Sami musicie zadbać o to, czy będziecie przy głównym stole, czy zostaną wam okruchy – mówi były szef kancelarii premiera Ukrainy Ostap Semerak pytany o odbudowę jego kraju.

Jakie nastroje dominują dzisiaj w Ukrainie?
Ostap Semerak, były szef kancelarii premiera Ukrainy / Materiały prasowe / fot. Materiały prasowe

Myślę – i opieram się na niedawnych badaniach opinii publicznej – że większość Ukraińców jest rozczarowana obecną władzą i uważa, że sprawy idą w złym kierunku. Ludzie rozumieją, że muszą walczyć o wolność i niepodległość. Akceptują wydatki na obronę, ale nie akceptują brudnych interesów. Wielu polityków próbuje się nielegalnie dorobić na tej wojnie i to wkurza ludzi, których najbliżsi ryzykują życie w obronie ojczyzny. Ukraińcy teraz nie toczą politycznych wojenek, ale po wojnie wrócą pytania o to, kto i jak się w tym czasie dorobił.

Zdaje się, że ten problem leży u podstaw zamrożenia kolejnej transzy pomocy dla Ukrainy?

Być może. Ale mam wrażenie, że zachodni przywódcy używają tego argumentu jako wymówki, by dłużej Ukrainie nie pomagać. I nie chodzi wyłącznie o wydatkowanie pieniędzy, ale o niedrażnienie Putina. Zwłaszcza w niemieckiej prasie można przeczytać, że Niemcy nie chcą tej wojny. Nikt przecież nie chce, aby niemieccy chłopcy walczyli w Ukrainie, ale ukraińscy żołnierze potrzebują uzbrojenia.

Jak pan sądzi, dlaczego w Kongresie amerykańskim jest blokowana kolejna transza pomocy?

Jak zawsze w polityce, chodzi o wybory – i te prezydenckie, i te do części Kongresu. Ukraina wolałaby nie być częścią wewnętrznej walki politycznej, ale się nią stała. Najbardziej obawiam się, że w tej politycznej młócce zaginie to, o co ta wojna się toczy.

A o co się toczy?

O to, czy Ukraina zasili zachodni świat liberalnych demokracji, czy będzie ważnym elementem odtwarzającego się imperium ruskiego, w którym obecnie na swobody obywatelskie i wolność gospodarczą nie ma miejsca. Ukraińcy dokonali już wyboru ponad 10 lat temu podczas majdanu. Wtedy, po ucieczce Janukowycza, Putin zrozumiał, że politycznie stracił Ukrainę, i wtedy zaczął tę przeklętą wojnę. W niej nie chodzi o to, jak twierdzi Putin, że Rosjanie i Ukraińcy to bratnie narody, które połączyła historia, a rozdzielili politycy przy okazji upadku Związku Sowieckiego. Tu chodzi o to, czy dyktatorski, groźny dla świata Związek Sowiecki odrodzi się pod nową nazwą. Putin depcze memorandum budapeszteńskie (Ukraina w zamian za gwarancje niepodległości i integralności terytorialnej przekazała broń nuklearną Rosji – red.). Cały świat obserwuje, co jest silniejsze – autokracja czy demokracja.

A jak ocenia pan postawę Polski?

Od początku Polska była kluczowa, nie tylko ze względu na wspólną granicę, bo Słowacja i Mołdawia też są bliskimi sąsiadami.

A pan się dziwi polskim rolnikom, którzy blokują granicę i wysypują ukraińskie zboże, twierdząc, że jest ono produkowane bez zachowania norm unijnych. Zgodnie z przepisami nie ma ono prawa być sprzedawane w UE.

Nie, nie dziwię się, bo mają prawo walczyć o swoje interesy, jednak zrozumcie, że my jesteśmy na realnej wojnie i że problemem nie są ukraińskie produkty, bo rosyjskie są nawet tańsze, ale stawką jest przyszłość wolnego świata. Przyglądam się polskiej polityce i widzę, że ten słuszny protest rolników jest wykorzystywany politycznie przez wrogów Ukrainy i sympatyków Putina.

Jednak przyzna pan, że producentami rolnymi w Ukrainie w większości nie są drobni rolnicy, ale wielkie koncerny.

Tak, ale dają one pracę Ukraińcom, płacą za dzierżawę ukraińskiej ziemi i odprowadzają podatki, dzięki którym możemy płacić naszym żołnierzom, wypłacać emerytury i kupować broń.

Wielu Polaków uważa, że poświęcamy bardzo dużo dla Ukrainy, a na końcu – jak przyjdzie czas odbudowy – znowu polskie firmy nie dostaną dobrych kontraktów.

Tym się powinni zająć polscy politycy i ich ukraińscy partnerzy. Po październikowych wyborach poprzedni rząd był bierny, bo stracił władzę. Nowy zaczął już działać i dobrze, że doszło w zeszłym tygodniu do spotkania na szczycie. Rozwiązania jeszcze nie ma, ale dobrze, że rozmowy się rozpoczęły.

Ale poważne rozmowy o odbudowie, a chodzi tu o setki miliardów euro i dolarów, już trwają. Ci, którzy myślą, że najpierw trzeba wygrać wojnę, a potem przystąpić do rozmów, są w błędzie. Ci, którzy wam tak mówią, oszukują was. Ostatnio w Kiszyniowie była amerykańska pełnomocnik administracji Joego Bidena Penny Pritzker. To businesswoman, która była ministrem ds. gospodarki w administracji Obamy. Rozmawiała z prezydent Mołdawii o transgranicznych projektach ukraińsko-mołdawskich, które będą sfinansowane z międzynarodowej pomocy na odbudowę Ukrainy. Rząd Polski do podobnej roli wyznaczył Pawła Kowala. My go lubimy i szanujemy, bo zna historię obu narodów i jest w relacje polsko-ukraińskie zaangażowany od lat. Jednak dopiero się okaże, czy nadaje się do tej roli, w której kwalifikacje gospodarcze są kluczowe. Sami musicie zadbać o to, czy będziecie przy głównym stole, czy zostaną wam okruchy ze stołu możnych. Gdybym był polskim politykiem, namawiałbym premiera do wyznaczenia na pełnomocnika nie czynnego polityka, lecz kogoś z szerokimi znajomościami w polskim biznesie, kogoś, kto zna się na gospodarce i ma praktyczne doświadczenie w biznesie. Macie jako Polska doświadczenie w przejściu z gospodarki centralnie sterowanej do wolnorynkowej. 40 lat temu Polska i Ukraina były na podobnym poziomie, a dzisiaj to dwa światy. W procesie odbudowy Ukrainy powinniście mieć specjalną rolę nie tylko z powodu ogromnej pomocy, jakiej nam udzieliliście, lecz także z powodu owego doświadczenia, którego Amerykanie, Niemcy ani Francuzi nie mają. ©℗

rozmawiała Agnieszka Burzyńska