Zdjęcie z wizyty kanclerz w Soczi w 2007 r., na którym siedzi obok Władimira Putina przed jego labradorem, świetnie ilustruje ich dawne stosunki. Dziś prezydent Rosji wita Merkel bukietami kwiatów, a ta szykuje na jego powitanie pałacyk Meseberg. Wszystko za sprawą Donalda Trumpa, który niczym Amor wycelował w nich… cła na stal i aluminium.
Magazyn DGP / Dziennik Gazeta Prawna
Brandenburski pałac Meseberg oddalony jest o ok. 50 km od Berlina. To barokowa posiadłość, zlokalizowana na północ od stolicy, po wschodniej stronie prowadzącej do Hamburga trasy nr 24. Dawniej należała do niemieckiej rodziny Lessingów (tej, z której pochodził słynny XVIII-wieczny dramaturg Gotthold Ephraim Lessing). W czasach NRD, jak w większości tego typu przybytków, mieściło się tu przedszkole, a także urząd gminy. Potem przejął go urząd kanclerski. Angela Merkel świetnie się w nim czuje. Po raz pierwszy do rozmów dyplomatycznych barokowy pałacyk wykorzystano bowiem za jej pierwszej kadencji. Pierwsze spotkanie zostało zorganizowane w lutym 2007 r. – kanclerz Merkel (sprawowała wówczas swój urząd od 15 miesięcy) rozmawiała z Jacques’em Chirakiem, prezydentem Francji, o kryzysie europejskiego koncernu Airbus – producenta samolotów. Zaciszne komnaty Mesebergu, okalająca pałac zieleń – piękne ogrody, po których można się przechadzać lub które można podziwiać – służą konsultacjom czy tworzeniu atmosfery do rozstrzygania spraw trudnych i skomplikowanych. W 2016 r. z prawie tajną wizytą zjawił się tam nawet Jarosław Kaczyński. W kwietniu br. Merkel koiła w Mesebergu nerwowe nastroje członków koalicji CDU/CSU – SPD.
Reklama
Do Mesebergu przyjeżdża zwykle z Merkel jej szef kuchni – Ulrich Kerz. Gotuje on przywódcom Niemiec od czasu przeprowadzki rządu z Bonn do Berlina, co miało miejsce jeszcze za czasów Gerharda Schrödera. I oczywiście, jego ciężkostrawnej niemieckiej kuchni, pełnej golonek, rolad itd., Władimir Putin miał już okazję smakować. Jeśli dać wiarę słynnej maksymie „do serca przez żołądek”, może to właśnie był sekret przyjaźni Putina ze Schröderem.
Zdaniem komentatorów, podczas sobotniego spotkania Merkel i Putina w Mesebergu mają zostać poruszone kwestie Syrii i Gazociągu Północnego (a dokładniej ewentualnego tranzytu gazu przez Ukrainę po uruchomieniu Nord Stream 2). Prawdopodobnie także politycy podejmą próbę wypracowania stanowisk w wojnie celnej między Europą a USA. Jest bowiem oczywiste, że to cła nałożone przez Donalda Trumpa na stal i aluminium z Unii Europejskiej i innych części świata, a także nieprzewidywalny sposób uprawiania dyplomacji przez prezydenta USA sprawiły, że kanclerz Niemiec i prezydent Rosji spotykają się tego lata oko w oko już po raz drugi (poprzednie spotkanie miało miejsce w maju w Soczi). „Amerykańskie sankcje popychają Niemców i Rosjan ku ściślejszej współpracy” – pisał kilka dni temu amerykański dziennik „The New York Times”. Czy należy się spodziewać istotnego ocieplenia w relacjach Merkel–Putin?

