"Zgoda Komisji Europejskiej dotycząca 2 mld euro pozwala nam wykorzystać środki z funduszy europejskich na działania na rzecz osób, które przyjeżdżają do Polski na skutek wojny w Ukrainie, ale tylko te, które już wcześniej zostały przyznane Polsce z instrumentu REACT-EU przeznaczonego na łagodzenie skutków pandemii. Pamiętajmy, że są to te same pieniądze, które my jako resort już zakontraktowaliśmy, czyli obiecaliśmy komuś, że będą w pewnych obszarach zainwestowane. Czekamy obecnie na ich rozliczenie" - powiedział w rozmowie z PAP minister funduszy i polityki regionalnej. Puda dodał, że inwestycje jeszcze trwają, więc KE traktuje te środki jako możliwe do rozdysponowania.

Jak mówił, nawet ze środków, którymi Polska dysponuje, nie jesteśmy w stanie zapewnić pomocy ponad 2 milionom uchodźców z Ukrainy.

"W ustawie o pomocy uchodźcom rząd przyjął kwotę 7,9 mld zł, a nowych środków z UE na ten cel nie otrzymaliśmy" - stwierdził minister. Dodał, że podobnie jak Polsce, także żadnemu innemu państwu UE nowych funduszy nie przyznano.

Reklama

"Sytuacja jest bardzo trudna. Zostaliśmy ukarani za to, że bardzo dobrze wykorzystujemy środki europejskie. Inaczej wygląda sytuacja w tych krajach, które sobie nie poradziły z inwestowaniem unijnych funduszy. A Polska jest jednym z liderów wykorzystywania środków z polityki spójności" - zwrócił uwagę minister Puda.

W jego opinii, powinniśmy otrzymać zupełnie nową pulę środków finansowych, które będziemy mogli przeznaczyć na uchodźców - zwłaszcza że kryzys humanitarny, z jakim Polska się mierzy, jest największy, jaki dotknął Europę od czasów II wojny światowej.

Reklama

"Staramy się w ramach obecnej perspektywy przesuwać środki, ale są to małe kwoty, które nam jeszcze pozostały. Z programów regionalnych mamy około 150 mln euro. Jeżeli chodzi o działania przygraniczne, to zablokowałem środki z programu Polska-Białoruś, Polska-Rosja. Pula, która miała zostać przeznaczona na te programy, zostanie skierowana na pomoc dla uchodźców, ale to kwota 11 mln euro, a potrzeby są dużo większe" - wymienił Grzegorz Puda.

Minister przypomniał, że niedawno odbył spotkanie z minister rodziny i polityki społecznej Marleną Maląg oraz z Komisarzem ds. Zatrudnienia, Spraw Społecznych i Wyrównywania Szans w UE Nicolasem Schmitem.

"Rozmawialiśmy z Komisarzem Schmitem o stworzeniu nowego funduszu, o nowych środkach finansowych oraz o stworzeniu grupy, która będzie walczyć o to, aby powstał nowy fundusz na rzecz osób z Ukrainy. To będzie test dla całej Unii Europejskiej, z jej wartości, na które tak chętnie i często powołują się unijni urzędnicy i parlamentarzyści. Mamy coraz większą aprobatę dla tego pomysłu wśród komisarzy unijnych" - podkreślił Puda.

Zaznaczył także, że toczy się w KE dyskusja, czy miałby to być fundusz wspierający nowe inwestycje na Ukrainie, czy fundusz, który będzie wspierał w ogóle Ukrainę i osoby z Ukrainy.

"To, co będzie po zakończeniu wojny, trzeba już przygotowywać, rozmowy trwają. Najbliższe spotkanie w sprawie nowego funduszu mamy we wtorek z Komisarz do Spraw Spójności i Reform w UE Elisą Ferreirą, która przyjeżdża do Polski, aby ocenić nasze potrzeby. Chcemy, aby Unia zrozumiała, jakie koszty ponosimy i dlatego to jest tak ważne, aby UE szerzej zaangażowała się we wsparcie finansowe krajów, które ponoszą największe koszty pomocy Ukrainie" - zaznaczył Grzegorz Puda.

Minister uważa, że jeśli taki fundusz nie powstanie, to byłby bardzo zły sygnał dla wszystkich krajów UE.

"W najgorszej sytuacji będą kraje, które najbardziej zaangażowały się w pomoc uchodźcom. My sobie poradzimy bez tego funduszu. Bardziej martwię się o osoby, które przyjechały z Ukrainy i liczą na pewne środki. Rolą rządu jest przecież dbanie przede wszystkim o swoich obywateli" - stwierdził Grzegorz Puda.

Co z KPO?

Minister wskazał, że Krajowy Program Odbudowy (KPO) też wiąże się bezpośrednio z problemem uchodźców.

"Niektóre z obszarów KPO - np. zdrowie, opieka nad dziećmi do lat 3, wyposażenie szkół w rozwiązania cyfrowe, kompetencje cyfrowe obywateli, wsparcie podmiotów ekonomii społecznej - będą też służyć osobom, które do Polski przyjechały. Wstrzymywanie środków z KPO było decyzją polityczną inicjowaną przez polską opozycję. Jesteśmy bardzo blisko i KPO ruszy, tym bardziej, że Polska jest jednym z tych krajów, w stosunku do których nie ma zastrzeżeni co do transparentności wydatkowania funduszy UE. Na poziomie technicznym negocjacje są zakończone" - zapewnił minister Puda.

W czwartek rzecznik rządu pytany, czy zatwierdzenie KPO może nastąpić w kwietniu przyznał, że liczył, iż stanie się to w marcu, a wcześniej, że "będzie w innych miesiącach, bo takie sygnały były dawane". "Dlatego jestem teraz bardzo wstrzemięźliwy, bo mimo tego, że wcześniej takie sygnały dochodziły, to pokazuje, że jednak te trudności negocjacyjne są nadal duże" - powiedział.

Wszystkie kraje członkowskie musiały przygotować Krajowe Plany Odbudowy, aby otrzymać środki z unijnego Funduszu Odbudowy. Polska przedstawiła swój plan KE w ubiegłym roku, jednak jak dotąd nie został on zaakceptowany. Z budżetu polityki spójności na lata 2021-2027 Polska ma do dyspozycji ok. 76 mld euro. Z KPO, który ma wspomóc gospodarkę po pandemii, Polska wnioskuje o 23,9 mld euro dostępnych w ramach grantów oraz o 11,5 mld euro z części pożyczkowej.

Przewodnicząca KE Ursula von der Leyen postawiła pod koniec października ub.r. warunek, by w KPO znalazło się zobowiązanie polskiego rządu do likwidacji Izby Dyscyplinarnej SN.

W lecie ubiegłego roku likwidację Izby Dyscyplinarnej SN zapowiadał wicepremier, prezes PiS Jarosław Kaczyński, także premier Mateusz Morawiecki mówił, że ta izba zostanie zlikwidowana. Sejm na rozpoczynającym się w środę posiedzeniu zajmie się pięcioma projektami ustaw: prezydenckim, autorstwa PiS, autorstwa Solidarnej Polski i dwoma złożonymi przez opozycję, zakładającymi likwidację albo przekształcenie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. (PAP)

autor: Anna Bytniewska