednak nie zadziała, nie mamy wyjścia awaryjnego i następuje katastrofa. Wystarczy spojrzeć na byłe kolonie francuskie w Afryce. Jak dzisiaj one funkcjonują? Nierówności między centrum a peryferiami są przykrywane przez promocję idei międzynarodowości, deregulacji, otwarcia i różnorodności. Siły nie były i nie są jednak równe, a dzisiaj zależność ujawnia się w sposób coraz bardziej spektakularny. Kraje postkolonialne i peryferyjne stają się przestrzenią składowania niechcianych w centrum kulturowym zjawisk i procesów – pracy w montażowniach, taniej siły roboczej, zanieczyszczeń, konfliktów, ryzyka gwałtownego przenoszenia produkcji, jeśli tylko gdzieś znajdzie się jeszcze tańsza siła robocza. Mamy do czynienia z błędnym kołem i pułapką. Nadzorcy w końcu zawsze odchodzą, dotacje i preferencje znikają, a wspomagane w modernizacji kraje upadają czy utrwalają swoją pozycję zależności, bo narzucone obce wzorce kulturowe, czy to w gospodarce, czy polityce, nie wytrzymują starcia z tradycją i lokalnymi warunkami.

– To elity polityczne i intelektualne formułują i narzucają społeczeństwom zasady imitacji. To ich program polityczny. W perspektywie socjologii kultury jest to strategia instytucjonalizacji podrzędności. Przekonanie, że jesteśmy równi, bo tacy sami czy prawie tacy sami, to strategia krajów postkolonialnych. Modernizacja przez imitację rodzi paradoksalne skutki: aspiracje związane z dorównaniem centrum kulturowemu potwierdzają konieczność dokonywania w sobie permanentnej autokorekty, naprawy i uzupełniania braków, które są przez to centrum wskazywane. Dzisiaj już widzimy, że to, co miało być stanem przejściowym – doganianie Europy – staje się naszą kondycją. A owo ciągle przekładane na przyszłość dogonienie jest niemożliwe, m.in. z tego powodu, że centrum wskazuje nasze braki, a elity gorliwie zabiegają o jego uznanie. Nie są to warunki, w których może się ujawnić innowacyjność, o którą się apeluje – tłumaczy dr hab. Małgorzata Jacyno.

W ten sposób łatwo wpaść w pułapkę przeciętności czy wręcz bycia niewidzialnym. Był taki projekt stworzenia wspólnego, unijnego podręcznika o historii Europy. W jednym z proponowanych nie znalazło się ani jedno zdanie o Polsce. Nie było powodu, by uwzględniać w relacjonowaniu historii Europy kraju, którego główną ambicją jest to, by w końcu się znaleźć w Europie. Projekt upadł, ale to świadczy o pozycji naszego państwa.

– Jeśli nie zaczniemy cenić własnych rozwiązań, myśli, idei, jeśli nie skończymy z tym ciągłym porównywaniem się z Zachodem, pozostaniemy krajem drugiej kategorii – ostrzega dr hab. Małgorzata Jacyno.

– Jeśli mówię jako polski naukowiec o problemie odnarodowiania instytucji państwowych, jestem nazywana fundamentalistką. Jeśli jednak powołam się przy tym na Saskię Sassen, znaną profesor socjologii na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku, to moje słowa stają się już trafną diagnozą. Wtedy mogę się ubiegać o publikację w zachodnich prestiżowych czasopismach – podaje przykład takiej podległości ekspertka.

Manifestacja dobrego samopoczucia

W okresie transformacji przekonywano nas, że po latach izolacji znów zmierzamy do Europy. Tyle że ani kulturowo, ani geopolitycznie nigdy z niej nie wyszliśmy. Powrót do Europy stał się banalnym hasłem programu politycznego, słabo ukrywającym rezygnację z inwestowania w nową myśl oraz legitymizującym wątpliwe projekty reform i zmian.

