Wezwanie ma być efektem braku porozumienia między polskimi a izraelskimi władzami po przegłosowaniu przez polski senat ustawy o IPN. W ten sposób premier Benjamin Netanyahu chciał wyrazić niezadowolenie. Informator twierdzi jednak, że decyzja może wywołać wielki kryzys, a stanowisko ambasadora może pozostać nieobsadzone. 

Formalnie Azari ma nie stracić stanowiska, ale decyzja izraelskiego premiera może obniżyć rangę wzajemnych relacji dyplomatycznych.

Do nowych przepisów o IPN krytycznie odniosły się władze Izraela, m.in. premier Benjamin Netanjahu. Ambasador Izraela Anna Azari zaapelowała o zmianę nowelizacji. Podkreśliła, że "Izrael traktuje ją jak możliwość kary za świadectwo ocalałych z Zagłady".

Izraelski resort spraw zagranicznych opublikował oświadczenie, w którym napisano, że "żadna ustawa nie zmieni faktów". "Izrael z największą powagą obserwuje każdą próbę kwestionowania prawdy historycznej" - zaznaczył na Twitterze rzecznik izraelskiego resortu dyplomacji Emmanuel Nahszon.

Wcześniej w czwartek krytycznie o decyzji Senatu wypowiedział się izraelski minister ds. służb specjalnych, transportu i energii atomowej Israel Kac. Ocenił on, że jest to "odrzucanie odpowiedzialności i zakłamywanie polskiego udziału w Zagładzie". Zaapelował też o odwołanie do kraju na konsultacje ambasador Izraela w Warszawie.

W równie krytycznym tonie wypowiedzieli się o znowelizowanej ustawie także minister budownictwa mieszkaniowego i ogólnego Joaw Galant, który napisał na Twitterze, że ustawa jest "negacją Holokaustu", oraz była szefowa dyplomacji Cipi Liwni, która uznała przyjęcie ustawy za "nie do przyjęcia" i "naplucie Izraelowi w twarz".

W środę dziennik "Jerusalem Post" podał, że 61 deputowanych w 120-osobowym Knesecie popiera projekt ustawy, na mocy której polska ustawa o IPN, po ewentualnym przyjęciu, zostałaby uznana za negowanie Holokaustu. Projekt popierają posłowie rządzącej koalicji i część opozycji.

W środę amerykański Departament Stanu zaapelował do Polski o ponowne przeanalizowanie nowelizacji ustawy o IPN z punktu widzenia jej potencjalnego wpływu na zasady wolności słowa i "naszej zdolności do pozostania realnymi partnerami".

Kreml nie skomentował zapisów ustawy, jego rzecznik oświadczył, że nowelizacja "jest analizowana". Krytycznie do przyjętej ustawy odniosły się natomiast władze Ukrainy. Jej prezydent Petro Poroszenko oświadczył, że ustawa o IPN nie odpowiada zasadom partnerstwa strategicznego między Ukrainą i Polską. "Nawołuję Polskę do obiektywności i dialogu. Tylko razem zwyciężymy" - zaznaczył Poroszenko.

Senat bez poprawek poparł przed godz. 2 w nocy ze środy na czwartek nowelizację ustawy o IPN, która wprowadza kary grzywny lub więzienia do lat trzech za przypisywanie polskiemu narodowi lub państwu odpowiedzialności m.in. za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką.

W ustawie znalazły się także przepisy, które mają umożliwić wszczynanie postępowań karnych za zaprzeczanie zbrodniom ukraińskich nacjonalistów, także zbrodniom tych ukraińskich formacji, które kolaborowały z III Rzeszą Niemiecką.

W nowelizacji ustawy o IPN zapisano definicję takich zbrodni. Są to "czyny popełnione przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1925-1950, polegające na stosowaniu przemocy, terroru lub innych form naruszania praw człowieka wobec jednostek lub grup ludności". Wskazano również, że taką zbrodnią był udział ukraińskich nacjonalistów w eksterminacji Żydów i popełnione przez nich ludobójstwo na obywatelach II RP na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.