– Na razie nie ma żadnej decyzji w tej sprawie (wizyty – red.) – powiedział DGP Krzysztof Szczerski. W sobotę Poroszenko zadzwonił do Andrzeja Dudy, aby złożyć życzenia z okazji Święta Niepodległości. W trakcie rozmowy tradycyjnie miał podkreślać, że Polska jest strategicznym partnerem dla Ukrainy.

Do zaostrzenia relacji Kijów – Warszawa doszło po fiasku wizyty wicepremiera Piotra Glińskiego, wiceszefa IPN Krzysztofa Szwagrzyka i wiceszefa MSZ Bartosza Cichockiego w tym kraju w dniach 22–23 października. Miała się ona zakończyć przełamaniem impasu wokół poszukiwań i ekshumacji polskich ofiar rzezi wołyńskiej.

Atmosferę podgrzały informacje o stworzeniu przez MSZ listy osób objętych zakazem wjazdu do Polski. Ukraińcy próbowali potwierdzić, czy znajduje się na niej znany z antypolskich deklaracji szef IPN Wołodymyr Wjatrowycz (napisaliśmy o tym w czwartek, powołując się na swoich rozmówców). – Próbowałem się tego dowiedzieć w polskim MSZ – mówił w telewizji Inter w piątek minister spraw zagranicznych Pawło Klimkin. Dodawał, że oficjalnie nie podano nazwiska Wjatrowycza. Polska nie zamierza jednak ujawnić, kto jest na liście.

Z nieoficjalnych informacji DGP wynika również, że polskie MSZ w ubiegłym tygodniu rekomendowało posłom komisji spraw zagranicznych Sejmu, aby nie spotykali się z przebywającą w Polsce szefową analogicznej komisji w Radzie Najwyższej Ukrainy Hanną Hopko (spotkali się z nią tylko posłowie PO, rozmowę z Hopko publikujemy poniżej).

Kijów deklaruje, że jest gotowy na dialog. Ze swojej strony domaga się potępienia aktów wandalizmu wobec ukraińskich miejsc pamięci i ich odnowienia (15 aktów z lat 2014–17). Chodzi również o odbudowanie przez Polskę zniszczonego w kwietniu tego roku pomnika UPA w Hruszowicach. To warunek odblokowania prac ekshumacyjnych, które prowadzili polscy historycy nad Dnieprem. I zarazem postulat nie do spełnienia.

Po pierwsze pomnik był zbudowany bez pozwoleń. Po drugie nie jest to miejsce spoczynku Ukraińców. Po trzecie monument upamiętniał dowódcę batalionu UPA „Mściciele” mjr Iwana Szpontaka „Zalizniaka”, który należał również do policji pomocniczej stworzonej przez Hansa Franka. Co jednak najważniejsze, Szpontak ma na sumieniu zbrodnie na polskich cywilach m.in. ze wsi Wiązownica (91 ofiar). „Zalizniak” zmarł w 1989 r. w słowackich Veľkich Kapušanach i nie jest pochowany w Hruszowicach.

Polska nie jest jedynym krajem regionu, z którym Kijów ma problem. Na tle ukraińskiej ustawy oświatowej doszło do zaognienia relacji z Węgrami (szef MSZ Péter Szijjártó mówił o zawetowaniu zaplanowanej na 6 grudnia komisji NATO-Ukraina) i Rumunią (prezydent Klaus Iohannis odwołał z powodu tej ustawy październikową wizytę w tym kraju). 

ROZMOWA

Nie ujawniamy nazwisk z listy osób objętych zakazem wjazdu do Polski

Kto po stronie ukraińskiej został objęty zakazem wjazdu na teren Polski? Czy chodzi o szefa ukraińskiego IPN Wołodymyra Wjatrowycza?

Nie wypowiadamy się ani na temat tego, kto, ani ile osób, ani jakiego obszaru dotyczy zakaz.

Na jakiej podstawie prawnej ich nie wpuszczamy?

To osoba, która propaguje wartości głęboko antyhumanitarne, antyeuropejskie.

Nie kłóci się z zasadami Schengen?

Wręcz przeciwnie.

Czy takie decyzje podejmuje pan jako minister?

Tak.

Jak długa jest ta lista?

Jest za krótka, co demonstruje naszą daleko idącą wyrozumiałość względem strony ukraińskiej i determinację w poszukiwaniu dróg postępu w kontaktach wzajemnych i niechęć do dalszej eskalacji.

Jakie są perspektywy planowanej wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Charkowie?

To będzie zależało od gotowości strony ukraińskiej do uwzględnienia naszych konstruktywnych propozycji.

Dlaczego tak pogorszyły się stosunki polsko-ukraińskie?

Nie należy zapominać, że mamy z tym krajem nadal bardzo intensywny rozwój współpracy w obszarach: obronności, dzielenia się doświadczeniami transformacyjnymi, pomocy rozwojowej i innych. Przykładem dobrych relacji był także dialog ws. reformy oświatowej na Ukrainie. Jednoznacznie wspieramy ją w obliczu nielegalnej aneksji Krymu i agresji w Donbasie. To my inicjujemy projekty zbliżające NATO z Ukrainą, jak niedawno zorganizowana w Belwederze hybrydowa Platforma NATO-Ukraina. To my walczymy na forum UE o europejską perspektywę dla państw Partnerstwa Wschodniego.