– Nawet święta narodowe kazano nam obchodzić jak w USA. Rządzący przekonywali, że powinniśmy się w takie dni radować, hucznie bawić. Ale kto powiedział, że to lepszy sposób niż nasza tradycyjna, nostalgiczna celebracja czy powaga? Przekonuje się nas, że upodobnienie się do Zachodu oznacza pluralizm. Tylko gdzie on tak naprawdę jest, na czym polega? Intensywna promocja pluralizmu w kulturze zachodniej pojawiła się dopiero wtedy, gdy osiągnięto pewien poziom uniformizacji wzorców, skoordynowano pragnienia całych społeczeństw. W krajach podległych społeczeństwa stają się poligonem doświadczalnym, na nich centra kulturowe testują różne rozwiązania, a pod pozorem współpracy czy podziału pracy przekazują obowiązki. Współczesny zachodni pluralizm jest praktykowany przede wszystkim na rynku, przez wybory konsumenckie. Dlatego także kultury narodowe są filtrowane, profilowane ze względu na to, czy mogą się stać jeszcze jednym sektorem gospodarki. A przecież kultura narodowa nie jest od zarabiania, jej wartości nie są na sprzedaż – podkreśla socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

W taką pułapkę popadają zresztą nie tylko wyznawcy liberalnych europejskich wartości, którzy nie widzą zagrożeń dla polskiej kultury w zamianie Zaduszek na Halloween. Zakładanie biało-czerwonych błazeńskich czapeczek na meczach narodowej reprezentacji też niewiele ma wspólnego z patriotyzmem, to tylko skomercjonalizowana manifestacja dobrego samopoczucia. A samopoczucie Polaka wciąż jest wystawiane na próbę, bowiem nieustannie porównuje się on z innymi nacjami, oceniając siebie poprzez rankingi i statystyki. Ale to droga donikąd. Małgorzata Jacyno zwraca uwagę, że rankingi, standardy, wskaźniki czy komentarze są często tak pomyślane, aby podkreślać dystanse między centrum a peryferiami. Obecność Donalda Trumpa na amerykańskiej scenie politycznej jest dowodem tamtejszej ostrej walki politycznej, w Polsce zostałaby symbolem naszej niedojrzałej demokracji. Przyzwolenie na stosowanie podwójnych standardów w odniesieniu do niedemokratycznych rozwiązań staje się coraz bardziej widoczne, kiedy w grę wchodzą interesy ekonomiczne.

Przy takich ciągłych porównaniach łatwo o mity. Choćby ten o dramatycznie niskim kapitale społecznym w naszym kraju. Zgoda, stosując kryteria neoliberalnej demokracji, tak z pewnością jest, ale biorąc pod uwagę inne normy, kapitał może się okazać znacznie większy. Skądinąd można by zapytać, dlaczego więzi i relacje między ludźmi i tworzone przez nie poczucie przynależności i zaufania nazywa się uporczywie kapitałem. Daliśmy się wmanewrować w przyjęcie roli kraju peryferyjnego, który miota się pomiędzy odczuciem niższości i wyższości kulturowej. Jeśli dzieje się coś, co wykracza poza scenariusz doganiania Zachodu, to bohaterem tych wydarzeń jest ciemny lud oraz bardziej lub mniej anonimowe siły antymodernizacyjne. Zachowujemy się więc jak neofici, którzy żywią się fantazjami.

Zakładaliśmy niegdyś z góry, że zachodnie społeczeństwa żyją na większym luzie niż w zaściankowej Polsce, a tymczasem także tam zwykłe życie i codzienność oparte są na wielu sztywnych regułach i obowiązuje np. dress code. Z lubością powtarzamy, że na mitycznym Zachodzie wszyscy mówią sobie na ty, nie ma tam dystansów, hierarchii, choć prawda jest taka, że jest tam i hierarchia, i nierówności. Nasze postrzeganie Zachodu to czysta fantazja o tym, że na tamtejszych czystych chodnikach chodzą zrelaksowani, życzliwie uśmiechnięci, tolerancyjni, zasobni, dobrze wykształceni i dojrzali obywatele, którzy lepiej od nas traktują zwierzęta i środowisko, częściej myją zęby, cenią i szanują inne kultury.

