Dlaczego? W tej sprawie łatwo zrozumieć powody. Tak się składa, że strażnikami i komendantami obozów, owszem, często byli członkowie NSDAP, za to Niemcami byli (prawie) zawsze. Konkretne państwo tworzyło obozy – Niemcy. Także na terenach okupowanych przez Niemcy. I tak dalej. Podzielam to rozumowanie. Ale nie jest bezzasadne używanie sformułowania „nazistowskie” bez podkreślania niemieckości. W końcu Niemcy zbudowali obozy wtedy, kiedy w Niemczech panowała dyktatura III Rzeszy – i do obozów trafiali też Niemcy. Chęć podkreślenia, którzy z Niemców wymyślili obozy, a którzy byli więźniami, także może być motywacją stosowania złożonej nomenklatury.
Podręcznik do historii zamiast stanowić ilustrację poglądów obecnego ministra edukacji, powinien objaśniać złożoną rzeczywistość, nie zaś negować jej złożoność. Podobnie jest zresztą z pojęciami „sowiecki” i „radziecki”. Poprawne językowo jest to drugie, lecz niesie ze sobą bagaż peerelowskiego ugrzecznienia terminu „Sowiety”, używanego powszechnie w przedwojennej Polsce oraz po wojnie przez niepodległościowe podziemie. W paryskiej Kulturze, dalekiej od sympatii dla wyklętych, też pisano „Związek Sowiecki”, a nie „Radziecki”.