Według szacunków OECD, aż 50 tys. Polaków studiuje za granicą. To zjawisko, wobec którego nie należy przechodzić obojętnie, nawet jeśli wielkość ta znacznie ustępuje liczbie około 1,3 mln studentów w naszym kraju. Moderator debaty, dziennikarz DGP Bartłomiej Godusławski pytał zaproszonych gości, jak wykorzystać tę grupę z korzyścią dla polskiej gospodarki.

Wiedza procentuje

Damian Zapłata, członek zarządu Allegro, przyznał, że sam jest żywym przykładem na to, że absolwenci zagranicznych uczelni mogą wrócić do Polski, również w celach zawodowych. – To była bardzo dobra decyzja i jestem z niej naprawdę zadowolony – powiedział. Stwierdził, że w otwartym i zglobalizowanym świecie studia poza swoim krajem ojczystym mogą okazać się niezwykle przydatne – nie jest więc tak, że sam wyjazd na studia za granicę to coś, czemu państwo powinno przeciwdziałać. – Mimo, że działamy w Polsce, bardzo cenimy sobie osoby obyte w biznesie międzynarodowym – kontynuował. Jego zdaniem najlepszym sposobem na przyciąganie osób spoza Polski jest nie tylko zapewnienie im dobrych zarobków, lecz także możliwości samorozwoju i wysokiej kultury pracy. Zaznaczył jednak, że nie należy przy tym deprecjonować dorobku absolwentów rodzimych uczelni, zwłaszcza w zakresie kompetencji technicznych. – Zatrudniamy setki osób w obszarze technologii. Nie prowadzimy specjalnych działań, których celem jest ściągnięcie Polaków z zagranicy, bo mamy doskonałe kadry w kraju – zaznaczał Zapłata.

Oliwia Kwiatkowska, partner zarządzająca TDJ Foundation, przypomniała, że inwestycje w edukację to jeden z kluczowych aspektów działania jej firmy. TDJ Foundation jest zaangażowane w liczne programy stypendialne i wyjazdowe skierowane do polskiej młodzieży. – Chcemy pokazywać, że edukacja za granicą jest możliwa również dla osób o mniej zasobnych portfelach, a powrót do kraju może okazać się bardzo atrakcyjny – stwierdziła panelistka. – Każdy nasz projekt promujący edukację na najwyższym poziomie ma pokazywać, jakie możliwości mają te osoby, jeśli będą później pracować w polskich przedsiębiorstwach – zadeklarowała. Jej firmie skutecznie udaje się przyciągnąć osoby z międzynarodowym dorobkiem. – 90 proc. zespołu inwestycyjnego TDJ Equity ma zagraniczne wykształcenie bądź doświadczenie. A dziś pracuje razem z nami i buduje polski kapitał – zaznaczyła. Taka sytuacja to wynik m.in. bliskiej współpracy firmy z polskimi organizacjami studenckimi działającymi za granicą. Z przeprowadzonych przez TDJ Foundation badań wynika, że większość studentów po pięciu latach pobytu poza krajem planuje wrócić do Polski. Okazuje się bowiem, że po przyjeździe zarabia średnio o 77 proc. więcej niż ich rówieśnicy uczący się na miejscu na podobnym kierunku. Łatwiej im również o awans zawodowy.

Co jest powodem takiej sytuacji? – Wydaje się, że chodzi o sposób myślenia i praktykę stosowaną na dużych zagranicznych uczelniach, czyli pracę na case studies i większe nastawienie na praktykę niż teorię. Nie chodzi o sam dyplom, którym się dysponuje, lecz o wyniesione kompetencje, które przekazują dobre zagraniczne uczelnie – stwierdziła Oliwia Kwiatkowska.

Też przyciągamy

Wybór zagranicznych uczelni przez studentów to także ważna kwestia z perspektywy funkcjonowania całego polskiego środowiska akademickiego. Wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego Piotr Dardziński mówił o konieczności wzrostu konkurencyjności tutejszych ośrodków także poprzez większe umiędzynarodowienie. Przypomniał, że choć wielu naszych rodaków wciąż studiuje poza Polską, to jednak zauważalny jest wzrost liczby zagranicznych studentów na krajowych uczelniach – mamy tu 48 tys. studentów z Ukrainy i 3 tys. z Europy Zachodniej. Polski system coraz bardziej zachęca również najzdolniejszych z nich do pozostania w kraju, np. poprzez wprowadzenie doktoratów wdrożeniowych, dzięki którym możliwe jest uzyskanie tego stopnia na podstawie badawczej aktywności zawodowej. Polska jest atrakcyjna edukacyjnie dla obcokrajowców również z innych powodów. – Należy zauważyć, że polskie uczelnie medyczne mają amerykańskie certyfikaty. Półtora tysiąca Tajwańczyków przyjeżdża do Polski i płaci ok. 600 mln zł w sumie za cykl studiowania medycyny, której uprawnienia są uznawane potem w Stanach Zjednoczonych – mówił wiceminister Piotr Dardziński.

