Rola urzędów skarbowych ws. Amber Gold „to będzie kolejny ciekawy wątek" śledztwa prowadzonego przez sejmową komisję - uważa Joanna Kopcińska (PiS). Jak wskazała, komisja po przesłuchaniach przedstawicieli służb, będzie przesłuchiwać świadków z urzędów skarbowych i "tu się będzie działo".
Reklama

W środę w TVP Info troje przedstawicieli komisji śledczej komentowało wtorkowe przesłuchanie Marcina P. przed komisją. P. zeznał m.in., że patrząc z perspektywy czasu, mógł stwierdzić, że nad Amber Gold był parasol ochronny, "ale ja o jego istnieniu w ogóle nie wiedziałem". Zaznaczył, że z perspektywy czasu widzi, że ze strony m.in. pomorskiego urzędu skarbowego było dla niego "wiele szczęśliwych zbiegów okoliczności", a on w takie nie wierzy.

Kopcińska zwróciła uwagę, że instytucje i organy państwa polskiego, które powinny zadziałać, nie zadziałały, a były bezpośrednio nadzorowane przez „polityków danej opcji”. „I to jest odpowiedzialność polityczna” – zaznaczyła.

W jej ocenie prokuratura gdańska nie zadziałała prawidłowo w tej sprawie, a sprawa ruszyła dopiero, kiedy została z niej wyłączona. „Jeżeli był pewien układ, to dlatego też nic się nie działo” – zaznaczyła posłanka. Zdaniem Kopcińskiej rola urzędów skarbowych "to będzie kolejny ciekawy wątek, bo my po przesłuchaniach w tej chwili służb, będziemy przesłuchiwać urzędy skarbowe i tu się będzie działo”.

Reklama

Jak zauważył w tym kontekście Tomasz Rzymkowski (Kukiz'15): „Przez trzy lata nieskładania deklaracji podatkowych, niepłacenia podatków dochodowych, niepłacenia podatków od czynności cywilno-prawnych, żadnych sprawozdań i (…) totalna bezkarność. Jestem przekonany, że Marcin P. do końca nie powiedział nam prawdy, że taki sygnał do niego dotarł ty się stary nie przejmuj skarbówką”.

Z kolei Witold Zembaczyński (Nowoczesna) ocenił, że „nie widać, żeby politycy ciągnęli za sznurki, ale to, co widać, że Marcin P. sam budował od spodu ten parasol, uwiarygadniając się np. poprzez sponsorowanie kościoła czy poprzez kontakty z samorządowcami". "Tylko żebyśmy nie popadli w taką paranoję, że my będziemy w tej chwili twierdzić, że ten parasol ochronny był na Marcina P. nakładany po to, żeby go chronić, bo on go sam też budował od spodu” – mówił.

Podkreślił, że finalnym wnioskiem komisji powinno być wskazanie, kto był mocodawcą P., ale w tym zakresie również kto czerpał bezpośrednie korzyści z tego przedsięwzięcia.

Członkowie komisji byli też pytani, ile czasu - po ponad pięciu latach aresztu - Marcin P. spędzi jeszcze w więzieniu.

Zembaczyński podkreślił, że Marcin P. na pewno „umie dobrze liczyć” i zdaje sobie sprawę z tego, że dotychczasowy areszt zostanie mu zaliczony w poczet kary. Dodał, że areszt dla P. nie będzie mógł trwać dłużej niż siedem lat. „Ten tymczasowy areszt nie będzie mógł trwać dłużej niż siedem lat, bo (P.) pójdzie do "europejskich trybunałów" z tą sprawą, więc prawdopodobnie już na wolności będzie czekał na wyrok, który niestety z tym zarzutem nie jest zbyt wysoki” – zaznaczył.

Jak powiedział poseł N, Marcin P. podczas wtorkowego przesłuchania przed komisją na pytanie, co będzie robił, kiedy wyjdzie na wolność, odpowiedział, że „prawdopodobnie za 10 lat, jak już wyjdzie na wolność, zdecyduje, co robić”. Wskazał przy tym na tzw. piramidę finansową Bernarda Madoffa skazanego na 150 lat więzienia, która w USA pochłonęła 50 mld dolarów. „Madoff dostał dożywocie, czy nawet kilkukrotne dożywocie, to niewspółmierne jest do 15 lat dzisiaj (dla Marcina P.). Skala oszustwa w Amber Gold jest mniejsza, ale mechanizm jest bardzo podobny, to jest piramida” – ocenił poseł N.

Według niego linia obrony P. w procesie karnym wydaje się być skuteczna, ponieważ materiał dowodowy został źle zabezpieczony. „Wiele danych z dysków, wiele informacji z samej spółki dzisiaj niestety nie jest w zasobie prokuratury, (co) może działać na korzyść oskarżonego. (Marcin P.) wykorzystuje cały czas, wymienia te systemy korporacyjne do zarządzania księgowością czy obiegiem dokumentów, które de facto przerosły w swojej istocie śledczych, którzy wtedy zabezpieczali te materiały. I dzisiaj Marcin P. z tego skrupulatnie korzysta” – powiedział Zembaczyński.

Joanna Kopcińska zaznaczyła, że chciałaby, żeby wyrok był przede wszystkim sprawiedliwy. „Zaniechań, zaniedbań - o tym mówimy prawie przy każdym spotkaniu - było wiele. To, co my teraz robimy, to staramy się odzyskać np. materiał, do którego nie dotarliśmy wcześniej” – zaznaczyła. Dopytywana o wysokość kary dla P., uznała, że będzie to między 8 a 15 lat. „Naprawdę zostawiłabym to zdecydowanie sądom” – dodała.

Rzymkowski wskazał natomiast, że w odniesieniu do wysokości kary dla P. „celowałby” w przedział między 10 a 15 lat. „Zważmy jeszcze na to, że Marcin P. jest recydywistą (...) Kodeks karny przewiduje górną granicę 15 lat, więc bliżej 15 lat bym celował, ale oczywiście to jest indywidualna decyzja sądu” – zaznaczył.