– O bogactwie kulturowym nie świadczy bowiem tylko wyższy poziom życia. To także kwestia godności i rozpoznania własnych słabości i atutów, uwarunkowań i szans. Chyba jako jedyny kraj Unii – zaznacza dr hab. Małgorzata Jacyno – w imię tego dorównywania Zachodowi przyjęliśmy w szkolnictwie wyższym system boloński w jego czystej postaci, w całej dosłowności. Niestety, kosztem naszych pracowników naukowych, doktorantów i studentów. W socjologii kultury mówi się, że im doskonalsza imitacja, tym większa autodemaskacja i uznanie własnej podrzędności. Nie jest sprawą przypadku, że w języku potocznym imitowanie to po prostu małpowanie – przekonuje ekspertka.

Innowacyjny rozkład jazdy?

Część naukowców podnosi, że w zglobalizowanym świecie wyczerpała się idea postępu. Nie ma już ani więcej dóbr, ani więcej pokoju, zatruliśmy środowisko, kryzys przechodzi w kryzys. Wymyślono więc kolejnego bożka – innowację, która zastąpiła postęp. Problem jednak w tym, że jak wynika z doświadczeń historycznych, kultura, żeby się rozwijać, potrzebuje również czasu na reprodukcję. Czasu, spokoju i przewidywalności.

– Innowacyjność zakłada, że najważniejsza jest teraz indywidualna twórczość, pomysłowość, wynalazczość, które będą nieustannie zmieniać i poprawiać istniejące rozwiązania. Ale to fałszywe założenie. Świat opiera się też na stałości, powtarzalności. Rozkład jazdy pociągów nie potrzebuje innowacyjności. Kultura, jeśli ma zostać kulturą, a nie biznesem, musi być wolna od wymogów rynku. Innowacyjności wymagają przedsiębiorcy, by zwielokrotniać zyski. Kultura potrzebuje rytuałów. By wejść na rynki afrykańskie, przynajmniej tak samo są potrzebne innowacyjne produkty, co placówki dyplomatyczne z fachowcami, którzy rozumieją tamte obyczaje, ludzi, mentalność – zauważa dr hab. Małgorzata Jacyno.

Marnym pocieszeniem jest w tej ocenie historia, która uczy, że gdy społeczeństwa się bogacą, zaczynają doceniać kulturę wyższą. Poszukując jej, stają się bardziej wymagające, krytyczne wobec narzucanych wzorców. W Polsce jednak taki kierunek rozwoju społecznego jest mocno utrudniony. Brakuje nauczycieli, którzy mogliby uczyć kultury medialnej, rozdzielania propagandy od informacji, wskazywać na wartości, wyjaśniać, dlaczego coś należy uznać za dobre, a coś za miałkie. Szkoły tego nie uczą, na studiach też jest niewiele takich zajęć. Bez wychowywania w nowym duchu, pracy od podstaw, kolejne pokolenia będą dorastać bez umiejętności rozróżniania amatorów od profesjonalistów, wysokiej jakości od niskiej.

– Rozpoczęcie takiej nauki to dziś najpilniejsze zadanie, bowiem kolejnym zagrożeniem jest internet. Młodzi ludzie wyrastają w przekonaniu, że miarą wartości jest liczba lajków, polubień. To kształtuje ich poczucie wartości. Ilość, a nie jakość. Budują swój prestiż przez liczbę tweetów czy wpisów na Facebooku. A najłatwiej to robić, kopiując innych. Oryginalne treści w internecie to nisza, zdecydowana większość wszelkiej działalności na portalach społecznościowych polega na kopiowaniu innych. Kopiujemy kopie i tak w nieskończoność. Kto nie kopiuje, ten nie istnieje. Nieważny sens, kontekst, wartość, liczy się szybkość i ilość – podkreśla dr Marek Palczewski, medioznawca z SWPS w Warszawie.

