Do wzięcia udziału w wyborach zachęca Polaków ambasador RP w Królestwie Belgii Artur Orzechowski. „Rozmawiałem z kilkoma burmistrzami dzielnic Brukseli oraz gmin w okolicach miasta i okazuje się, że w porównaniu do poprzednich wyborów znacznie więcej Polaków zarejestrowało się, by wziąć udział w tegorocznych. Polacy zaczynają być też dostrzegani przez partie polityczne. W Brukseli na listach jest sporo polskich nazwisk” – powiedział.

Jego zdaniem pokazuje to, jak wielu rodaków mieszka w tym kraju. „150 tys. osób przyznaje się do polskości, polskiego pochodzenia czy obywatelstwa. To znaczna grupa osób i w efekcie belgijskie partie chcą ich mieć w swoich szeregach” – mówi. ego zdaniem to dobrze rokuje na przyszłość, bo Polacy, którzy zostaną radnymi, będą mogli łatwej realizować swoje pomysły i uwzględniać polskie interesy.

Orzechowski napisał list do burmistrzów tych dzielnic, w których mieszka wielu Polaków. „Przykładem jest dzielnica Etterbeek, gdzie mieszka ich kilka tysięcy. Ten list został przesłany do wszystkich Polaków, którzy zarejestrowali się w tej gminie. Jeśli w radzie dzielnicy czy gminy będzie 2-3 Polaków, to rodacy będą mogli się od nich zwracać i załatwić pewne sprawy, które niekiedy są trudne, gdy takiego przedstawiciela nie ma” – zaznaczył.

W brukselskiej dzielnicy Schaerbeek w wyborach do rady startuje Ewa Dolińska. Do Brukseli przyjechała kilkanaście lat temu, tutaj też studiowała i kilka lat temu zaczęła angażować się w życie społeczno-polityczne miasta. W wyborach o mandat ubiega się z listy partii socjalistycznej, a na co dzień pracuje w parlamencie Regionu Stołecznego Brukseli.

Jak mówi, choć w Belgii mieszka sporo Polaków, to jednak niewielu z nich angażuje się w życie społeczno-polityczne.

„Niestety, problemem ciągle jest język. Polacy uczą się francuskiego oraz niderlandzkiego i mówią w tych językach coraz bieglej. Jednak polska społeczność to w większości osoby, które przyjechały do Brukseli po 2004 r. i nie mówią tak dobrze, jak kolejne pokolenia z rodzin imigrantów, które urodziły się w Belgii” – wskazuje.

Belgię od Polski – jak mówi Dolińska – znacznie odróżnia też system polityczny. „Belgia jest federacją, ma trzy oficjalne języki i trudno doszukiwać się podobieństw w systemach partyjnych. Nie ma tutaj partii, które byłyby odpowiednikiem polskich PiS i PO. W Belgii, w przeciwieństwie do Polski, silni są z kolei np. Zieloni. Aktywne są też partie lewicowe. Co więcej, są też partie flamandzkie i walońskie, które mają podobny program, ale reprezentują inne społeczności. W efekcie Polacy nie do końca odnajdują się w tym systemie” – wskazuje.

W tegorocznych wyborach zastosowano też nową, suwakową metodę układania list. Są one układane w ten sposób, że naprzemiennie znajdują się na kolejnych miejscach kobiety i mężczyźni.

„W polityce działa jednak mniej kobiet, więc w wyniku tej zmiany powstała pewna próżnia. Partie musiały znaleźć przedsiębiorcze kobiety, gotowe wystartować i działać. Na listach pojawiło się więcej kobiet z Europy Środkowej - Polek, Rumunek, Bułgarek. To przełomowa zmiana, bo partie zaczęły zachęcać kobiety, otwierać im drzwi do angażowania się w politykę” – wskazała Dolińska.

