Opisywana od wielu dni przez „Gazetę Wyborczą” sprawa biznesów Daniela Obajtka wywoła wstrząs w obozie rządowym?
Nie spodziewałbym się głębokiego załamania. Wszyscy, którzy liczą, że przez nią PiS przewróci się w sondażach, powinni sobie przypomnieć sprawę majątku rodziny Morawieckich czy problemy prezesa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia. To porównywalne zdarzenia ‒ też opisywano je jako wielkie skandale i wskazywano na szereg poważnych wątpliwości. Ale mijały tygodnie i przysychały. PiS nie wychodził z nich wzmocniony, ale nie dochodziło też do radykalnego osłabienia. Myślę, że tak samo będzie ze sprawą Obajtka. Dziś los rządu PiS nie zależy od tej kwestii, lecz od tego, czy panowie Kaczyński, Ziobro i Gowin się dogadają, a ich posłowie będą wspólnie głosować w Sejmie.
Reklama
Kwestia prezesa Orlenu nie zwiększy napięć wewnątrz koalicji?
Gdyby Gowin i Ziobro zaczęli nagle krytykować Obajtka, to taki scenariusz byłby prawdopodobny. Oczywiście trudno oczekiwać, że koalicjanci będą teraz go ofiarnie bronić, ale wystarczy, by go nie atakowali. I tego nie robią ‒ Jarosław Gowin przed zachorowaniem na COVID-19 twierdził, że to nie jest sprawa, którą chciałby się zajmować, a Zbigniew Ziobro w ogóle nie wypowiadał się w tej kwestii. Nie spodziewam się, żeby koalicjanci PiS stwierdzili nagle, że są tak bardzo zszokowani przeszłością Daniela Obajtka, iż występują z koalicji. Od początku wiedzieli, kim jest. Zresztą my wszyscy to wiemy: jest kaprysem Jarosława Kaczyńskiego. Kaprysem, który jest coraz bardziej kłopotliwy, ale to wciąż człowiek z puli prezesa. Każdy z koalicjantów ma wydzieloną część państwa, a Orlen, jako perła w koronie spółek Skarbu Państwa, jest dla PiS. Sprawa pozostanie zatem elementem rozgrywki między PiS a opozycją.

Reklama
Nie będzie problemem dla obozu władzy?
Na pewno jest niewygodna, zwłaszcza że zbiegła się z wygłaszanymi na początku roku kuriozalnymi peanami na cześć Obajtka. To był zresztą zabawny mechanizm: prezes Kaczyński udzielił wywiadu, w którym pochwalił prezesa Orlenu, a potem ruszyli go chwalić wszyscy politycy PiS chcący się przypodobać liderowi. Opozycja i media wykorzystały to, detonując „aferę Obajtka”. I okazało się, że nie jest już tak fajnie. Na korzyść PiS działa jednak to, że społeczeństwo jest bardzo podzielone. Gdy ogląda się „Wiadomości” TVP, widać, jak ignorowane są w nich kolejne doniesienia, a prezes Obajtek tłumaczy, że to nikczemna walka z próbą fuzji Orlenu z Lotosem, a ciemne siły usiłują przeszkodzić tej fantastycznej operacji. Myślę, że wielu zwolenników PiS w to wierzy. Widzę też kampanię zwolenników PiS w mediach społecznościowych, wyśmiewa się w niej zarzuty wobec szefa spółki, np. umieszczając zdjęcia rezydencji czy luksusowych samochodów z podpisami typu „otrzymałem w zamian za obronę prezesa Obajtka”. To strategia bagatelizowania. Trudno tu więc o nagłe oburzenie elektoratu PiS kolejnymi artykułami.
Naruszenie ustawy o pracownikach samorządowych czy kwestia umorzeń toczących się spraw to zagadnienia skomplikowane. Ale czy oskarżenie o nabycie apartamentu w znacznie niższej cenie niż ta, na którą może liczyć przeciętny Kowalski, nie wpłynie na wyobraźnię tak, jak kiedyś ośmiorniczki Platformy Obywatelskiej?
Mam wrażenie, że tak nie będzie. Inaczej już słyszelibyśmy głosy oburzenia wewnątrz obozu władzy. Pojawiłby się choć jeden polityk, który wezwałby prezesa do wyciągnięcia konsekwencji, do zachowania tak chętnie deklarowanej przez PiS skromności. Brak takich opinii. A to pokazuje, że weszliśmy już w taki etap sporu, że ludzie żyją wyłącznie w swoich bańkach. I cokolwiek płynie spoza nich, jest od razu traktowane jako fejk, oszustwo czy potwarz. Głos odmienny zdyskwalifikowałby polityka ze środowiska obozu władzy. To mechanizm oblężonej twierdzy, w wyniku którego odrzuca się każdą krytykę. W efekcie Obajtek jest broniony jak sam prezes Kaczyński.
To nie osłabi notowań PiS?
Osłabi. I gdybyśmy mieli w tym roku ogólnokrajowe wybory, sprawa miałaby dużo większy ciężar polityczny. Ale że się na to nie zanosi, to za kilka tygodni nikt o niej nie będzie pamiętał. Widzieliśmy pojedyncze sondaże, w których PiS spadł poniżej 30 proc., ale trudno na ich podstawie wysnuwać dalekosiężne wnioski. Trzeba poczekać na kolejne, by zauważyć trend. Dopiero wówczas można spodziewać się jakichś ruchów tektonicznych wewnątrz PiS. Dotąd partia Kaczyńskiego wychodziła z podobnych zakrętów bez większego szwanku. Zawsze można powiedzieć, że kolejna aferka będzie momentem krytycznym. Ale raczej nie ta. Gdyby dotyczyła ona prezesa Kaczyńskiego albo chociaż któregoś z ministrów, to wzbudziłaby większe emocje. Prezes Orlenu to stanowisko mniejszego kalibru, nawet pomimo swojej intratności.
Znając logikę polskich sporów politycznych, można spodziewać się, że Daniel Obajtek straci posadę?
Wszystko zależy od Jarosława Kaczyńskiego. Los Obajtka jest w jego rękach. W najbliższych tygodniach prezes Orlenu na pewno nie zostanie usunięty ‒ byłoby to przyznanie się do błędu przez prezesa PiS. A to, oględnie mówiąc, nie leży w jego naturze. Jeśli jednak sprawa nadal będzie wyglądać tak źle, że będzie mogła zaszkodzić długoterminowo całemu obozowi, to po kilku miesiącach pod jakimś pretekstem Daniel Obajtek straci stanowisko. Dziś wydaje się to jednak mało prawdopodobne. Raczej można spodziewać się, że PiS będzie próbował przetrwać ten atak, stwierdzając, tak jak marszałek Terlecki, że to jakieś stare, nieistotne sprawy, podczas gdy naprawdę ważna jest fuzja Orlenu z Lotosem.