Klęską dzisiejszego życia publicznego jest nienawiść, która dzieli obywateli Państwa na nieprzejednane obozy, postępuje z przeciwnikami politycznymi jak z ludźmi złej woli, poniewiera ich bez względu na godność człowieczą i narodową, zniesławia i ubija moralnie.
Zamiast prawdy panoszy się kłamstwo, demagogja, oszczerstwo, nieszczery i niski sposób prowadzenia dyskusji i polemiki. Żądza władzy i prywata prowadzą bezwzględną walkę o rządy i stanowiska, a pozorują ją troską o Państwo, które zwykle odłamy polityczne utożsamiają z sobą. Chorobliwe podniecenie i namiętność polityczna zasłaniają spokojny sąd o ludziach i sprawach, mieszają politykę do wszystkiego, wszystko osądzają ze stanowiska partyjnego, wyolbrzymiają znaczenie wypadków publicznych, wnoszą niepokój w całe życie” – pisał kard. August Hlond w liście pasterskim z kwietnia 1932 roku.
Trudno coś do tego dodać. Wkrótce minie 100 lat od tych ciężkich słów, a niewiele się zmieniło. W sytuacji, gdy kraj znalazł się nad gospodarczą przepaścią, o państwie, za które popłynęło morze krwi, myśli się raczej w drugiej kolejności. Na pierwszym miejscu są własne interesy. Instynkt państwowy jest w zasadzie w zaniku.