Dzisiaj twórczość jest deficytem, króluje odtwórcze naśladownictwo. To niestety nic nowego, historia naszego kraju jest pełna takich przykładów. Przeżywaliśmy germanizację, orientalizację... Nawet „Listy z podróży do Ameryki” Henryka Sienkiewicza nie są zbytnio oryginalne, bo wcześniej przecież były „Listy z Rosji” markiza Astolphe'a de Custine.

– Gdy Polska Kronika Filmowa przez lata pokazywała buble dostarczane przez rodzime zakłady, inne kraje w tym czasie budowały i umacniały pozycję swoich marek. I tak dzisiaj włoskie buty kojarzą nam się z elegancją, niemiecki samochód jest solidny, a japoński sprzęt RTV niezawodny. Na naszym rynku trudno jest znaleźć firmy z polskimi nazwami. Osiedle, żeby było prestiżowe, musi mieć w nazwie residence, marki modowe i kosmetyczne chętnie czerpią z języka włoskiego i francuskiego. Angielski sprawdza się w przypadku każdej branży – zauważa dr Magdalena Tomaszewska-Bolałek, kierownik Food Studies na Uniwersytecie SWPS w Warszawie.

Małpa czy geniusz?

Na edukacyjną rolę mediów też nie ma co już liczyć. Powtarzają zagraniczne formaty, wszelkiego rodzaju show, dominuje prymitywna rozrywka. Z jednej strony słyszymy slogany o konieczności gloryfikacji historii, polskości, ale tego nie robimy. Nie powstają np. gry o charakterze historycznym, no może poza paroma rodzynkami, jak planszówka o Powstaniu Warszawskim. Kiedyś najchętniej oglądanym w Polsce programem telewizji było MTV. Oczywista reakcja na lata siermiężnego PRL. Telewizja ta zaświeciła niczym gwiazda, pełna blichtru, luksusu i celebrytów. Zachłysnęliśmy się tym jednak zupełnie, nie mając rodzimej atrakcyjnej kontrpropozycji. Zachwyt blaskiem był tak silny, że kolejne stacje, by zaistnieć, musiały być jeszcze bardziej atrakcyjne, jeszcze bardziej błyszczeć, mieć ciekawszych celebrytów, ociekać większym luksusem. Tego żądali widzowie.

– Sprzyjało temu prawo, które początkowo nie przewidziało ograniczeń w czasie antenowym dla zagranicznej produkcji. Skorzystały z tego komercyjne stacje, zalewając nas zachodnią papką kulturalną. Ukształtowały gusta i teraz uznajemy taką formę rozrywki czy sposobu przekazywania informacji za rzecz naturalną. Wprowadzenie limitów określających, ile musi być produkcji rodzimej, a ile obcej, niewiele już mogło zmienić. Polskie programy musiały się upodobnić do tej papki, bo tego oczekuje widownia. Różnice się zatarły. I tkwimy w tym do dzisiaj – opisuje dr Marek Palczewski.

Efekty widać w postawach społecznych, gdzie zamiast podejmowania decyzji na podstawie analizy, przemyśleń czy wiedzy przyjmujemy gotowe wzorce. Innymi słowy, kopiujemy postawy. Dlatego nie ma publicznej dyskusji np. o tym, kto i dlaczego wplątał Lecha Wałęsę we współpracę, tylko poprzestajemy na stwierdzeniu faktu, a nawet nie faktu, tylko oceny – albo Wałęsa to na pewno agent, albo Wałęsa to na pewno nie TW Bolek. Nie odczuwamy potrzeby zastanowienia się np. nad odpowiedzialnością osób, które kierowały bezpieką. Nad tym, jaki był cel ich działania i czy miało to wpływ na późniejsze lata, włącznie z czasami obecnymi. Rozpala nas tylko spór o to, czy Wałęsa był „Bolkiem”. Skutki są już za trudne.