Reklama

Afronty i odpytki

Jeden z krążących w Niemczech dowcipów opowiada o spotkaniu Angeli Merkel i Władimira Putina na bankiecie. Niemiecka kanclerz mówi do rosyjskiego polityka: „Jest wiele sposobów pomnażania zysków, ale tylko jeden uczciwy”. Putin na to: „Jaki?”. A Merkel wykrzykuje: „O! Wiedziałam, że pan go nie zna”. Według biografów Merkel, doskonale oddaje to jej relację z rosyjskim przywódcą, ale także jej strategię względem silnych liderów. Prof. Arkadiusz Stempin tak pisze o tym w książce „Angela Merkel. Cesarzowa Europy”: „W konfrontacji z osobnikami alfa Angela Merkel unika starcia w otwartym polu. Prawdopodobieństwo porażki sięgałoby wtedy więcej niż statystycznych 50 proc. Woli cierpliwie, nawet długo, wyczekiwać na błąd konkurenta: oto tokowanie głuszca, czy atak judoki. Taka strategia gwarantuje więcej szans na spektakularny upadek rywala, zmniejszając ryzyko własne. Dyskontując błędy konkurentów, wykazuje się Merkel nie tyle nadzwyczajnymi zdolnościami, ile zdrowym rozsądkiem”. Dowcip o niemieckiej kanclerz i rosyjskim prezydencie obrazuje także wysoki poziom nieufności pomiędzy nimi. Potwierdza to historia ich osobistych relacji, będąca ciągiem prowokacji, afrontów i niezręczności.
Zaczęło się od pamiętnej wizyty w Soczi, w 2007 r. Wciąż jeszcze świeża kanclerz Niemiec w styczniu 2007 r. przyjechała rozmawiać z prezydentem Putinem w związku z przejęciem przez Niemcy (po Rosji) przewodnictwa w grupie krajów G8. Było to już jej siódme spotkanie z Putinem. Przed wizytą dość ostro skrytykowała jego rząd za nieprzewidywalność – i odcięcie bez uprzedzenia dostaw ropy naftowej rurociągiem biegnącym przez Białoruś. Za karę, w trakcie konferencji prasowej, została poddana próbie „destabilizacji”. Putin wpuścił bowiem do sali konferencyjnej swoją labradorkę, Koni. Na zdjęciach z konferencji prasowej widać niemal sparaliżowaną Merkel, obwąchiwaną przez dużego psa. Znany był już wówczas fakt, iż boi się ona tych zwierząt, bo w przeszłości została boleśnie pogryziona. Merkel udało się odzyskać w końcu rezon. Nigdy już nie dopuściła do podobnej sytuacji. Podczas tamtej wizyty poruszała niewygodną dla Putina kwestię łamania praw człowieka w Rosji – między innymi pytała o postępy w śledztwie po zabójstwie dziennikarki Anny Politkowskiej. Od tego czasu zresztą „odpytki” z praw człowieka i związane z tym komentarze stanowią znak firmowy Merkel podczas spotkań z rosyjską głową państwa. Choćby w ubiegłym roku, także w Soczi, pytała o doniesienia na temat sytuacji osób homoseksualnych w Czeczenii. Naciskała na Putina, by ten zechciał użyć swoich wpływów, by chronić prawa mniejszości. Już samo to sprawia, że – choć Merkel, podobnie jak poprzednim niemieckim przywódcom – zarzuca się dualizm (to łagodnie) lub zdradę (to bardzo dosadnie) w kontaktach z Rosją, jej relacje z Putinem mają zupełnie innych charakter niż stosunki łączące z Putinem jej poprzednika. Przypomnijmy, że Schröder zwykł nazywać Putina „demokratą bez skazy”.
Putinowi oberwało się podczas wizyty na Międzynarodowych Targach Przemysłowych w Hanowerze w kwietniu 2013 r. Choć trudno uznać sytuację za wyreżyserowaną, Merkel zarobiła punkt – bo Putin został przy niej wyraźnie zbity z tropu. Ukraińskie aktywistki z organizacji Femen pokazały rosyjskiemu przywódcy nagie piersi z napisem: „Fuck dictator” (pieprzyć dyktatora). Putin się obruszył, a Merkel skomentowała to z właściwą sobie powściągliwością: „Mam wątpliwości, czy w Niemczech, kraju, w którym wolno protestować, uciekanie się do tak radykalnej formy protestu jest konieczne”.
Retoryczne wybiegi, metafory i uniki Merkel porzuciła na chwilę w marcu 2014 r., w trakcie kryzysu krymskiego. W rozmowie telefonicznej z amerykańskim prezydentem Barackiem Obamą Merkel miała przyznać, że „Putin stracił kontakt z rzeczywistością”.
Zemsta to danie, które najlepiej smakuje na chłodno. Tego roku Merkel doczekała się kilku mniej lub bardziej jawnych afrontów. Największy spotkał ją chyba w październiku 2014 r., gdy podczas szczytu Azja–Europa (ASEM) czekała na spotkanie z rosyjskim prezydentem… cztery godziny. Putin spieszył (albo wręcz przeciwnie) do Lombardii z Belgradu. Po kolacji szefów 50 państw w Palazzo Reale spotkanie z Merkel odbywał praktycznie w środku nocy.
Podobne przykłady można by mnożyć.

