Reklama

Czy partia Republikańska ma pomóc PiS w stopniowym wypychaniu Jarosława Gowina z koalicji rządzącej?

Gowin nie jest dla nas żadnym punktem odniesienia. Jego potencjał pozytywny już od dawna nie był zbyt wielki. Zarówno jego indywidualny wynik wyborczy - zaledwie 15 tysięcy głosów, jak i notowania w sondażach partii z jego nazwiskiem w nazwie - 0,5 proc. Miał jedynie potencjał negatywny. Mógł szkodzić rządowi, grozić jego obaleniem czy porażkami w ważnych głosowaniach. Apogeum miało miejsce rok temu w kwietniu, kiedy było zagrożenie puczem w sejmie, zmianą marszałka, a co za tym idzie zapewne i zmianą rządu. Jednak w wyniku odważnej postawy moich kolegów z Sejmu to zagrożenie z miesiąca na miesiąc malało. Dzisiaj formalnie przy Gowinie została zaledwie połowa posłów z 18, którzy byli z nim jeszcze pół roku temu. Jestem przekonany, że nawet z tej dziewiątki kolejna połowa zachowa się porządnie, kiedy będą wybierali między interesem Polski, interesem Zjednoczonej Prawicy a osobistymi ambicjami tego coraz bardziej przegranego polityka. Ostatnim głosowaniem przy wyborze w Sejmie Lidii Staroń na rzecznika praw obywatelskich udowodniliśmy, że mamy większość i bez Gowina. A nawet więcej: potrzebną większość bezwzględną mieliśmy także bez głosów Konfederacji.

Reklama

Tak, ale do większości rządowej potrzeba 231 – tu byście nie mieli głosów. Sześciu z dziewięciu posłów Gowina to są ministrowie, członkowie rządu. Nic mi nie wiadomo, by chcieli odchodzić z gabinetu Morawieckiego. Jestem spokojny, że dokonają właściwego wyboru.

Będziecie podbierać Gowinowi posłów?

To trudne zadanie, bo Gowin ludzi kupuje. Wszyscy ludzie, którzy z nim współpracują, mają państwowe posady, zależą od niego. Z takimi ludźmi trudno się rozmawia, bo oni mają rodziny, bliskich, a wiedzą jak mściwy, małostkowy jest Gowin. W każdej chwili może ich zwolnić, jak zwolnił połowę komendy głównej OHP kilkanaście dni temu. Tylko dlatego, że mieli inna wizję polityczną niż on. Natomiast nasze drzwi są zawsze otwarte dla wszystkich, którzy chcą współtworzyć z nami Zjednoczoną Prawicę.

Republikanie – czy to nie realizacja maksymy „dziel i rządź”, którą uprawia Jarosław Kaczyński wewnątrz swojego ugrupowania?

Jeśli podczas fali upałów, dzień po wielkim sukcesie naszych piłkarzy, na konwencji Republikanów w Warszawie stawia się ponad 700 osób, więcej niż wszystkich członków Porozumienia płacących składki, to pokazuje zapotrzebowanie na tę inicjatywę. Członkowie Porozumienia pragnęli alternatywy dla samobójczej polityki Gowina, bo robienie z tej partii przystawki PSL to zaproszenie do zbiorowego samobójstwa, które przeżyłby najwyżej lider.

Jesteście w tej chwili czwartym koalicjantem?

Uważam, że trzecim. Mamy opinię konstytucjonalisty prof. Ryszarda Piotrowskiego, z której wynika, że Gowin nie jest już prezesem, jego kadencja wygasła w 2018 r. Partia, która przez trzy lata nie przeprowadziła wyborów, działałaby niezgodnie z ustawą o partiach politycznych i konstytucją. To podstawa do wniosku o delegalizację. Nasi koledzy z PiS przymykają oczy na to z powodów pragmatyzmu parlamentarnego. Ale prędzej czy później nastąpi rozstrzygnięcie sądowe i nie będzie wyjścia. Gowin będzie musiał założyć inną partię albo odejść z życia publicznego. Do tego czasu jesteśmy gotowi na wszelkie racjonalne rozwiązania. Czas działa na naszą korzyść.

