Wyniki wyborów parlamentarnych okazały się mniej wstrząsające niż I tury prezydenckich, choć i w parlamencie skrajna prawica zyskała bardziej, niż przewidywały sondaże.
Po szoku, jaki wywołały wyniki I tury wyborów prezydenckich przed tygodniem, umiarkowane partie rumuńskiej koalicji rządzącej najpewniej odtworzą sojusz po niedzielnych wyborach parlamentarnych. Finałem rozgrywki będzie II tura głosowania na głowę państwa, zaplanowana na przyszłą niedzielę. Zmierzy się w niej zwycięzca I tury, znany głównie z TikToka nacjonalista Călin Georgescu z liberałką Eleną Lasconi. Możliwy jest też inny scenariusz; wczoraj wieczorem, już po zamknięciu tego wydania DGP, Sąd Najwyższy mógł zarządzić ponowne przeliczenie głosów z I tury. Lasconi wyprzedziła w niej premiera Marcela Ciolacu jedynie o 2,74 tys. głosów, więc teoretycznie możliwy jest scenariusz, w którym po przeliczeniu to on znalazłby się na drugim miejscu.
Ośrodki badania opinii publicznej skompromitowały się już tydzień temu. Nikt nie przewidział rosnącej głównie dzięki serwisom społecznościowym popularności Georgescu (najmłodsze pokolenie gremialnie okłamywało ankieterów) ani sukcesu Lasconi. W efekcie po raz pierwszy w historii demokratycznej Rumunii w II turze nie będzie przedstawiciela ani jednego z głównych ugrupowań, które obecnie tworzą koalicję – Partii Socjaldemokratycznej (PSD), do niedawna kierowanej przez Ciolacu, oraz Partii Narodowo-Liberalnej (PNL), na której czele stał były szef rządu, a obecnie przewodniczący Senatu Nicolae Ciucă. Ciolacu i Ciucă zrezygnowali z kierowania partiami po porażce w I turze wyborów prezydenckich. Nie wiadomo na razie, kto ich zastąpi.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.