– Co nowego mamy ostatnio w polskich mediach? Typowo polskiego? Gdy pojawił się słynny „Big Brother”, format holendersko-amerykański, konkurencyjna stacja stworzyła polski odpowiednik „Dwa światy”, ale od tamtego czasu jest cisza. Teraz masowo adaptuje się formaty zagraniczne do polskich realiów. Nastąpiła globalna tabloidyzacja, media się zmakdonaldyzowały. W efekcie kultura się zunifikowała do tego stopnia, że zaczynamy naśladować sami siebie, nawet nie zdając sobie sprawy, że to kolejne kopie zachodnich rozwiązań – zaznacza medioznawca z warszawskiej SWPS.

Winny jest m.in. polski system szkolnictwa, który niezmiennie od dziesięcioleci nie zachęca do kreatywności, dąży do równania do średniej. W zachodnim świecie od najmłodszych lat wymaga się od uczniów myślenia, podejmowania własnych decyzji. U nas młodzi dorastają w przekonaniu, że wybijanie się oznacza tylko kłopoty, że wygodniej i efektywniej jest dostosowywać się do zastanych okoliczności, wykorzystywać sprawdzone wzorce niż wykazywać aktywność i iść pod prąd. Nawet wiedzę sprawdza się w testach, gdzie nie trzeba udzielać oryginalnych, samodzielnie opracowanych odpowiedzi, tylko wybrać z zestawu już gotowych. W takim systemie fartowna małpa może się okazać geniuszem.

Niestety, internet, który dał każdemu praktycznie nieograniczone możliwości zarówno zaistnienia, jak i weryfikacji, wyrównując szanse, niewiele zmienił w społecznych postawach Polaków. Informatyka w naszych szkołach wciąż pozostaje nauką używania Worda, a to już stanowczo za mało. Nie budujemy w młodych ludziach poczucia własnej wartości opartej na zdobywaniu doświadczeń, także tych związanych z porażkami, nie zachęcamy do odwagi, do zmierzenia się z ryzykiem podjęcia własnej decyzji, do kreatywnego sięgania po nowe technologie, ich przerabiania, nieustannego poszukiwania innych, nietypowych rozwiązań.

– Zamiast tego hodujemy kolejne pokolenia o mentalności kopistów, co widać choćby po jakości niektórych polskich firm. Tych będących wynikiem oryginalnego pomysłu jest śladowa liczba, pozostałe to kopie kopii, lepsze czy gorsze naśladownictwo. Sami sobie wybijamy miecz z ręki – podsumowuje Jakub Kuś z Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu. 

Jeśli nie zaczniemy cenić własnych rozwiązań czy idei, jeśli nie skończymy z tym ciągłym porównywaniem się z Zachodem, pozostaniemy krajem drugiej kategorii. Oto przykład tej podległości: jeśli mówię jako polski naukowiec o problemie odnarodowiania instytucji państwowych, jestem nazywana fundamentalistką. Jeśli powołam się przy tym na Saskię Sassen, profesor socjologii na Uniwersytecie Columbia, to moje słowa stają się już trafną diagnozą.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

reklama

  • no tak(2016-03-11 09:39) Odpowiedz 12467

    Święta Prawda, najwyższy czas rozliczyć s-synów którzy sprzedali nas w niewolę !

    Pokaż odpowiedzi (3)
  • z(2016-03-11 09:50) Odpowiedz 10822

    Od prawie 300 lat Polska jest co najwyżej satelickim państwem więc nie nowość. Nawet taką "prawicę" jak PIS nie stać na pomysł prowadzenia samodzielnej polityki a innych zbawców ojczyzny nie widać.

