"Jako radni opozycji jesteśmy najbardziej dotknięci hejtem w Inowrocławiu, bo gdy tylko były nasze inicjatywy, które nie podobały się prezydentowi Ryszardowi Brejzie bądź posłowi Krzysztofowi Brejzie, to na portalach internetowych były nagle setki nieprzychylnych komentarzy" - powiedział Wroński na poniedziałkowej konferencji prasowej.

Dodał, że "dochodziło do takiego ewenementu, że na lokalnych portalach w Inowrocławiu było więcej komentarzy niż na Onecie czy WP". "Oddawaliśmy te sprawy do prokuratury, ale bardzo często nie można było ustalić adresów IP. Czasami udawało nam się zidentyfikować sprawców. Jedna z moich koleżanek związanych z opozycją zaalarmowała śledczych o takiej sprawie i okazało się, że pochodziły one z domu w Janikowie, w którym mieszkało pięć osób o nazwisku sławnej pani naczelnik wydziału promocji - rzecznik Urzędu Miasta w Inowrocławiu" - mówił Wroński.

Zaznaczył, że memy w internecie dotykały radnych opozycji, a także ich rodzin. Dodał, że według informacji jakie posiada, sprawa organizowania hejtu w Urzędzie Miasta w Inowrocławiu została dołączona do postępowania dotyczącego tzw. afery fakturowej w tym urzędzie.

"To wykorzystywanie urzędników państwowych niezgodnie z ich przeznaczeniem. (...) Na pewno urzędnikom nie można płacić za hejt i zwalczanie opozycji" - powiedział Wroński.

Prezydent Brejza podkreślił na konferencji prasowej, że w Inowrocławiu nie odbywały się spotkania z udziałem jego syna - posła PO-KO Krzysztofa Brejzy, które miałyby dotyczyć hejtu w internecie skierowanego w stronę przeciwników politycznych. Dodał, że jego syn bywał w urzędzie, jako parlamentarzysta, ale przychodził ze sprawami interwencyjnymi, z którymi zwracali się do niego mieszkańcy miasta, bądź uczestniczył w rozmowach dotyczących ważnych dla miasta inwestycji np. obwodnicy.

"Moje drzwi, jako prezydenta miasta, zawsze były i są otwarte dla parlamentarzystów - wszystkich parlamentarzystów, a także dziennikarzy" - powiedział Ryszard Brejza.

Dodał, że dziwi go fakt, iż osoba, "której postawiono zarzuty kradzieży pieniędzy z budżetu Miasta Inowrocławia, po dwóch latach śledztwa - zamiast znaleźć się przed sądem - odnajduje się w TVP w charakterze medialnego autorytetu".

Zaprzeczył, jakoby w jakikolwiek sposób inspirował bądź wiedział o hejcie, którego mieli dopuszczać się pracownicy Urzędu Miasta wobec opozycyjnych radnych i kilka razy powtórzył, że nie zna zeznań świadków ws. tzw. afery fakturowej, na które powołują się dziennikarze TVP.

"Oczywistym jest fakt, iż każdy oskarżony o popełnienie przestępstwa może sięgać po dowolne metody w celu obrony siebie samego. Jednak środki masowego przekazu, a w szczególności media publiczne, powinny w krytyczny i odpowiedzialny sposób dobierać źródła informacji, a nie tylko przyjmować optykę i retorykę taniej sensacji" - oświadczył Brejza. Przyznał także, że to on i jego rodzina od lat są obiektem "internetowych, anonimowych ataków, ordynarnych kłamstw i hejtu".

Po konferencji prezydenta na briefingu prasowym przed ratuszem odniósł się do niej kandydat Prawa i Sprawiedliwości do Sejmu z okręgu bydgosko-inowrocławskiego Ireneusz Stachowiak, były wiceprezydent Inowrocławia, a w 2018 r. kontrkandydat Brejzy w wyborach na urząd włodarza miasta.

"Wieża inowrocławskiego ratusza może być dziś symbolem hejtu pana Krzysztofa Brejzy. Mam przy sobie jego interpelację z roku 2009, w której pisze o tym, że sieci TOR używają pedofile, przestępcy i należy jej zakazać. W roku 2014 instruuje swoich najbliższych współpracowników, jak się zabezpieczyć - tak samo jak przestępcy. Niech pan złoży dymisję, niech pan odejdzie z polityki, bo nie jest pan godzien" - podkreślił Stachowiak.

Zaapelował o wycofanie się posła Brejzy z wyborów do Senatu, jak również rezygnację z zajmowanego urzędu przez jego ojca Ryszarda Brejzę.

PAP poprosiła w poniedziałek rzecznik prasową Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażynę Wawryniuk, o potwierdzenie lub dementi przekazanych przez polityków informacji dotyczących poszerzenia o nowe wątki śledztwa dotyczącego tzw. afery fakturowej. Rzecznik poinformowała, że nie będzie komentować tych doniesień. "Na obecnym etapie postępowania nie zamierzamy przekazywać żadnych więcej informacji, poza tymi, które już zostały przekazane w tej sprawie" - powiedziała PAP Wawryniuk.

W ostatnią środę, kiedy CBA prowadziła na terenie Inowrocławia i okolic kolejne przeszukania w śledztwie dotyczącym "afery fakturowej", Wawryniuk informowała, że pozyskane w czasie przeszukań dowody zostaną poddane analizie. W poniedziałek wyjaśniła, że analizy mogą potrwać nawet kilka miesięcy.

Postępowanie dotyczące wyłudzenia pieniędzy przez pracowników Wydziału Kultury, Promocji i Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Inowrocławia, miało swój początek w październiku 2017 r. CBA przeprowadziło wówczas w inowrocławskim magistracie kontrolę, a po jej wstępnych ustaleniach oraz w efekcie zawiadomienia złożonego przez prezydenta Inowrocławia Ryszarda Brejzę, wszczęto śledztwo.

W toku postępowania zarzuty przekroczenia uprawnień, poświadczenia nieprawdy w dokumentach oraz oszustwa przedstawiono w sumie 16 osobom - pracownikom Wydziału Kultury, Promocji i Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Inowrocławia oraz przedsiębiorcom współpracującym z magistratem. Zarzuty usłyszała między innymi była naczelnik Wydziału Kultury, Promocji i Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Inowrocławia, która pełniła również funkcję rzecznika prasowego prezydenta Inowrocławia.

Powróciła wysoka niepewność dotycząca cen ropy naftowej