Już się lis z gąską wita, a i gąska chce na tym ewidentnie jakiś interes ubić. W ostatnich dniach pojawiło się kilka informacji, które spójnie układają się w jeden obraz: kraje zachodnie myślą o uszczupleniu budżetu europejskiego przeznaczonego dla Polski i innych krajów naszego regionu, by jednocześnie więcej pieniędzy przeznaczyć na integrację strefy euro. Co ciekawe, na naszym gruncie są gąski na poczynania lisa reagujące z pewnym zadowoleniem.
Oto Rafał Ziemkiewicz pisze: „I to właśnie powód, by się z Unią zacząć żegnać! Swoje ucapiliśmy, teraz mogą nam dać już tylko gender, imigrantów i łupiestwo korporacji”. Innymi słowy, rosnący w siłę narodowcy chętnie przywitają ścięcie budżetu naszemu krajowi i wykorzystają to do popularyzacji swojego flagowego hasła: wyjścia Polski z Unii. Patrząc na doświadczenia brytyjskie, taki postulat może kiedyś zyskać poklask.
Tymczasem obcięcie budżetu europejskiego może mieć dla nas mocno negatywne konsekwencje. Po pierwsze, i mniej ważne, budżet ten pozwala na finansowanie rozwoju infrastruktury, której dramatyczny niedorozwój powinien być ogromnym wyrzutem sumienia polityków po 1989 r. Po drugie, istotniejsze, budżet europejski stał się w jakiejś mierze instrumentem politycznym wyrażającym zaangażowanie Europy Zachodniej w modernizację i odbudowę Europy Środkowej. Jego obcięcie mogłoby różnymi kanałami przywrócić poczucie głębokiego podziału między wschodem i zachodem UE. Dla narodowców może być to sprawa przywracająca im silne miejsce w polskiej polityce, ale dla kraju jako całości to może być trend bardzo smutny.