Jak mówi, jeśli zdobędzie mandat, to – oprócz pracy dla rozwoju całej dzielnicy – chce też pomagać i integrować polską społeczność w Brukseli. „Mam wrażenie, że ciągle jest za mało polskich spotkań, wydarzeń kulturalnych, należałoby też poprawić przepływ informacji” – wskazuje.

W wyborach z tego samego ugrupowania w dzielnicy Ixelles startuje Nathalie Anulewicz. Urodziła się w Belgii, ale - jak mówi - jest dumna z polskiego pochodzenia i chce coś zrobić dla Polaków, którzy tu mieszkają. "Chciałabym działać także na rzecz tego, żeby Belgowie poznali lepiej polską kulturę. Polacy mają niewiele kontaktów z Belgami i to trzeba zmienić. Trzeba otworzyć świat belgijski dla Polaków. Chciałabym organizować też polskie święto na Ixelles" - wskazała.

Anulewicz dodała, że chciałaby też uruchomić w dzielnicy kursy francuskiego dla Polaków oraz pomoc w opiece nad dziećmi.

Agata Karbowska startuje z listy Ruchu Reformatorskiego, belgijskiej frankofońskiej partii politycznej o profilu liberalnym. Jak mówiła, poznała polityków z tego ugrupowania, którzy zachęcili ją do zaangażowania się w życie polityczne.

„Odpowiada mi jej program. Jeden z polityków zainspirował mnie, mówiąc na spotkaniu, że jest wielu Polaków w Brukseli i powinni być zaangażowani w politykę, tak samo jak i Belgowie, jak również uczestniczyć w życiu publicznym” – powiedział.

Jak powiedziała, chciałaby wprowadzić szereg zmian w dzielnicy, w której mieszka. „Każdy narzeka, każdy oczekuje i krytykuje, a niewielu działa. Aby zrealizować zamierzone zmiany, należy usilnie walczyć, pomimo wielu przeciwności. Chcielibyśmy np. częściowej prywatyzacji usług komunalnych. Mam szczególnie na myśli służby dbające o czystość na ulicach, bo to w mojej dzielnicy bardzo słabo działa. Poza tym zamierzam walczyć również o większe dotacje na rzecz sprawniejszego działania posterunku policji, abyśmy mogli spotykać na ulicach liczniej funkcjonariuszy, którzy znaliby lepiej swoją dzielnicę i problemy jej towarzyszące. Chciałabym pracować też na rzecz dzieci” – powiedziała.

Dodała, że jeśli zostanie wybrana, chce zaangażować się również w sprawy dot. Polaków w Brukseli. „Chciałabym, żeby Polacy w Brukseli mieli szerzej otwarte drzwi do tego miasta. Niech każdy czuje się tutaj jak u siebie i warto to zmienić” – zaznaczyła.

Maciej Tomaszewski, który pracuje w KE, powiedział PAP, że dużo czasu zajęło mu, żeby podjąć decyzje o starcie. „Tak jak wiele osób, które przyjechały do Brukseli, pierwsze wrażenie ma duże znaczenie. Przyjęcie w brukselskimi ratuszu było dla mnie traumatycznym przeżyciem. Śmiano się z tego, że jestem Polakiem, z mojego francuskiego, pomimo tego, że znam ten język bardzo dobrze. Byłem zszokowany” – powiedział.

Jak mówi, po kilku latach pracy w Brukseli stwierdził, że chce pokazać, że będąc Polakiem może wystartować w wyborach, wygrać i mieć wpływ na brukselską rzeczywistość. Tomaszewski startuje z listy partii Zielonych.

„W ratuszu brukselskim brakuje osoby, które znałaby polski i mogłaby pomagać Polakom. Nie musi pracować na pełen etat. To jeden z moich postulatów. Chcę też pracować na rzecz poprawy przestrzeni publicznej. We Flandrii brakuje obecnie ludzi do pracy. Chce zachęcać Polaków do nauki niderlandzkiego” - zaznaczył.

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)