A co, jeśli Konfederacja mówi prawdę? [OPINIA]

Politycy Konfederacji
Konwencja wyborcza partii KonfederacjaAgencja Gazeta / Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.pl
6 lipca 2023

Na początek fakty. Do wyborów zostało ok. 100 dni. By w Polsce utworzyć rząd większościowy, potrzeba 231 posłów. Konfederacja to w uproszczeniu sojusz trzech środowisk: Nowej Nadziei Sławomira Mentzena, która ma mieć 20 jedynek na listach, Ruchu Narodowego (15 jedynek) oraz Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna (6 jedynek).

Według sondaży i wyliczeń mandatów, rozkład sił w przyszłym parlamencie kształtuje się mniej więcej tak: obóz rządzący będzie miał nieco mniej niż 200 posłów, zaś Koalicja Obywatelska wraz z Lewicą, PSL i partią Szymona Hołowni – nieco powyżej 200 posłów. Pozostałe miejsca zajmie Konfederacja, która może liczyć na 30–50 posłów. Kto więc utworzy rząd? Tego dziś nie wiemy. Ale z historii transferów przy ul. Wiejskiej wiadomo, że stanowisko wiceministra bądź dobrze opłacana posada w państwowej spółce potrafi zdziałać cuda i spowodować niewyobrażalne – zdawałoby się – zmiany barw partyjnych. W tej kadencji wciąż robi na mnie wrażenie kariera Moniki Pawłowskiej, która dostała się do Sejmu z listy SLD, a obecnie jest w klubie PiS. Wydaje się jednak, że nawet jeśli któryś z dwóch największych klubów po wyborach zastosuje strategię masowego zaciągu konkurencji popartego fruktami, to z osiągnięciem progu 231 posłów problem mogą mieć zarówno PiS, jak i anty-PiS.

I tutaj dochodzimy do Konfederacji. W debacie publicznej wielu obserwatorów i komentatorów jako pewnik przyjęło, że jeśli pozwoli na to sejmowa arytmetyka, to po wyborach Prawo i Sprawiedliwość utworzy rząd większościowy właśnie z nią. Według mnie wcale nie jest to oczywiste. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.