Czaputova we wtorek przyjęła dwie dymisje członków rządu Matovicza. Przed południem zapowiedzianą rezygnację przekazał jej wicepremier, minister gospodarki Richard Sulik. Lider jednej z czterech partii tworzących rozpadająca się koalicję, Wolność i Solidarność (SaS) podał się do dymisji, aby, jak sam mówił, pomóc premierowi w podjęciu decyzji o rezygnacji ze stanowiska szefa rządu.

Po południu do pałacu prezydenckiego przyjechała minister sprawiedliwości Marie Kotlikova, która swoją rezygnację ogłosiła w ciągu dnia. Kotlikova, reprezentuje najmniejszą partię koalicyjną Dla Ludzi (Za Ludi), a jej ustąpienie wynika z wcześniejszych deklaracji, że nie chce już pracować w rządzie Matovicza.

Wezwanie prezyden Czaputovej do dymisji premiera jest najdalej idącą jej wypowiedzią pod adresem szefa rządu w trwającym od trzech tygodni kryzysie w koalicji. Postulat odejścia z funkcji Matovicza formułują dwie z czterech partii tworzących rząd: SaS i Za Ludi. Premier go zaakceptował, ale sformułował kilka warunków. Są nimi m.in.: jego pozostanie w rządzie, renegocjacja umowy koalicyjnej i nowy podział stanowisk w gabinecie. Na te dodatkowe warunki dotychczasowi partnerzy nie chcą przystać, ale jak informują media, powołując się na nieoficjalne źródła, toczą się na ten temat rozmowy.

Reklama

We wtorek Matovicz napisał w mediach społecznościowych, w których od początku kryzysu ograniczył aktywność: „Będzie dobrze”. Media utrzymują, że obejmie on w zrekonstruowanym gabinecie nowe stanowisko wicepremiera do spraw korupcji. Tą tematyką zajmował się zanim ze swoją formacją Zwyczajni Ludzie i Niezależne Osobistości (OLaNO) wygrał w 2020 r. wybory parlamentarne.

Nie jest jasne, kogo OLaNO chciałoby desygnować na premiera po Matoviczu.

Przewodniczący parlamentu Boris Kollar, który jest jednocześnie liderem ruchu Jesteśmy Rodziną (Sme Rodzina), współtworzącą koalicję, przerwał we wtorek na tydzień trwającą sesję parlamentu. Zapowiedział, że jeżeli w ciągu tygodnia nie dojdzie do zakończenia kryzysu, będzie wnioskować o wcześniejsze wybory parlamentarne.

Według sondaży oznaczałyby one utratę władzy przez skonfliktowaną obecną większość.