Samorządowcy przestraszyli się groźby utraty mandatów. Wygląda na to, że po raz pierwszy poskładają w terminie zeznania o swoich dochodach - pisze "Metro", powołując się na własne ustalenia.

Termin składania oświadczeń majątkowych przez gminnych notabli minął w poniedziałek. Prezydenci miast, burmistrzowie, przewodniczący rad miast i gmin składają zeznania na ręce wojewodów. Jak się wywiązali z tego obowiązku? Pierwsze dane, do których udało się dotrzeć gazecie, są optymistyczne. Na Mazowszu jedynie 11 z 723 urzędników samorządowych nie rozliczyło się jeszcze z dochodów. Podobnie w innych województwach. Na Opolszczyźnie złożono już wszystkie oświadczenia, w Świętokrzyskiem brakuje tylko jednego. Na Podkarpaciu brak czterech, a na Warmii i Mazurach ośmiu (na 280 osób). Najwięcej urzędników ociąga się na Śląsku - tam na 370 samorządowców objętych obowiązkiem, oświadczeń nie złożyło aż 21.

Rekordowa rzetelność i terminowość samorządowców

Rekordową rzetelność i terminowość samorządowców potwierdzają też te urzędy wojewódzkie, które nie podają jeszcze danych - czekają jeszcze na oświadczenia, bo na ogół przychodzą one pocztą, a liczy się data stempla pocztowego. "Właśnie przyszła cała góra kopert z zeznaniami" - mówi Joanna Sieradzka, rzeczniczka wojewody małopolskiego. Skąd takie zdyscyplinowanie? Notabli obowiązuje od tej kadencji nowa ustawa o pracownikach samorządowych. Urzędnikom, którzy nie złożą oświadczeń w terminie, może wygasnąć mandat. Wraz z oświadczeniem muszą złożyć też kopię PIT-u. Wcześniej radnym groziła jedynie utrata diety.

Według różnych szacunków, zależnie od województwa, co roku spóźniało się z oświadczeniem ok. 30 proc. samorządowców - czytamy w piątkowej publikacji "Metra".