Historia dziennikarstwa nie zna podobnej sprawy. Na podstawie akt sądowych dziennikarz napisał kilka tekstów, dotyczących m.in. seksafery i nadużyć finansowych w Samoobronie. Mimo, że miał na wgląd w te akta pisemną zgodę sądu, prokurator oskarżył go o ujawnienie wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym.

W grudniu 2010 r. sąd w postępowaniu nakazowym ukarał go grzywną. Dziennikarz chce normalnego procesu i już złożył sprzeciw od tego wyroku.

Chodzi o głośną sprawę Leszka Kraskowskiego, byłego dziennikarza Dziennika, który ujawnił nie tylko kulisy seksafery, ale także oszustwa finansowe, do których dochodziło w Samoobronie, a których dopuszczał się m.in. były poseł tej partii, negatywny bohater seksafery czyli Stanisław Łyżwiński. Seksafera i malwersacje finansowe doprowadziły do upadku Samoobrony, aresztowania Łyżwińskiego i późniejszego skazania go. Sprawa nie wyszłaby na jaw, gdyby nie media. Aferę ujawniła Gazeta Wyborcza, a inne tytuły, w tym Dziennik pokazywały kolejne bulwersujące fakty z życia tej partii. Prokuratura - jak się okazało - ścigała nie tylko polityków, ale i dziennikarzy, w tym Kraskowskiego.

Mokotowska prokuratura rejonowa oskarżyła go o to, że „w dniach 15, 16, 22 stycznia 2009 r. w Warszawie działając w krótkich odstępach czasu, w wykonaniu z góry powziętego zamiaru, bez zezwolenia sądu rozpowszechnił publicznie za pośrednictwem gazety codziennej ,,Dziennik" z siedzibą w Warszawie w artykułach prasowych pt.: ,,Rozliczał faktury na tony ziemniaków'', ,,Fikcyjne biuro posła Łyżwińskiego'', ,,Dwa oblicza Anety Krawczyk", ,,Kasjerka Samoobrony Aneta Krawczyk", ,,Nie pytali mnie o zdanie, rozkazywali'' wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym prowadzonym przed Sądem Rejonowym w Tomaszowie Mazowieckim (…) tj. o czyn zart.24l $ 1 k.k. w zw. z art.l2 k.k.”

Reklama

- Pani prokurator oskarżyła mnie, bo uznała, że nie miałem odrębnej zgody na ujawnienie tego, co przeczytałem – mówi Leszek Kraskowski. Podkreśla, że jego zdaniem jest to dziwne, bo w podaniu o wgląd w akta napisał wprost, że jest dziennikarzem i że pisze tekst o seksaferze. Zresztą po co dziennikarz miałby czytać akta, jeśli nie w celu przygotowania publikacji.

Tymczasem sąd przyznał rację prokuraturze. - Skazano mnie jak w sądzie kapturowym, bez mojej obecności. Ja tylko dostałem odpis wyroku – mówi gazecieprawnej.pl Leszek Kraskowski (były dziennikarz, obecnie prowadzący firmę PR).

13 grudnia 2010 roku III Wydział Karny Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa wydał wyrok nakazowy i uznał Leszka Kraskowskiego za winnego zarzucanego mu czynu stanowiącego występek. Za opublikowanie tych kilku tekstów dziennikarz ma zapłacić grzywnę – 1000 złotych (l00 stawek dziennych po 10 złotych każda) i zwrócić koszty sądowe (190 zł).

To jednak nie koniec sprawy. - Wysłaliśmy już sprzeciw od tego wyroku, co oznacza, że będzie się toczył proces w zwykłym trybie, czyli z postępowaniem dowodowym – mówi gazecieprawnej.pl reprezentujący dziennikarza mecenas Artur Wdowczyk.