Reklama

Najważniejszą kwestią jest, które ugrupowania polityczne znajdą się w przyszłej Izbie Poselskiej. Progiem wyborczym dla partii i ruchów jest 5 procent, natomiast dla koalicji, składającej się z dwóch podmiotów, jest on wyższy i wynosi 8 proc. Dla tych, które składają się z trzech i więcej podmiotów – 11 proc.

Od wyników głosowania zależeć będzie, jaki rząd powstanie w Czechach. Ostatnie badania opinii publicznej przed głosowaniem pokazywały, że największe szanse na zwycięstwo w wyborach ma partia Ano premiera Andreja Babisza. Drugie miejsce w sondażach zajmowała tworzona przez trzy centroprawicowe ugrupowania koalicja SPOLU (Wspólnie), trzecie - koalicja liberalnej Partii Piratów i bliższego centrum ruchu STAN (Burmistrzowie i Niezależni).

Obie koalicje zadeklarowały, że o ile wyborcy pozwolą im mieć 101 posłów w 200 osobowej Izbie Poselskiej, będą chciały wspólnie utworzyć rząd. Istotny będzie też wynik Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej (CzSSD), która przez ostatnie cztery lata współtworzyła z ruchem Ano gabinet Andreja Babisza, a teraz oscyluje wokół progu wyborczego.

Swoich posłów powinni wprowadzić antyeuropejska partia Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD) oraz komuniści.

Bezpośrednio po zamknięciu lokali zostanie podana frekwencja w wyborach. Po piątkowym głosowaniu oceniano, że nie będzie się ona różnić się od tej z 2017 roku, gdy wyniosła niespełna 60 proc. W piątek zagłosowało od 20 do 40 proc. uprawnionych. Były gminy z udziałem 50 proc., ale komentatorzy podkreślali znaczną różnicę między poszczególnymi regionami.

Czechy są jedynym państwem w Unii Europejskiej, w którym organizowane są dwudniowe wybory. W ten sposób wybierany jest parlament, prezydent i samorządy lokalne, a także czescy eurodeputowani.