To ciekawe o tyle, że rząd, przedstawiając swoje rozwiązania w obszarze ochrony zdrowia, chwali się głównie zwiększeniem finansowania oraz reformą szpitali. Owszem, przyznaje, że docelowo ma to poprawić dostępność lekarzy. Ale nie jest to cel sam w sobie. Teoretycznie bezpośrednio pomogłoby zniesienie limitów do specjalistów, rzecz jednak w tym, że to nie pieniądze są problemem. Problemem jest brak lekarzy.
Sam program zmian w zdrowiu pokazuje jedno: PiS musiał zejść na ziemię i skorygować swoje marzenia. Mówi, że to priorytet i poprawia system, ale bez rewolucji. Jeszcze dwie kadencje temu marzył o pełnej, scentralizowanej służbie zdrowia, łącznie z likwidacją NFZ. Jeszcze niedawno w ramach zmian rozważał przejęcia na własność państwa wszystkich szpitali samorządowych. Zmiany, które zapowiada Polski Ład, pokazują dużą redukcję oczekiwań i skali planowanych zmian.
Mimo wszystko wydaje się, że najbardziej znaczące będzie zwiększenie wydatków na zdrowie do 7 proc. PKB. Choć to dopiero perspektywa kolejnej kadencji, to ostatecznie oznacza to zwiększenie nakładów na zdrowie o połowę w porównaniu z poziomem sprzed kilku lat. To jednak pozorny sukces, bo wynika z konieczności i być może i tak w 2023 r. (kiedy ma być na zdrowie przeznaczone 6 proc. PKB – rok wcześniej, niż planowano) okazałoby się, że tyle wydajemy. Bo takie są koszty działania systemu. Jednak jeśli ścieżka podwyżki zostanie wyznaczona w precyzyjny sposób i prawnie zabezpieczona przed księgowymi sztuczkami rządu – tego lub kolejnych, które chciałyby z niej zejść – wymusi to jakościowe zmiany w ochronie zdrowia.
Do tej pory polski system przez lata oparty o wpływy ze składki oscylował wokół nakładów 4,6 proc. I jak na tak skromny finansowy wsad był bardzo wydajny. Zwiększenie tego wkładu daje szansę zmiany, ale tylko wtedy, jeżeli pieniądze będą przeznaczone na zdrowie, czytaj na leczenie. To dość istotne, bo okazuje się, że definicja „środki na zdrowie” bywa bardzo pojemna. Ponadto rząd ten i kolejne muszą pamiętać o kilku kwestiach.
Po pierwsze, same pieniądze nie rozwiążą problemów. Przy obecnym systemie, w którym NFZ płaci za poszczególne świadczenia, może się wydawać, że proste zwiększenie finansowania proporcjonalnie przełoży się na więcej zabiegów, usług, hospitalizacji itp. Ale tak nie jest. Już widać, że ze względu na braki kadrowe dużą ich część mogą pochłonąć podwyżki dla pracowników medycznych.
Drugi kłopot to jednak nadal finansowanie, czyli skąd wziąć pieniądze. Zróbmy prosty rachunek. Gdyby już w tym roku wydatki na zdrowie miały wynosić 7 proc. PKB, oznaczałoby to konieczność znalezienia dodatkowych 40 mld zł. Rząd wskazuje jedno ze źródeł. Są to planowane zmiany w zasadach opłacania składki zdrowotnej, a konkretnie likwidacja ryczałtu składki dla przedsiębiorców łącznie z likwidacją możliwości jej odliczenia od podatku. To da jednak tylko ok. 14 mld zł. i pokazuje olbrzymią skalę wyzwań oraz uświadamia, że rząd łącznie z opozycją powinni już dziś pokazywać, gdzie będą tych pieniędzy szukali za rok, dwa czy cztery. Inaczej Polski Ład jak wiele innych rządowych strategii zostanie na papierze.