    Pokaż odpowiedzi (4)
  • Polacy zarabiają jak w III świecie Dość koloni(2016-03-11 11:23) Odpowiedz 9714

    Dość kolonializmu – wołał na Węgrzech Wiktor Orban. Czas, by i u nas władza zaczęła tak samo działać. Wyliczenia, jakie pokazywał ostatnio amerykański Bloomberg nie pozostawiają złudzeń – po 20 latach kapitalizmu, polski pracownik zarabia jak w trzecim świecie. W tym zestawieniu tylko ciężko pracujący Filipińczyk zarabia dziennie .................................,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,, ..................serwis finansowy Bloomberg przygotował zestawienie godzinowej stawki za pracę na podstawie średnich miesięcznych zarobków...............................Nasze zarobki wydają się być żenująco niskie, gdy porównujemy je z innymi krajami. Średnia stawka godzinowa w Polsce, to ok. 25 zł. Dla porównania liderzy rankingu – Szwajcarzy zarabiają średnio ponad 180 zł na godzinę. Niemcy – 144 zł., a Francuzi – 125 zł.Niestety blado wypadamy także na tle mniej rozwiniętych krajów. Więcej od nas zarabiają Węgrzy, Słowacy czy Czesi – kolejno 28, 35,5 i 37,5 zł. na godzinę.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • dobre podsumowanie.(2016-03-11 10:44) Odpowiedz 9248

    przez 8 lat rządów złodziei i bandytów z PO, mamy to co mamy.

    Pokaż odpowiedzi (2)
  • 007KAL(2016-03-11 10:13) Odpowiedz 912

    Temat jest ciekawy, ale może do konkretów. Aby nie być satelitą trzeba być gwiazdą, aby być gwiazdą na początek trzeba mieć dużą masę i świecić. Aby inni kręcili się wokół nas trzeba mieć coś do zaoferowania. Jak przez ostatnie 25-lat mamy problem z ustaleniem "kto był bohaterem, a kto szumowiną" i to nas dalej kręci to trudno, aby inni nas traktowali "jak gwiazdę". A tak z innej beczki kiedyś nas germanizowano i to był problem, a dzisiaj ..np. jak naukowa gazeta chce być naukowa, to musi być wydawana "po angielsku" bo inaczej jest mniej punktów i ..

  • Patriota (2016-03-11 10:30) Odpowiedz 8841

    Smutne skutki ćwierćwiecza liberalnej neotargowicy.

  • kALIF(2016-03-11 09:54) Odpowiedz 8752

    Trzecia RP jawi mi się jako byle jak sklecony budynek – z przecenionych materiałów trzeciej jakości i drugiej świeżości kupionych na europejskiej i posowieckiej wyprzedaży. Wypacykowana fasada ukrywa rozkład i fałsz.Dziś po raz kolejny Polska zrzuca kajdany i prostuje się dumnie – nic więc dziwnego, że ci, którzy ją skuwali boją się jej gniewu.

    Pokaż odpowiedzi (2)
  • Szyderca(2016-03-11 10:04) Odpowiedz 8410

    Hi Hi - nawet w artykule o potrzebie oryginalności i braku porównywania się z Zachodem, znalazł się rodzynek. "Winny jest m.in. polski system szkolnictwa, który niezmiennie od dziesięcioleci nie zachęca do kreatywności, dąży do równania do średniej. W zachodnim świecie od najmłodszych lat wymaga się od uczniów myślenia, podejmowania własnych decyzji. " Pozdrawiam

    Pokaż odpowiedzi (4)
  • XXYYZZ(2016-03-11 10:03) Odpowiedz 7342

    Ze smutkiem, podpisuję się pod KAŻDYM słowem Autora. Dyskutuję o tym z moimi dziećmi i wnukami, i z ogromnym smutkiem stwierdzam, że oni moją interpretację naszej rzeczywistości oceniają jako dowód na brak rozwoju i zaściankowość, a nawet lenistwo, bo namawiam do doceniania tego co polskie, a jednocześnie namawiam do oryginalnych, niepowielanych rozwiązań. Kaleczą język polski, gloryfikują angielski i zachodnie technologie. Umiejszają rangę polskiej kultury, jej oryginalność, jej korzenie. To jest skutek! Szukam winnych- w rodzinie, w edukacji, w mediach. PROSZĘ O WIĘCEJ TAKICH ZASADNYCH ARTYKUŁÓW.

