Reklama
Według Światowej Organizacji Zdrowia Stary Kontynent znów stanowi światowe epicentrum pandemii – niechlubny tytuł utracony w pierwszej połowie ubiegłego roku. Na Europę przypada ponad połowa dziennie wykrywanych zakażeń koronawirusem na całym świecie. Różne kraje w różny sposób ustosunkowują się jednak do rosnącej liczby przypadków.
Na jednym końcu spektrum plasuje się Wielka Brytania, gdzie rząd za wszelką cenę nie chce przywracać nowych obostrzeń, mimo że od końca czerwca liczba dziennie wykrywanych zakażeń nie spada poniżej 20 tys. przypadków (a czasami sięga nawet 50 tys.). Premier Boris Johnson stwierdził wręcz w poniedziałek, że chwilowo z danych epidemiologicznych „nie wyłania się nic”, co zmusiłoby rząd do sięgnięcia po „plan B” (czyli przywrócenie obostrzeń). I faktycznie, liczba hospitalizacji i zgonów w Królestwie jest niższa niż podczas pierwszej i drugiej fali.
Nie znaczy to jednak, że sytuacja wygląda różowo. Już kilka tygodni temu niektóre szpitale znalazły się pod oblężeniem podobnym do najgorszych dni poprzednich fal, a część ekspertów zaczęła nawoływać, żeby rząd rozważył powrót restrykcji. Na razie Johnson stawia jednak na dawki przypominające, na które zapisywać mogą się wszyscy Brytyjczycy po czterdziestce. Zapowiedział też, że niebawem dodatkowy zastrzyk będzie potrzebny do uzyskania statusu osoby zaszczepionej.
Szef brytyjskiego rządu nie wykluczył jednak, że szczepienia trzeba będzie uzupełnić pewnymi ograniczeniami. – Nie znamy jeszcze siły, z jaką ta nowa fala uderzy w nasze brzegi. Doświadczenia pokazują nam jednak, że nie możemy popaść w samozadowolenie – stwierdził polityk.
Na drugim końcu spektrum znajdują się kraje, które zdecydowały się na przywrócenie niektórych obostrzeń. Wśród nich jest Holandia, gdzie restrykcje wprowadzono na razie do 4 grudnia – wśród nich przede wszystkim wyciszenie życia nocnego, a więc zamykanie pubów, knajp i klubów o ósmej wieczorem. Premier Mark Rutte zapowiedział ponadto kolejne kroki w walce z pandemią, w tym rozszerzenie katalogu miejsc, gdzie wymagane będzie potwierdzenie szczepienia lub ozdrowienia, o parki rozrywki i ogrody zoologiczne. Dodatkowo możliwość sprawdzania szczepień i testów mają niebawem uzyskać pracodawcy. Od 19 listopada rozpocznie się również podawanie dawek przypominających, początkowo dla osób po 80. roku życia.
Jak na razie na najcięższe obostrzenia zdecydowali się Austriacy. Od poniedziałku znacząco została ograniczona mobilność osób niezaszczepionych; takie osoby mogą wychodzić z domu wyłącznie w ważnych sprawach. Za niesubordynację grożą wysokie mandaty. – Chcemy ograniczyć liczbę kontaktów między osobami, które się zaszczepiły, i tymi, którzy szczepić się nie chcą. Ostatecznie jednak naszym celem jest zmuszenie tych drugich, żeby podwinęli rękawy bez zamykania tych pierwszych w domu – uzasadniał w jednym z wywiadów cel restrykcji kanclerz Alexander Schallenberg.
Gdzieś pomiędzy plasują się państwa, które nowych obostrzeń jeszcze nie wprowadziły, ale się do nich szykują. Przykładem chociażby są Niemcy, gdzie liczba wykrywanych przypadków ostatnio w niektóre dni przekracza najgorsze momenty poprzednich fal (ale liczba zgonów jest znacznie mniejsza). Ugrupowania polityczne, które dyskutują nad stworzeniem koalicji rządzącej, chcą przyjąć przepisy, które ograniczyłyby swobodę poruszania się (np. transportem publicznym) osobom niezaszczepionym.
We Włoszech, gdzie pracodawcy mogą sprawdzać status szczepienia pracowników, rząd ogłosił, że taksówkami mogą się przemieszczać maksymalnie dwie osoby (chyba że pojazdem jedzie rodzina) oraz że służby mogą zatrzymać pociąg, jeśli na pokładzie znajdzie się osoba z symptomami podobnymi do COVID-19. – Obawiam się wzrostu liczby infekcji przed świętami. Inne państwa europejskie, gdzie odsetek zaszczepionych jest niższy niż u nas, wprowadzają znacznie cięższe środki ostrożności – powiedział Luigi Di Maio, minister spraw zagranicznych.
Pomimo różnic między poszczególnymi krajami jedna rzecz pozostaje niezmienna: szkoły pozostają otwarte, chociaż i tutaj sytuacja jest daleka od przedpandemicznej normalności. We Francji na przykład w podstawówkach przywrócono obowiązek noszenia maseczek. – Zaczyna do nas docierać, że same szczepionki nie są ostatecznym rozwiązaniem. To, czego potrzebujmy, to kombinacja różnych środków – mówił podczas briefingu dla Królewskiego Towarzystwa Medycznego Tim Spector, epidemiolog prowadzący jedno z najważniejszych badań nad COVID-19 w Wielkiej Brytanii. Wiele wskazuje na to, że w nadchodzących tygodniach kolejni politycy będą musieli przekazać to swoim wyborcom.