Natomiast w obszarze szeroko pojętego dialogu historycznego do długiej listy od dawna niezałatwionych postulatów i próśb doszło ostatnio zaostrzenie spowodowane niezrozumiałą decyzją Kijowa o zakazie poszukiwań i ekshumacji szczątków polskich ofiar wojen i represji na terytorium Ukrainy oraz przypadki jawnego fałszowania historii II RP i okresu II wojny światowej pod auspicjami państwa ukraińskiego. Nie mamy pewności, czy strategiczne partnerstwo z Polską pozostaje celem Kijowa. Byłem ostatnio we Lwowie, robiłem wizję lokalną i nie ma żadnego postępu nawet w najprostszych sprawach. Chodzi m.in. o tablicę informacyjną na muzeum „Więzienie przy Łąckiego”, gdzie mowa jednym tchem o okupacjach polskiej, nazistowskiej i sowieckiej. W 2017 r. mamy we Lwowie kościoły nadal pełniące rolę sal koncertowych! To nie są sprawy trudne do rozwiązania. Premier Piotr Gliński zaproponował w ubiegłym miesiącu mechanizm postępu w tych wszystkich kwestiach, ale strona ukraińska nie była zainteresowana nawet rozmową.

Beneficjentem tego może się okazać Rosja.

Proszę pytać o to stronę ukraińską, dlaczego w obliczu agresji zbrojnej zraża do siebie jednego z ostatnich sojuszników. Decyzja leży po jej stronie. Za dwa miesiące staniemy się członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ. Jako jedyne z państw europejskich w radzie możemy podnosić kwestię konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Ostatnie poczynania strony ukraińskiej sprawiają wrażenie, jakby chciała nas do tego zniechęcić. 

ROZMOWA

Potrzebna jest rozmowa, a nie démarche szefa MSZ

Jak pani komentuje fakt stworzenia listy Ukraińców, którzy zostali objęci przez ministra Witolda Waszczykowskiego zakazem wjazdu do Polski?

Na razie nie ma oficjalnego potwierdzenia, kto jest na tej liście. Nie wiemy nawet, czy taka lista istnieje. Ja osobiście zawsze jestem zwolenniczką dialogu. Obejmowanie kogoś zakazem wjazdu nie jest rozwiązaniem.

Z kim z przedstawicieli władz i parlamentu spotykała się pani podczas wizyty w Polsce (Hanna Hopko była w Warszawie w dniach od 8 do 9 listopada – red.)? Czy spotkał się z panią ktoś z MSZ, kancelarii prezydenta, Sejmu?

Ambasada Ukrainy zwróciła się do MSZ i prezydium komisji spraw zagranicznych Sejmu. Z prezydium były dwie osoby. Z Platformy Obywatelskiej. Z MSZ nie było odmowy. Poinformowano, że do spotkania z wiceministrem Bartoszem Cichockim nie dojdzie z powodu braku czasu. Porozumieliśmy się z panami Grzegorzem Schetyną i Robertem Tyszkiewiczem, że w styczniu w Przemyślu i we Lwowie dojdzie do spotkań przedstawicieli wszystkich partii z komisji spraw zagranicznych parlamentów z obu stron.

Jak pani to interpretuje? W sensie spotkanie tylko z posłami opozycji i brak spotkania w MSZ.

W żaden sposób. Może zgłosiliśmy się za późno.

Jak pani ocenia niedawne rozmowy bliskiego PiS Jacka Saryusza-Wolskiego z przeciwnikami Petra Poroszenki – Micheilem Saakaszwilim i Julią Tymoszenko? Czy środowiska bliskie PiS zaczynają grać na przyszłą elitę władzy?

Dla nas kluczową sprawą jest naród ukraiński. Osobiste sympatie polskich polityków są ich prawem i wyborem. Nie wpływają jednak na nastroje Ukraińców.

Jakie ustępstwa w kwestiach historycznych są możliwe ze strony ukraińskiej i jakich gestów oczekuje od Polski Kijów, aby doprowadzić do deeskalacji napięcia?

Dobrze, że strona polska przyjęła propozycję Petra Poroszenki, aby zorganizować spotkanie ministrów Krzysztofa Szczerskiego i jego odpowiednika w administracji prezydenta Ukrainy Kostiantyna Jelisiejewa. Termin zostanie ustalony w najbliższym czasie. Jest mapa drogowa tego, co może zrobić strona polska, a co ukraińska.

Kiedy i na jakich warunkach polscy historycy mogliby wrócić do prac ekshumacyjnych na Ukrainie?

To są właśnie zagadnienia dla komisji prezydenckich.

Czy możliwa jest zmiana treści tablicy pod muzeum „Więzienie przy Łąckiego” we Lwowie? Polacy zostali na niej zrównani z Sowietami i niemieckimi nazistami.

Tablica jest w tym miejscu dłużej niż trzy lata. Jeśli chodzi o zmianę jej treści, to pytanie do władz lokalnych. Gdyby minister Waszczykowski wszedł do muzeum i nie robił démarche, ale porozmawiał z dyrektorem muzeum, który był na taką rozmowę otwarty – byłaby szansa na omówienie sprawy.

Czy w związku z listą Waszczykowskiego możliwy jest scenariusz działania Kijowa na zasadzie wzajemności? Czy powstanie lista Polaków, którzy będą objęci zakazem wjazdu na Ukrainę?

W ukraińskim społeczeństwie na pewno będą osoby domagające się symetrycznej odpowiedzi. Jednak na razie nie widzieliśmy żadnego dokumentu i potwierdzenia, że lista istnieje.

Polski MSZ jej nie zamierza ujawnić.

Szukajmy rozwiązania w dyskusji, a nie w zakazach.