Czy prezes Kaczyński w ogóle zamierza sformalizować waszą współpracę w postaci umowy koalicyjnej? Bo inaczej będziecie funkcjonować trochę jak kukizowcy…

Paweł Kukiz nie jest członkiem Zjednoczonej Prawicy, jest podmiotem zewnętrznym, co sam podkreśla. Tworzy swego rodzaju koalicję parlamentarną, a nie rządową. Jeżeli jest między politykami zaufanie, a ja je mam do Jarosława Kaczyńskiego, to nie potrzeba podpisywać żadnych dokumentów. Choć dobrze, jeśli z czasem się pojawią. Na niedzielnej konwencji Republikanów, gdy powiedziałem, że wygramy wybory, 700 zgromadzonych osób spontanicznie zaczęło skandować: “zwyciężymy”. Tym też się różnimy od Gowina. On jest takim smurfem Marudą: “To się nie uda, Zjednoczona Prawica nie wygra”. Będąc Marudą, trudno natchnąć współpracowników i przekonać wyborców. My wierzymy w ten projekt i kolejne sukcesy wyborcze. Mam nadzieję, że mimo wszystko Gowin pozostanie członkiem Zjednoczonej Prawicy, będzie głosował, choć zapewne nadal nie będzie się cieszył. Między innymi w wyniku naszych działań jego pole manewru zostało bardzo zawężone. Dziś, nawet jeśli znowu podjąłby decyzję o zdradzie Zjednoczonej Prawicy, to rządu już nie obali.

Wy będziecie się i cieszyć, i głosować?

Będziemy lojalni wobec naszych wyborców oraz partnerów koalicyjnych.

Wejdzie pan do rządu, jak pozostali liderzy partii ZP?

Nie jestem w polityce dla stanowisk. O tym, kto jest w rządzie, decyduje premier, po konsultacjach ze swoim zapleczem parlamentarnym. Mamy bardzo dobrych ministrów w rządzie - Michała Cieślaka, Jacka Żalka, polityków, którzy w ostatnich wyborach zdobywali wyniki lepsze niż Jarosław Gowin.

Jesteście polityczną kontrofertą dla Porozumienia, bo jesteście bliżej PiS. Ale w kwestiach programowych czymś się różnicie?

Nie tyle jesteśmy bliżej PiS, co nie paktujemy z opozycją, żeby obalić rząd. A Gowin robił to przecież w kwietniu ubiegłego roku. Jesteśmy i będziemy w Zjednoczonej Prawicy. Gowin zaś zapowiada, że będzie w najbliższych wyborach na listach PSL. Wybór nie może być jaśniejszy. Jeśli komuś jest bardziej po drodze z PSL, a kiedyś pewnie z lewicą, to będzie z Gowinem. Jeśli z ZP – to z nami. W przeciwieństwie do Gowina nie wstydzimy się naszego członkostwa w Zjednoczonej Prawicy. Uważamy, że to najbardziej udany projekt polskiej prawicy w historii. I podpisujemy się pod Polskim Ładem, który również współtworzyliśmy. Jest w nim wiele propozycji, które my zgłaszaliśmy i będziemy zgłaszać kolejne.

Co zgłaszaliście?

Od pomysłu gazyfikacji wyspowej (instalacji kontenerów z gazem w gminach, gdzie nie doprowadzono sieci gazowniczej - red.) zgłaszanego przez ministra Cieślaka, poprzez specjalny algorytm subwencji inwestycyjnej, stworzony przez Włodzimierza Tomaszewskiego, wieloletniego wiceprezydenta Łodzi. Zaproponowaliśmy zerowy PIT dla rodzin wielodzietnych. Poczuwamy się do współautorstwa Polskiego Ładu i będziemy go wspierać.

Na konwencji deklarował pan, że Republikanie to ugrupowanie, dla którego ważna jest “idea wolności indywidualnej i wrażliwej społecznie wolności gospodarczej”. Co to znaczy?

Mówiłem też o wolności indywidualnej i narodowej, które są elementami tradycji republikańskiej. O wrażliwości społecznej wspomniałem dlatego, że nasz rząd jest autorem wielkich i ważnych przedsięwzięć społecznych, choćby w postaci programu 500+.

A sprawy, które budzą najwięcej wątpliwości, zmiany w składce zdrowotnej, które uderzą w jednoosobowe działalności gospodarcze?

Na zaproponowane zmiany podatkowe trzeba patrzeć całościowo. One się łączą z najwyższą w historii kwotą wolną od podatku. To oznacza obniżkę podatku dla zdecydowanej większości Polaków.

Czy perspektywa wcześniejszych wyborów to scenariusz, z którym należy się liczyć?

Taka możliwość zawsze istnieje, ale wybory przyspieszone w Polsce dość trudno zorganizować. W ostatnich 30 latach zdarzyły się tylko dwa razy – w 1993 i w 2007 r. Gdyby parlament nie uchwalił budżetu w przewidzianych konstytucją terminach, prezydent ma możliwość, chociaż nie obowiązek, rozwiązać Sejm. Ale uważam, że dopóki istnieje szansa utrzymania stabilnej większości dla rządu, to należy z niej skorzystać. Dlatego przewiduję, że wybory odbędą się w terminie konstytucyjnym – jesienią 2023 roku.