    Pokaż odpowiedzi (2)
  • Bola(2016-03-11 10:11) Odpowiedz 6838

    A cóz złego jest w kopiowaniu innych pomysłów. jezeli uznajemy że są fajne, podobają nam się to dlacvzego nie. Po co wyważać otwarte drzwi. Nie widze nic złego w przejmowaniu idei europejskich promujących równość, poszanowanie innych, demokracje itp. Należy wybierać z mysli innych to z czym sie zgadzamy i wprowadzać równiez u nas. A nie wiecznie w kontrze do innych, bo my Chrystus narodów nie jestesmy doceniani, bo nie jestesmy najważniejsi. No nie jesteśmy. Może troche pokory.

    Pokaż odpowiedzi (2)
  • PreczZPropaganda(2016-03-11 10:18) Odpowiedz 63102

    Stuknij się w głowę autorze, jeśli ją posiadasz. Tekst rodem z epoki PRLu. Na tym polega UE że obowiązują wspolne równe prawa, które muszą przestrzegać ich członkowie. To też gwarancja dla obywateli, przed destrukcyjnymi populistycznymi rządami w danym kraju i ich dzikimi pomysłami. Każdy kraj przystępując do UE godzil się na standaryzacje i musiał ją spełniać. Na tym polega jakakolwiek umowa. Radzę panie R. Dz. w formie protestu przestać używać tego komputera na którym skleciles ten PRLowski tekst, bo to zachodni produkt i poszukać sobie jakiejs polskiej maszyny do pisania z lat 70tych. Oczywiście przestań pan też używać telefonu komórkowego, GPS oraz tysięcy innych rzeczy, bo nic w ch nie ma polskiego!

    Pokaż odpowiedzi (4)
  • Faszyzm inaczej(2016-03-11 11:32) Odpowiedz 639

    Nie potrzeba artykułu ,żeby stwierdzić NEOKOLONIALIZM POLSKI(w/g PWN) = ""«uzależnienie ekonomiczne i polityczne dawnych krajów kolonialnych, formalnie niepodległych, od państw wysoko rozwiniętych» ."" _____ Dołóżmy ogromne zadłużanie państw narodowych (celowe) przez Banki Centralne jak MFW, CBŚ, EBC itp. które nadzorują elity NWO jak Rotschild, Soros itd (elity banksterskie) w celu późniejszego obalenia narodowości i państwowości, dlatego tak na chama wprowadzają Multi-Kulti. Kiedy ludzie się obudzą , będzie "po ptokach". Cel to zniewolenie jednostki do granic absurdu by nad nią zapanować jak hodowca nad rasowym :bydłem", bez możliwości wyzwolenia się i bez gotówki w kieszeni - pełna zależność od bankierów i globalnego rządu. TO JEST PRZYSZŁY NEOKOLONIALIZM. Zależność od Niemiec czy UE to dopiero zalążek globalnego NWO..

  • drwal(2016-03-11 11:25) Odpowiedz 634

    TYLKO GŁUPCY NAZYWAJĄ SAMOWOLĘ WOLNOŚCIĄ ". Tacyt --------------------------------470 zł realna średnia renta netto. ------------------------------ 880 zł realna średnia emerytura netto. ------------------------------ 1.420 - zł - realna średnia płaca netto. ------------------------------------ 1 800 000 - osób - nie objętych ubezpieczeniem medycznym. ------------------------------------ 5 800 000 - bezrobotnych bez prawa do zasiłku -- poza rejestrem. - 1 900 000 - bezrobotnych pobierających średni zasiłek 534 zł netto - 520 000 - bezdomnych. - 3 400 000 - emigrantów wyjazdy w latach -- 2004 -- 2012. - 390 000 - dzieci niedożywionych.

