Skrajnie prawicowa partia AfD zdobyła w wyborach do Bundestagu łącznie 16 bezpośrednich mandatów na wschodzie, w tym dziesięć w Saksonii. "Również w innych wschodnich landach AfD osiągnęła wartości, o których AfD na zachodzie Niemiec może tylko pomarzyć" - podkreśla dziennik "Tagesspiegel".

Jednak "w skali kraju partia nie osiągnęła wyniku wyborczego z 2017 roku. Wtedy świętowała swój sukces wyborczy w wysokości 12,6 procent w Traffic Club na Alexanderplatz pod dyskotekową kulą. Z sufitu spadł deszcz balonów. A Aleksander Gauland powiedział: Zapolujemy na nich. AfD była odurzona własnym sukcesem", przypomina dziennik.

W 2021 r. sytuacja jest inna. "W wieczór wyborczy AfD nie spotkała się w środku miasta, jak inne partie, ale daleko poza nim w hali widowiskowej w Marzahn-Hellersdorf. Niewiele pozostało w partii radykalnej prawicy z poczucia z 2017 roku, że sprawy będą szły wciąż lepiej". AfD zdobyła w skali kraju 10,3 procent. "To nie jest wielkie zwycięstwo. Ale nie jest to też zasadnicza porażka" - powiedział jeden z liderów partii Joerg Meuthen.

Fakt, że partia od miesięcy utrzymuje się na stabilnym poziomie około dziesięciu procent w skali kraju, pomimo trudności, zawdzięcza swojemu głównemu elektoratowi, "nadal skrajnie sceptycznemu wobec migracji", mówi "Tagesspiegel" politolog Kai Arzheimer.

"W kampanii wyborczej AfD realizowała podwójną strategię. Program partii był bardziej radykalny niż kiedykolwiek, przewidywał wyjście Niemiec z UE i płoty na niemieckiej granicy. Jednocześnie wywieszała hasło "Niemcy, ale normalne" - pisze gazeta.

Podczas gdy ekonomistka Alice Weidel "miała mobilizować zwolenników na Zachodzie", saksoński "mistrz malarski Tino Chrupalla był twarzą Wschodu jako główny kandydat". "Podczas występów na targowiskach uderzał w głośne tony. Zero azylu, to musi być cel, krzyczał na przykład" - przypomina ''Tagesspiegel".

Na wschodzie AfD postrzega siebie jako "partię ludową". Fakt, że "partia jest na celowniku Urzędu Ochrony Konstytucji, nie odgrywa tu dla jej zwolenników żadnej roli. Partia szkaluje rodzimą służbę wywiadowczą jako "Stasi 2.0". Z jednej strony AfD "zawdzięcza swój wysoki wynik wyborczy na wschodzie kraju przekonanym wyborcom, którzy chcą widzieć w parlamencie partię skrajnie prawicową i antyimigracyjną. Ale także wyborcom, dla których postawienie krzyżyka przy AfD jest rodzajem zemsty na polityce, bo wiedzą, jak wielkie będzie znów oburzenie" - zauważa dziennik.

Drezdeński politolog Hans Vorlaender spodziewa się, że siła AfD we wschodnich Niemczech będzie trwała. "AfD zakorzeniła się również organizacyjnie w poszczególnych środowiskach i grupach, w tym w zakładach pracy" - mówi. Cieszy się również zainteresowaniem wśród młodych ludzi. "To właśnie tam wyrastają nowi wyborcy".