Spośród dziewięciu referendów akcesyjnych z 2003 r., które poprzedzały unijny big bang, polskie było idealnie przeciętne. Średni poziom plebiscytowego poparcia dla akcesji wyniósł wtedy 77,9 proc. (od 53,6 proc. na Malcie do 93,7 proc. w Słowacji), a w Polsce wejście do Unii wsparło 77,6 proc. głosujących.
Jak wspominał w ostatnim Magazynie DGP na Majówkę ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski, główną bolączką naszych władz były nie tyle głosy „za”, ile wskaźnik frekwencji. Dopiero wieczorem drugiego dnia głosowania przekroczył on wymagany próg 50 proc.
21 lat temu wszystkie plebiscyty zakończyły się sukcesem zwolenników Unii, ale nie zawsze tak było. Perspektywę wejścia do Wspólnoty dwukrotnie odrzucili bogatsi niż kontynentalna średnia Norwegowie. Zaledwie dwa lata przed naszym referendum rekordowa większość 76,8 proc. sprzeciwiła się rozpoczęciu negocjacji akcesyjnych w Szwajcarii. Brytyjczycy w 2016 r. i Grenlandczycy w 1982 r. zdecydowali o opuszczeniu Wspólnoty, w dodatku podobną większością 52–53 proc. głosów. Fiaskiem zakończyło się głosowanie w San Marino w sprawie złożenia wniosku akcesyjnego. Zdecydowała zbyt niska, bo 43-proc. frekwencja. Gdyby to mikropaństwo przystąpiło do Unii, byłoby jej najmniejszym członkiem, aż 15-krotnie mniej ludnym niż Malta.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.