Zaznaczył jednocześnie, że celem rządu nie jest powstrzymanie młodych ludzi przed zagranicznymi studiami czy zatrzymanie ich za wszelką cenę na naszym rynku pracy. – Zamknięte systemy są dysfunkcjonalne – argumentował. Zadaniem MNiSW jest stworzenie silnej marki polskich uczelni, aby mogły przyciągnąć studentów z regionu i zachęcić rodzimą młodzież do edukacji w Polsce przynajmniej na głównych stopniach studiowania. Wiceminister wskazał, że chodzi przede wszystkim o to, by zdobyte na świecie doświadczenie mogło przynosić profity także naszemu państwu. – Powołaliśmy Narodową Agencję Wymiany Akademickiej – działającą zarówno dla wyjeżdżających, jak i dla tych, którzy przybywają do Polski. Chodzi nie tylko o studentów, ale też naukowców i osoby uczące się języka polskiego – tłumaczył. – W ramach pilotażu programu „Polskie powroty” udało nam się zachęcić pracowników z zagranicznym stażem do powrotu do kraju – kontynuował wiceminister. Wybrano 22 spośród 108 kandydatów – to topowi naukowcy z topowych jednostek zagranicznych – zaznaczał. Laureaci przez cztery lata otrzymają wsparcie w łącznej wysokości 2 mln zł i będą mogli zatrudnić dwóch naukowców do zespołu badawczego oraz doposażyć swoje laboratorium.

Brakuje nam badań

Profesor Alojzy Nowak, dziekan Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, wyraził opinię, że na poziomie licencjackim nie odbiegamy od najlepszych uniwersytetów. – Sytuacja komplikuje się od stopnia magisterskiego – stwierdził. Na tym szczeblu konieczne jest bowiem prowadzenie badań naukowych. – Studia doktoranckie to już jednak dwa różne światy. Na korzyść najlepszych, głównie zachodnich placówek akademickich – mówił prorektor ds. badań naukowych i współpracy UW. Jego zdaniem państwo powinno zachęcać studentów do podejmowania studiów trzeciego stopnia poza granicami Polski. Jak zaznaczył prelegent, nasza nauka w ostatnich kilkunastu latach dzięki współpracy międzynarodowej odnotowała znaczny postęp. – Z Polski wyjechało za granicę, na semestr bądź dłużej, ok. 500 tys. osób. Oni zobaczyli, jak można studiować, i wywarli wpływ na polskie uniwersytety – mówił prof. Nowak. Czynnikiem podwyższającym standard krajowej edukacji powinien być także dobrze skonstruowany system akredytacyjny, uwiarygodniający renomę każdej ze szkół.

Wiceminister Dardziński zapewnił, że takie zmiany są już wdrażane: – Od października 2018 r. polskie uczelnie zaczynają się zmieniać w związku z Konstytucją dla nauki. Tego jeszcze nie widać, ale będzie to dostrzegalne już po roku obowiązywania ustawy, gdy ośrodki akademickie zmienią swoje statuty. Na uczelniach powstaną np. zbliżone do modelu anglosaskiego interdyscyplinarne szkoły doktorskie – przypomniał przedstawiciel rządu.

Profesor Alojzy Nowak wyraził wątpliwości wobec postulatu bezrefleksyjnego podporządkowania szkolnictwa wyższego oczekiwaniom pracodawców. – Na dobrych uczelniach kształci się osoby kształtujące rynek w przyszłości. W związku z tym potrzeba do tego umiejętności przewidywania i fantazji. Nie wystarczy dopasowywanie szkół zawodowych do obecnych wymagań rynkowych – stwierdził. – Dlatego w systemach anglosaskich nie sprawdza się u młodzieży wiedzy, lecz możliwości jej szybkiej absorpcji – dodał.

Aby powrót absolwentów najlepszych światowych uczelni do kraju był możliwy, należy przygotować do tego także samych pracodawców. Niezbędna jest zmiana mentalnościowa. – My często boimy się dobrze wykształconych ludzi. Oni są ogromnymi konkurentami. Dlatego trzeba stworzyć system, w którym będą mieli zagwarantowaną pracę – zauważył profesor.

Na trudności, jakie spotykają ludzi wracających do Polski, zwrócił również uwagę dr Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen. Jak wskazał, nasz system wciąż nie jest przystosowany do wchłaniania talentów – polskie firmy potrzebują ludzi na konkretne stanowiska ze ściśle sprecyzowanymi umiejętnościami. W związku z tym osoby najbardziej uzdolnione, nawet jeśli zostaną przyjęte, nie mają okazji wdrażać swoich śmiałych wizji. – Nasze 25 lat rozwoju dokonało się w oparciu o cudze technologie. My to pięknie wykorzystaliśmy, bo łatwiej jest rozwijać kraj na licencjach i bez ryzyka. Efektem jest jednak brak dużego zaplecza technologicznego, ono dopiero się tworzy – mówił. Choć wdrażane zmiany, np. w zakresie kultury korporacyjnej, są coraz bardziej widoczne, na wielkie efekty, w ocenie ekonomisty potrzeba jeszcze dużo czasu. Jego zdaniem uczelnie powinny skutecznie uczyć myślenia projektowego w oparciu o praktyczne studia poszczególnych przypadków, zaś przedsiębiorcy wykazywać się dalekowzrocznością poprzez przekazywanie młodym, ambitnym ludziom śmiałych zadań, za które braliby odpowiedzialność. – Człowiek, jak przychodzi do pracy, to jest naładowany energią i chciałby zmienić świat. A co dostaje do roboty? Prezentację w Power Poincie” – spuentował swą wypowiedź Adam Czyżewski.

W konkluzji, paneliści zgodzili się, że nawet najlepsze rozwiązania systemowe nie będą w stanie poprawić sytuacji, jeśli nie trafią na podatny grunt wysokiej kultury biznesowej i jakości relacji komunikacyjnych. – Kluczowym elementem zawsze są ludzie: wszystko zależy od tego, czy rektor, dziekan, prezes czy dyrektor będzie gotów zatrudnić człowieka mądrzejszego od siebie – mówił wiceminister Piotr Dardziński. – Konieczna jest dobra współpraca. Rzadko kiedy jedna osoba samodzielnie jest w stanie przeprowadzić cały skomplikowany projekt – dodała Oliwia Kwiatkowska.

Partner