Albo szybkie udowodnienie swojej sprawności, albo rezygnacja z reelekcyjnych ambicji – takie ultimatum postawili czołowi demokraci Joemu Bidenowi. Prezydent USA Joe Biden zgodził się na takie warunki.

Biden zagrożony

Zagrożony prezydent USA, jeśli wierzyć doniesieniom „Washington Post”, zgodził się na takie warunki. Teraz, za wszelką cenę, próbuje pokazać swoją witalność. Rozpoczął od razu po debacie na wiecu w Karolinie Północnej, później na obchodach Dnia Niepodległości, a w piątek w rozmowie ze stacją ABC.

– Nie wydaje mi się, by był ktoś, kto ma większe ode mnie kwalifikacje, by być prezydentem lub wygrać wybory – mówił w ponad 20-minutowym wywiadzie Biden. Zarzekał się, że nie potrzebuje badań funkcji poznawczych i nie ma najmniejszych zamiarów wycofać się z wyścigu do Białego Domu.

Jego próby i zapewnienia, gdy tylko wsłuchać się w głosy z Kapitolu czy najważniejszych darczyńców Partii Demokratycznej, mało kogo przekonują. Jeden przekaz to oficjalne wypowiedzi polityków czy rządowych urzędników. Tutaj słyszymy głównie słowa wsparcia i deklaracje, że to „Biden jest kandydatem partii”. Drugi to obficie relacjonowane przez media kulisy, najczęściej za anonimowymi źródłami. A z nich wyłania się zasadniczo inny obraz funkcjonowania Białego Domu. Z otoczenia prezydenta słyszymy więc, że 81-latek szybko się męczy, potrzebuje więcej odpoczynku niż kiedyś, w tym drzemek. Częściej zdaje się gubić wątek czy wyłączać się w trakcie rozmowy. Widoczny regres miał nastąpić w tym roku. Wcześniej, jeszcze przed debatą, takich przecieków nie było lub sprawa była bagatelizowana. W końcu Biden od zawsze, nawet 30 lat temu, jąkał się, gubił słówka, popełniał gafy. To właśnie dlatego niekoniecznie lubił występować w mediach, zdecydowanie wolał być rozgrywającym na korytarzach Kapitolu czy później w Białym Domu.

To, co można wybaczyć 50-latkowi, niekoniecznie ujdzie płazem 80-latkowi.

Wyborcy mają wątpliwości co do sprawności umysłowej Bidena

Wyborcy ocenili występ demokraty katastrofalnie, z badania ośrodków Harvard CAPS Harris Poll wynika, że aż 66 proc. zarejestrowanych wyborców ma obecnie wątpliwości co do sprawności umysłowej Bidena (to wzrost o 12 pkt proc. w porównaniu z majem), a 74 proc. uważa, że prezydent wydaje się zbyt stary do sprawowania najważniejszego urzędu w kraju (to wzrost o 11 pkt proc. od maja). W cyklicznym ogólnokrajowym badaniu „New York Timesa” i Siena College Trump po debacie powiększył swoją przewagę w skali kraju nad Bidenem o 3 pkt proc., do sześciu oczek. Wśród zarejestrowanych wyborców wygląda to jeszcze gorzej dla demokraty, to aż 9 pkt proc. przewagi. To wszystko wiarygodne ośrodki, mimo że Biden w rozmowie z ABC mówił, że „nie wierzy” w sondaże.

W prezydenckiej partii trwa przygotowywanie się pod plan B, także pod presją największych darczyńców, którzy grożą zamrożeniem funduszy, jeśli nie dojdzie do zmiany kandydata. Rozpoczął to demokratyczny senator Mark Warner, próbujący zebrać grupę senatorów, by oficjalnie poprosić prezydenta Bidena o wycofanie się z wyścigu o Biały Dom. Jeśli dojdzie do kolejnej wizerunkowej wpadki prezydenta, nawet niekoniecznie tak poważnej jak debata, to presja na Bidena wzrośnie na tyle, że wątpliwe, by zachował swoje szanse. I to mimo że demokraci zdają sobie sprawę, iż żaden z alternatywnych kandydatów nie będzie faworytem listopadowego starcia z Trumpem. ©℗