    Pokaż odpowiedzi (3)
  • piniusz(2016-03-11 10:16) Odpowiedz 594

    kto ma młodzieży tą wiedzę przekazywać,gdy ustawowo dopuszczono możliwość opuszczenia 50 % zajęć lekcyjnych a żródłem wiedzy i tryndów został fejsbuk

  • Coraz więcej Polaków żyje w nędzy(2016-03-11 12:02) Odpowiedz 577

    Coraz więcej Polaków żyje w skrajnym ubóstwie Z raportu GUS-u wynika, że blisko 37 proc. Polaków ma zbyt niskie dochody, a prawie 8 proc. żyje w warunkach poniżej egzystencji. Zjawisko to przybiera na sile. W 2012 r. dotyczyło t o prawie 7 proc. Polaków. Jednak już w ub. r. ponad 9 proc. osób brakowało pieniędzy na zakup żywności. ----Bierze się to z bardzo błędnej polityki, która została obrana jako główny kierunek naszej współpracy z zagranicą przed 25 laty, jeżeli nie wcześniej

  • rafael(2016-03-11 10:57) Odpowiedz 5311

    Bardzo dobry artykuł, pokazuje też jak dużo jest do zrobienia, ponieważ trzeba zmian i trzeba je zrobić. Praca u podstaw, ale kto ją ma wykonać. Ja na swoim małym poletku to robię, ale mam świadomość, że to kropla w morzu.

  • Stary(2016-03-11 10:41) Odpowiedz 497

    To jest biznes. A przez wielopokoleniową głupotę Polaków jest to proste jak odebrać dziecku cukiera. No bo to co z metką nie z polski zawsze było super. Niemcy wolą swoje marki a nie obce, podobnie USA, francuzi, ale nie polacy. Byliśmy potęgą jeśli chodzi o rolnictwo i zagrożeniem dla unijnych rolników to dano nam dotację abyśmy zrezygnowali z bycia rolnikami za kilka euro - no to oczywiście że chętnie, a teraz nasze dzieci i wnuki będą piły mleko z portugalii, a my za nie zapłacimy 3 razy tyle ile zapłacilibyśmy za polskie. Jesteśmy tęmpym narodem, z kompleksami i dajemy sobą manipulować jak tylko chcemy. Właśnie wchodzimy w ostatnią fazę manipulacji - obniżenie jakości edukacji, dzieci nie umieją dodawać, odejmować, ale za to mają wiele rozwijających inteligencję zadań - przez co ze szkół wychodzą tępaki które w gimnazium słyszały że Kościuszko to był taki, coś tam zrobił na koniu fikołka, nie znamy swojej historii, wychowujemy tępe nowe pokolenie którym łatwo będzie rządzić, łatwo będzie zniewolić brakiem pracy i potrzebą metek. Bez jednej kuli staniemy się niewolnikami europy.

  • Polak(2016-03-11 09:56) Odpowiedz 474

    Jeśli w Polskim Parlamencie i na innych wysokich stanowiskach siedzą "rewolucjoniści" nie fachowcy co już swoim czynem coś pokazali to mamy taki kraj , wystarczy zatrzymać autobus a już dostaniesz się do sejmu- brawo rewolucjoniści macie wspaniałe życiorysy

    Pokaż odpowiedzi (2)
  • też szkodaczasu(2016-03-11 10:32) Odpowiedz 3844

    No to mamy pierwszy, zapewne z dłuższej serii, artykuł na zamówienie ekipy wprowadzającej dobrą zmianę, a w tym wypadku nacelowany na tworzenie prawidłowego postrzegania świata. Jak tak dalej pójdzie to tracicie prenumeratora.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • szkodaczasu(2016-03-11 10:20) Odpowiedz 2936

    Skonczylem czytac na bredniach ze kopiowanie rozwiazan z ograniczeniem ruchu samochodowego jest złe. To dyskwalifikuje. Sprawdzone i oczywiscie dobre rozwiazania a gosc krytykuje w imie podpasowania do swojej tezy.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Prawo na co dzień

Galerie

reklama