Oczekiwany powrót Donalda Tuska zmienia coś w tej sprawie?

Nie sądzę. Z powrotu Tuska zrobiła się już telenowela. Tusk udziela co jakiś czas wywiadu, w którym teatralnie zawiesza głos, pozostawia niedopowiedzenia. Ewidentnie cierpi na syndrom odstawienia medialnego. Natomiast nie widzę po stronie opozycyjnej takich warunków, jakie miał Tusk, rządząc Polską w latach 2007-2014, kiedy lewicowo-liberalna część sceny politycznej była zdominowana przez bardzo silną Platformę, lewica była poza parlamentem, a PSL było całkowicie zwasalizowane. Sytuacja jest dziś całkowicie inna. To nie PO dziś w sondażach ma największe poparcie po stronie opozycyjnej, tylko ugrupowanie Szymona Hołowni, który ma własne ambicje i jest o całe pokolenie młodszy. PSL przeżywa potężne kłopoty, a podzielona Lewica jest w parlamencie i dość krytycznie odnosi się do tego, co robił Tusk. Dla naszego obozu jego powrót działałby integrująco, korzystnie. Ja się jego powrotu nie boję, choć jest to polityk wagi ciężkiej, bardzo doświadczony, którego nie można lekceważyć.

Widzimy też pewną zadyszkę PiS. Może to nie ludowcy w kolejnym rozdaniu będą decydowali o tym, jaki rząd powstanie, ale Konfederacja? Czy to nie jest porażka taktyki Jarosława Kaczyńskiego stania przy prawej ścianie?

Przez całą ubiegłą kadencję od publicystów, ale też od ówczesnego lidera mojej partii słyszałem, że Zjednoczona Prawica nie ma szans na samodzielne rządy po kolejnych wyborach. Mimo pandemii i kryzysu mamy najniższe bezrobocie w UE, rekordowe prognozy wzrostu gospodarczego i wciąż jesteśmy liderem sondaży. Do tego ogłosiliśmy Polski Ład - największy program modernizacji Polski od czasów Kazimierza Wielkiego, na półtora biliona złotych, wliczając wkład własny do środków europejskich. Zastanawiałbym się raczej na miejscu opozycji, jak oni chcą wygrać kolejne wybory. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że pycha kroczy przed upadkiem. Ale absolutnie nie zgadzam się z defetystami, którzy twierdzą, że nie mamy szans na trzecią kadencję.

To, co musi zrobić Zjednoczona Prawica, żeby poparcie odbiło?

Polacy są zmęczeni pandemią, społecznymi i gospodarczymi skutkami lockdownu i odreagowują, wycofując poparcie dla ugrupowań, które rządzą. To zjawisko ogólnoświatowe. Proszę spojrzeć choćby na Donalda Trumpa. Mimo, że na początku kampanii wyraźnie prowadził to po nadejściu pandemii przegrał. Uważam, więc że w takiej sytuacji nasze notowania są bardzo dobre. A że częściowy spadek był wynikiem procesu, to i odbudowywanie nie będzie efektem jednego wydarzenia. Polacy zobaczyli, że mamy plan, pomysł i chcą zobaczyć, jak go realizujemy. Stąd perfidia wkładania kija w szprychy przez Gowina. on wie, że przez najbliższe 1,5-2 lata musimy ciężko pracować, wprowadzając Polski Ład, żeby mieć szanse wyborcze, ale on już gra na listę opozycyjną z PSL i zaczyna torpedować nasze plany. Nie możemy tego tolerować. Nie chcemy być zakładnikami sabotażysty.

Jak widzicie swoją rolę? Na ile będziecie walczyć o swoją podmiotowość, co mogłoby oznaczać kolizję z PiS, a na ile będzie was cechować serwilizm wobec partii Kaczyńskiego?

Tworzyliśmy Porozumienie jako partię osobną od PiS. Formuła koalicji okazała się skuteczna, mogliśmy budować szeroką formację odpowiadającą wizji Ronalda Reagana z lat 80. – wielkiego namiotu, w którym było miejsce dla osób o poglądach narodowych, konserwatywno-liberalnych, chadeckich. Chcemy to kontynuować. Jesteśmy zwolennikami budowy silnego nurtu republikańskiego w ramach Zjednoczonej Prawicy.

Czy komplikująca się sytuacja koalicyjna może skłonić Jarosława Kaczyńskiego do wyjścia z rządu, rezygnacji ze stanowiska wicepremiera i pozostania liderem politycznym bez funkcji?

Nie chcę się wypowiadać na temat planów Jarosława Kaczyńskiego. Myślę, że on sam powie o tym w odpowiednim momencie.