Nie jestem w stanie tego zrozumieć być może dlatego, że nie widzę sensu i znaczenia w zalewie wielkich słów, których pełna jest polska debata publiczna. Obrona suwerenności przed brukselsko-berlińską agresją, walka z agresywną ideologią LGBT niszczącą polskie rodziny z jednej strony, a z drugiej 14. polexit czy 17. wprowadzenie w Polsce dyktatury.
Te hasła to tylko bełkot, który pozwala publicystom z lewa i prawa wyrabiać stachanowskie normy wierszówki. Ale kompletnie nic nie znaczą wobec rzeczywistości, szczególnie gospodarczej.