Według szacunków litewskiego MSZ w poniedziałek na granicy z Niemcami czekało 400 litewskich aut. Jak pisaliśmy wczoraj, po zablokowaniu przez oczekujących Bałtów jednego pasa na przejściu w Świecku polskie władze zdecydowały się zorganizować konwoje dla busów i vanów. W sumie udało się zorganizować sześć takich konwojów, w których przejechało 400 osób, w tym 260 obywateli Litwy. Nie rozwiązało to jednak problemu poruszających się samochodami osobowymi, których wpuszczać nie chciano.

Polskie władze tłumaczyły, że dystans do litewskiej granicy jest za duży, by możliwe było bezpieczne kontrolowanie ich tranzytu. Dlatego auta osobowe kierowano do niemieckich portów, by kontynuowały podróż do domu drogą morską. Wczoraj z Sassnitz do Kłajpedy wypłynął prom z 99 samochodami i 137 pasażerami na pokładzie. Kłopot w tym, że nie wszyscy mogli się wycofać z piętrzącej się przed granicą kolejki.

Estończyk Aare Saal po dniu spędzonym w samochodzie przed przejściem we Frankfurcie nad Odrą zdecydował się zawrócić 400 km do portu w Travemünde niedaleko Lubeki. W rozmowie z publicznym nadawcą Eesti Rahvusringhääling mówił, że udało mu się wycofać dopiero po sforsowaniu kilku płotów, ale wiele aut utknęło w liczącym prawie 40 km korku. Jak dodawał, reszta podróży także nie była pewna, bo dostał bilet na prom do Szwecji. – Jest niewielka nadzieja na dostanie się stamtąd prosto do Estonii – podkreślał. Po drodze prawdopodobnie czekała go jeszcze podróż do Finlandii.

Jeszcze w niedzielę prezydent Gitanas Nausėda sygnalizował problem w rozmowie z Andrzejem Dudą. Jak czytamy na stronie internetowej kancelarii Nausėdy, „poprosił polskie władze, by zagwarantowały poprawne funkcjonowanie korytarza tranzytowego i zapewniły niezbędne informacje obywatelom litewskim oraz kierowcom tirów obsługujących państwa bałtyckie”. Wcześniej Wilno umówiło się z Łotwą i Estonią, że ich obywatele będą mogli pokonywać tranzytem litewskie terytorium aż do 19 marca. Trzy państwa miały wspólnie przekonywać Polskę do zmiany postępowania.

Problem na granicy polsko-niemieckiej narastał i wywołał falę oburzenia. „Zostaliśmy obrażeni przez polskie władze. To nie są kryminaliści, oni chcą po prostu wrócić do domu. Mało katolickie działanie jak na głęboko religijny rząd” – pisała w poniedziałek posłanka Aušrinė Armonaitė. Nazajutrz szef MSZ Linas Linkevičius przyleciał wojskowym śmigłowcem do Warszawy na spotkanie z szefem polskiej dyplomacji. W oficjalnym komunikacie polskie MSZ poinformowało o uruchomieniu specjalnego połączenia kolejowego z Frankfurtu nad Odrą do Kowna oraz zapewnieniu specjalnych połączeń promowych.

Jak podała agencja Delfi, jednym z efektów wizyty Linkevičiusa była propozycja, by samoloty LOT przyjmowały na pokład również obywateli Litwy, którzy po dotarciu do Warszawy mają się przesiadać do litewskich samolotów czarterowych. – Różne rozwiązania są wdrażane. Stopniowo ta kwestia jest rozwiązywana, ale oczywiście rozumiemy nerwowość i niepewność towarzyszącą temu procesowi – mówi nasze źródło dyplomatyczne.

Reuters odnotował, że z powodu zamkniętej dla Bałtów granicy pod ostrzałem krytyki w czasie wtorkowej wideokonferencji przywódców 27 krajów członkowskich znalazł się premier Mateusz Morawiecki. Komisja Europejska w swoich wytycznych zaleciła krajom członkowskim, które zamknęły granice w związku z epidemią, by umożliwiły tranzyt obywatelom innych państw. Przywódcy zdecydowali zarazem zamknąć na 30 dni zewnętrzne granice strefy Schengen dla obywateli państw trzecich.

Rozporządzenie MSWiA co do zasady umożliwia wjazd jedynie tym cudzoziemcom, których status w Polsce jest uregulowany, ale zostawia furtkę, pozwalającą komendantowi Straży Granicznej „w szczególnie uzasadnionych przypadkach” wydać taką zgodę innemu obcokrajowcowi. By rozwiązać problem korków, udostępniono dla ruchu osobowego również cztery przejścia piesze na granicy z Niemcami: Gubin – Guben, Kostrzyn nad Odrą – Kietz, Słubice – Frankfurt nad Odrą i Zgorzelec – Görlitz. Otwarto także przejście Ogrodniki – Łoździeje na granicy z Litwą.

Problem na granicy polsko-niemieckiej wywołał falę oburzenia