Barometr sił

Stosunki Angeli Merkel z Władimirem Putinem odwzorowują mniej więcej relacje sił obu krajów. Gdy Merkel objęła urząd kanclerski, pozycja Rosji była stosunkowo silna. Schröder został właśnie szefem spółki zarządzającej Gazpromem. Z rosyjskim państwowym gigantem związane były wszystkie największe niemieckie spółki gazowe. Od dostaw rosyjskiego gazu była uzależniona Europa. Gdy z jakichś przyczyn (dyplomatycznych, pogodowych) dochodziło do przerwania dostaw, na rynkach wybuchała panika. Do tego wszystkiego Rosja była źródłem know-how i właścicielem technologii – w zakresie paliw, energii jądrowej itd. Mało kto pamięta, ale – choć zacofana – miała ogromne aspiracje. Edward Lucas w książce „Podstęp” wspomina o powołanej w lipcu 2007 r. Rosyjskiej Korporacji Nanotechnologii (Rosnano). Putin chciał, żeby Rosja stała się liderem branży. Z wielkich planów z czasem nic nie wyszło. Korporacja w 2011 r. została przekształcona w spółkę ze 100 proc. udziałem skarbu państwa, a w 2013 r. sposób zarządzania nią dosłownie zmiażdżył rosyjski odpowiednik naszej Najwyższej Izby Kontroli. Zamiast technologii znaleziono tam korupcję i liczne przykłady niegospodarności.
Stosunek Angeli Merkel do Putina był chłodny. Nie dość, że od 2010 r. miała na głowie rozlewający się na południu Europy kryzys długu, to jeszcze drażniła ją nieprzewidywalność wschodniego partnera.
W 2012 r., zatem już podczas drugiej kadencji Angeli Merkel (Putin był wtedy premierem Federacji Rosyjskiej), tak o jej stosunku do Rosji pisał Edward Lucas: „Utarczki Rosji z krajami tranzytowymi, takimi jak Ukraina, spowodowały przerwy w dostawach gazu do Europy i zachwiały zaufaniem ze strony Niemiec. Wydaje się, że następczyni Schroedera, Angela Merkel, w sprawach Rosji jest instynktownie nastawiona bardziej jastrzębio. Korupcja i niekompetencja w Gazpromie i gdzie indziej wzbudziły obawy, czy Rosja będzie w stanie wywiązać się ze swoich długoletnich zobowiązań…”.
Warto przy tym zwrócić uwagę, że w tym okresie Niemcy bardzo popierali politykę swojej kanclerz wobec Rosji. „Niemcy ponad politycznymi preferencjami popierają politykę kanclerz w kraju, a także wobec UE, USA, Chin czy Rosji Putina”, pisał Arkadiusz Stempin.
Do silnego ochłodzenia, a potem izolacjonizmu Putina, doszło po aneksji Krymu. Jeszcze na kilka miesięcy przed tym wydarzeniem – we wrześniu 2013 r. Merkel stanęła z Rosją po jednej stronie barykady w sprawie Syrii. Jako pacyfistka, przestrzegała przed radykalnymi rozwiązaniami, do których parły Stany Zjednoczone (przy poparciu Włoch, Wielkiej Brytanii i Francji). Tym samym jednak opowiedziała się za stanowiskiem Rosji i Chin. Media donosiły, że w trakcie szczytu G20 wyglądała jak „martwa dusza”. Ocuciła ją z tego stanu dopiero aneksja Krymu przez Rosję 18 marca 2014 r. (to wtedy podpisano akt o przyłączeniu Krymu do Rosji).
Rozpoczął się okres wyraźnego ochłodzenia w relacjach Putin–Merkel, który utrzymywał się aż do czasu, gdy na arenę międzynarodową wszedł Donald Trump. To amerykański prezydent, łaszący się do rosyjskiego oligarchy i próbujący izolować Europę, sprawił, że Merkel przestała uważać Putina za najgorszego partnera do rozmów, jakiego można sobie wymarzyć.
Problem w tym, że dziś już mało kto rozumie politykę zagraniczną Merkel. Kanclerz, która dzierży władzę nieprzerwanie od 2005 r. (do sukcesu Helmuta Kohla, który rządził przez 16 lat, brakuje jej już tylko 3 lat) po raz trzeci stoi na czele trudnej, szerokiej koalicji chadeków i socjaldemokratów, a liczni komentatorzy oskrażają ją o zdradę ideałów, narażanie interesów Niemców na szkody oraz polityczną schizofrenię. W wydanej w 2016 r. książce „Niemcy na kozetkę” były szef Związku Przemysłu Niemieckiego Hans-Olaf Henkel zarzuca jej „syndrom pomagacza”. Merkel za wszelką cenę (za cenę niemieckiego interesu) próbuje ratować południe Europy, migrantów, światowy klimat itd. Chwalona jest już tylko jej nieustępliwość względem Putina w odniesieniu do praw człowieka.
Choć zdawałoby się, że to izolowany od lat Putin, przywódca kraju pogrążonego w kryzysie, powinien łasić się do „cesarzowej Europy”, to ona otwiera przed nim podwoje Mesebergu.
Jedno jest pewne – w sobotę nie powinniśmy być świadkami żadnych afrontów ani prowokacji. Merkel i Putin podejmą próbę wypracowania rozwiązania, co zrobić, by zachować status quo. Być może, w obliczu nowego „wroga”, dostrzegą też wreszcie to, co od dawna ich łączy?

