Jak by pan określił dzisiaj stan relacji polsko-amerykańskich?
To bliskie sojusznicze relacje, które są elementem europejskiego systemu bezpieczeństwa. I ze względu na ten charakter wymagają intensywnego dialogu oraz skutecznego zarządzania stosunkami transatlantyckimi przez Amerykanów. Odnoszę jednak wrażenie, że wciąż trwa okres przejściowy i administracja prezydenta Bidena jeszcze nie wypracowała własnego, optymalnego modelu prowadzenia tych relacji. Sojusz Ameryki z Europą nie może przypominać koncertu mocarstw, ale wymaga intensywnej komunikacji ze wszystkimi sojusznikami, zwłaszcza z tymi, którzy mogą ponieść największy koszt amerykańskiego dialogu z Putinem. Tymczasem wciąż brakuje amerykańskiego zaangażowania w komunikację z sojusznikami ze wschodniej flanki NATO. Spośród ministrów spraw zagranicznych państw wschodniej flanki NATO jedynie minister Rau otrzymał od Blinkena (Antony Blinken, sekretarz stanu USA – przyp. red.) briefing o przebiegu spotkania w Genewie. W efekcie amerykańska polityka wobec Rosji jest w Europie Środkowej obserwowana z podejrzliwością. A biorąc pod uwagę reakcje państw regionu na propozycję niemiecko-francuską zorganizowania szczytu UE–Rosja, uważana jest wręcz za politykę błędną. Europa Środkowa nie chce więc w ciemno walidować podejścia Bidena do Rosji Putina.