Tania ropa spowodowała, że w Arabii Saudyjskiej deficyt osiągnie w tym roku 20 proc. PKB. W Rijadzie doskonale rozumieją, że na dłuższą metę taki stan rzeczy jest nie do utrzymania
Reklama
Taki deficyt w normalnej gospodarce wywołałby panikę, ale nie w naftowym królestwie. Aby zasypać dziurę w finansach publicznych, Saudowie sięgnęli po olbrzymie rezerwy walutowe, które na koniec ub.r. wynosiły 724 mld dol. (do końca tego roku mają stopnieć do 660 mld dol.). Bank centralny po raz pierwszy od 2007 r. wyemitował też obligacje. Ale wiadomo, że na dłuższą metę taka strategia się nie sprawdzi.
Wartość sudyjskiego eksportu ropy i jej pochodnych spadła w ciągu roku o 100 mld dol. i – według Międzynarodowego Funduszu Walutowego – ma w br. wynieść 183 mld dol. Dlatego szykowany jest wieloletni plan reform przygotowany z udziałem Mohammeda bin Salmana – syna urzędującego monarchy, ministra obrony oraz przewodniczącego Rady Gospodarczej i Rozwoju. Pierwszym etapem będzie przygotowanie nowego budżetu na 2016 r. Najważniejszym jego elementem będzie zmniejszenie deficytu do ok. 14 proc. PKB, co ma zostać osiągnięte głównie dzięki cięciom w inwestycjach infrastrukturalnych. W realizacji mają zostać tylko najważniejsze projekty, tj. metro w Rijadzie i Dżuddzie, największym porcie kraju.
W grę wchodzą też nowe podatki, które jednak mają być wprowadzane stopniowo, aby nie wywoływać niepokojów wśród ludności. Poddani króla Salmana bin Abdulaziza mogą się spodziewać, że w niedalekiej przyszłości do ceny kupownych przez nich dóbr doliczany będzie VAT, którego dotychczas nie płacili. Konsultacje w tej sprawie odbyły się już na forum Rady Współpracy w Zatoce Perskiej. VAT miałby być wprowadzany stopniowo we wszystkich krajach rady, aby ograniczyć opłacalność przemytu.
Bardziej delikatną kwestią, która prawdopodobnie zostanie odłożona na później, jest podwyższenie cen paliw i energii elektrycznej. Odwrotu od podwyżki jednak nie ma, bo Saudyjczycy tankują najtaniej spośród mieszkańców państw Zatoki Perskiej. Litr benzyny kosztuje tam ok. 60 gr, a litr oleju napędowego – 23 gr. Według wyliczeń MFW gdyby ceny paliw wzrosły tylko do poziomu z USA, dałoby to dodatkowe 65,9 mld dol. dochodu. Podobnie jest z elektrycznością, wytwarzaną w połowie z wydobywanej w kraju ropy – podniesienie ceny dałoby 11,5 mld dol. i mogłoby spowodować, że Saudyjczycy zaczęliby ograniczać zużycie energii elektrycznej, które w tej chwili należy do najwyższych na świecie w przeliczeniu na mieszkańca.
To wszystko oznacza, że kraj w nadchodzących latach czekają duże zmiany. Nie mają zresztą innego wyjścia, bo saudyjski popyt na ropę rośnie w takim tempie, że do 2022 r. może przewyższyć eksport. Najważniejsze zmiany dotkną energetyki. Rijad chce postawić na energię z atomu i słońca. Konieczność przeprowadzenia wewnętrznych reform może być jednym z powodów, dla których Saudom niska cena ropy jest tak naprawdę na rękę. Rządzący już od dawna byli bowiem świadomi ogromnego marnotrawstwa, jakim charakteryzuje się tamtejsza gospodarka.