Prowincjuszka z NRD i oficer KGB

Trzeba przyznać, że jest tego trochę. Po pierwsze, wiek i doświadczenie na stanowisku. Merkel jest dziś – na co często zwracają uwagę komentatorzy – dość osamotniona wśród europejskich przywódców. Od wielu z nich odbiega nie tylko metryką, ale przede wszystkim stażem w międzynarodowej dyplomacji. Widać to zwłaszcza w zderzeniu z postaciami takim jak Emmanuel Macron (Francja), Sebastian Kurz (Austria), Giuseppe Conte (Włochy) itd. Jak wspomnieliśmy, kieruje polityką zagraniczną Niemiec już od 13 lat. W tym kontekście Putin jest jedynym równoważnym dla niej partnerem – rządzi Rosją (na różnych stanowiskach) od 1999 r. Oboje są już w pewnym sensie reliktami przeszłości. Nie tylko reprezentują typ anachronicznego, albo co najmniej nienowoczesnego polityka, który dochodził do władzy bez pomocy mediów społecznościowych, ale też pamiętają czasy, gdy Europa nie była zjednoczona. Merkel była wówczas prowincjuszką z NRD, Putin oficerem KGB.
Druga rzecz to Katarzyna II. Mówi się, że portret rosyjskiej carycy to jedyna prywatna rzecz, jaką można znaleźć na kanclerskim biurku Merkel w Berlinie. Od dawna pasjonuje się jej postacią, bo potrafiła dokonywać odważnych decyzji w trudnych czasach. I podobno nieraz już o Katarzynie Wielkiej miała rozmawiać z Władimirem Putinem.
I oczywiście trzeci, najważniejszy, łącznik – to niezmiennie biznes. Po tym, gdy na początku swego urzędowania na stanowisku kanclerza Niemiec Merkel wyraziła ostrą krytykę wobec Moskwy, spotkały ją gorzkie słowa ze strony przedstawicieli niemieckiego przemysłu, a szczególnie Komisji Wschodniej Niemieckiej Gospodarki (istnieje od 1952 r. i wspiera przedsiębiorstwa działające na rosyjskim rynku i na rynkach wschodnioeuropejskich, zrzesza ok. 200 firm). Niemiecki biznes ma ogromny wpływ na uprawianą przez urząd kanclerski politykę międzynarodową. To po gromach, które spadły na Merkel w 2007 r., w przyspieszonym tempie odrobiła lekcję i nauczyła się powściągliwości w kontaktach z Putinem – długich, okalających sedno sprawy wypowiedzi. Nigdy już – z wyjątkiem sytuacji, w której niespodziewanie dała upust swym emocjom w 2014 r. – jej słowa wobec Rosji Putina nie były tak ostre.
Oba kraje łączą kontrakty na turbiny dla elektrociepłowni położonych na terenie Federacji Rosyjskiej (tu główną rolę odgrywa Siemens), liczne kontrakty handlowe (w samym 2016 r. z Niemiec do Rosji wyeksportowano towary warte 21,5 mld euro), a przede wszystkim Nord Stream i Nord Stream 2. I o tym wszystkim będą pamiętać, spacerując po imponująco uporządkowanym ogrodzie posiadłości Meseberg, Merkel i Putin.
Choć Niemcy, przede wszystkim słowami Merkel, stale deklarują, jak bardzo leżą im na sercu spójność i bezpieczeństwo energetyczne Europy, choć w samych Niemczech nawet przez swych przeciwników politycznych Merkel oskarżana jest o nieustanne ratowanie europejskiej idei, nie przeszkodziło jej to przyzwolić na powstanie drugiej już nitki rujnującego spójność Europy gazociągu (Nord Stream 2). Praca wre.