Bój to nie był ostatni. Francuska lewica czeka na wybory parlamentarne

 Jean-Luc Melenchon
Jean-Luc Melenchon, lider LewicyPAP Archiwum / Christophe Petit Tesson
15 maja 2022

To nie wybory prezydenckie, tylko parlamentarne pokażą, za kim jest większość Francuzów – przekonuje lewica, która ma nadzieję na wygraną w czerwcu

Nie masz prawa mnie tknąć. Moja osoba jest święta – krzyczy Jean-Luc Mélenchon do policjanta, który pojawił się w siedzibie jego partii, żeby zabezpieczyć dowody we wstępnym postępowaniu w sprawie podejrzenia korupcji. – To ja jestem Republiką!

Ta scena z 16 października 2018 r. – utrzymana w klimacie „Niemcy mnie biją” w wykonaniu znanego polskiego polityka – podbiła cztery lata temu internet i różnego kalibru programy publicystyczne we Francji. Jej główny bohater, nie po raz pierwszy zresztą, wydawał się politycznie i wizerunkowo skończony. To ten sam człowiek, który według Thierry’ego Ardissona, producenta i przez dwie dekady króla telewizyjnych talk-show, odwołał umówiony wywiad i śmiertelnie się obraził, gdy Ardisson napisał, że to komunardzi spalili Pałac Tuileries. To prawda, lecz niemiła ówczesnemu posłowi Partii Socjalistycznej, który identyfikował się z dziedzictwem Komuny Paryskiej. Może i jest to nieistotna anegdota, ale dobrze pokazuje temperament Mélenchona, który dziś sam siebie namaszcza na przyszłego premiera i – z niezłym skutkiem – jednoczy francuską lewicę.

W nocy z 1 na 2 maja jego La France Insoumise (Francja Nieujarzmiona lub – jak najczęściej tłumaczy się na polski tę nazwę – Niepokorna) i Europe Écologie-Les Verts (Europa Ekologia – Zieloni) dogadały się i stworzyły Nową Unię Ludową Ekologiczną i Społeczną (la Nupes). W poniedziałek, 2 maja dołączyli do niej komuniści. Najdłużej aliansowi opierali się socjaliści z PS, którzy jeszcze niedawno liczyli się we francuskiej polityce najbardziej. Ale w końcu i oni ulegli.

– Spędziliśmy pięć lat na zastanawianiu się, roztrząsaniu wątpliwości i nic nie robiliśmy – stwierdził Mélenchon w sobotę w późnowieczornym show „En est en directe” na antenie France 2, głównej stacji publicznej. – Jeśli jest jakiś punkt niezgody, można się okopać na swoich pozycjach, ale ja wolę tłumaczyć. Czego się boisz? Że jeśli zostanę premierem, wyjdziemy z UE? Odpowiadam: nie wyjdziemy, gwarantuję, ale jeśli będzie nam narzucać rzeczy, z którymi się nie zgadzamy, nie podporządkujemy się. W ten sposób można dojść do zgody, nieważne, czy rozmawiamy z zielonymi, czy z socjalistami – mówił.

Mélenchon, który z uzyskanymi 22 proc. o włos (o 421 308 głosów) przegrał w I turze wyborów prezydenckich z Marine Le Pen (23,15 proc.), chce lewicę zjednoczyć, by – jak podkreśla – „odwrócić bieg historii”. I przeciwstawić się „znęcaniu się nad społeczeństwem przez Emmanuela Macrona”, które ma polegać na podniesieniu wieku emerytalnego i narzuceniu obowiązku pracy beneficjentom RSA, dopłaty solidarnościowej do najniższych dochodów.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.