Reklama
Przed nami tydzień intensywnych negocjacji między Zachodem a Moskwą. Najpierw w Genewie z Rosjanami będą rozmawiać Amerykanie, którzy - jak donosił „The Washington Post” - są gotowi omówić kwestie rozmieszczenia rakiet oraz zakresu ćwiczeń wojskowych w Europie. Następnie dojdzie w ramach Rady NATO do spotkań z Rosją w Brukseli, a także w Wiedniu na szczeblu Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. O deeskalację będzie ciężko, ale koordynujący działania z europejskimi sojusznikami Biały Dom wierzy, że dyplomacją skłoni Kreml do zakończenia prowokacji.
Nowy rok nie przyniósł odwilży. Waszyngton i Moskwa w sprawie Ukrainy dalej znajdują się na przeciwległych biegunach. Według Amerykanów do zmniejszenia napięć mają doprowadzić rozpoczynające się w tym tygodniu rozmowy z Rosją, odbywające się równolegle na kilku płaszczyznach. - Naszym celem są przewidywalne i stabilne relacje z Rosją, byśmy mogli współpracować tam, gdzie mamy wspólny interes, i mierzyć się z różnicami w otwartym i szczerym dialogu - wyjaśniał na weekendowej konferencji prasowej amerykański sekretarz stanu Antony Blinken.
Stawka jest wysoka. Po zgromadzeniu znacznych sił wokół Ukrainy Rosja zażądała gwarancji nierozszerzania Sojuszu Północnoatlantyckiego na wschód oraz nierozmieszczania systemów uzbrojenia w bezpośredniej bliskości granic Rosji. Już teraz Moskwa przestrzega przed „ukraińską agresją”. Zachodni analitycy są zgodni, że chodzi o destabilizację i podporządkowanie sobie Ukrainy oraz uznanie części dawnych krajów ZSRR za rosyjską strefę wpływów. Gdzie w zaognionym położeniu znajduje się pole do rozmów i ewentualnych porozumień? „The Washington Post” pisał, że Amerykanie są gotowi rozmawiać z Rosjanami o rozmieszczeniu rakiet i zakresie ćwiczeń wojskowych w Europie. Do tego dochodzi kwestia ograniczenia zbrojeń, o której wspominał Blinken. Oficjalnie Stany Zjednoczone nie rozważają redukcji wojsk na wschodniej flance NATO. Takie informacje podawało NBC, ale dyplomaci szybko je zdementowali.
Pozycja negocjacyjna Zachodu wykuwała się w ostatnich tygodniach w trakcie intensywnych konsultacji, głównie na forum Sojuszu Północnoatlantyckiego. - Rozmawialiśmy o niesprowokowanej i nieuzasadnionej rozbudowie militarnej Rosji na Ukrainie i wokół niej oraz o tym, co to oznacza dla bezpieczeństwa europejskiego. Żałujemy, że mimo apeli społeczności międzynarodowej przez wiele tygodni Rosja nie podjęła kroków w celu deeskalacji - mówił w piątek sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg po wirtualnym spotkaniu ministrów spraw zagranicznych państw Sojuszu. - Koncentracja sił rosyjskich wciąż trwa, chodzi o dziesiątki tysięcy żołnierzy w gotowości bojowej. Wciąż słyszymy groźną retorykę. Biorąc pod uwagę historię użycia siły przeciw sąsiadom, ryzyko konfliktu jest realne. Agresywne działania Rosji poważnie podważają ład bezpieczeństwa w Europie - przestrzegał norweski polityk.
Moskwa zmusiła w ten sposób Zachód do intensywnych rozmów na wysokim szczeblu. Dzisiaj w Genewie spotkają się wiceszefowie dyplomacji USA Wendy Sherman i Rosji Siergiej Rybakow. Za to w środę dojdzie do konsultacji w ramach Rady NATO-Rosja, którą Rosjanie w ostatnim czasie demonstracyjnie lekceważyli. Wreszcie w czwartek w ramach posiedzenia Stałej Rady Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie odbędzie się spotkanie przedstawicieli Zachodu i Rosji w Wiedniu. Mimo napiętego harmonogramu spotkań, w środowisku analitycznym mało kto wieszczy szybki przełom. Amerykanie po zamieszaniu wywołanym grudniowymi słowami prezydenta Joego Bidena o bliżej niesprecyzowanym nowym formacie rozmów dosyć twardo ostrzegają, że dalsza agresja Rosji przeciwko Ukrainie będzie miała wysoką cenę.
Chodzi głównie o sankcje polityczne i gospodarcze; ich zakres ma być bezprecedensowy i miażdżący dla Rosji. Do mediów przeciekają także informacje o planach szkolenia Ukraińców w wojnie partyzanckiej. Niemniej jednak w Berlinie, Paryżu i Waszyngtonie nikt z polityków nie zamierza wysyłać wojsk do obrony Ukrainy. Równolegle, nieco w cieniu intensywnej pracy dyplomatów, w amerykańskim senacie dojdzie w tym tygodniu do głosowania nad poszerzeniem sankcji na gazociąg Nord Stream 2. Gdyby w kontrolowanej przez demokratów izbie wyższej USA udało się przeforsować ustawę proponowaną przez republikanów, administracja Bidena zostałaby zobligowana do zaostrzenia reżimu sankcyjnego w ciągu 15 dni.
Takiego scenariusza chce uniknąć Departament Stanu, który wezwał senatorów, by nie głosowali za projektem, argumentując, że jego przyjęcie oznaczałoby „podważenie jedności wśród naszych europejskich sojuszników w kluczowym momencie”. Obecnie w zamiarze Amerykanów NS2 ma być narzędziem wpływu Zachodu na politykę Rosji. Rozpoczynając pełnowymiarową interwencję zbrojną na Ukrainie, Kreml ryzykowałby trwałym wstrzymaniem przesyłu gazu przez drugą nitkę bałtyckiego rurociągu. Budowa NS2 została zakończona, ale nie płynie nim niebieskie paliwo. Niemiecki regulator wstrzymał proces certyfikacji projektu, nieoficjalnie z powodów politycznych.
Dyplomatyczne kalendarium / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe