Rządzący mówią, że infrastruktura wsparcia i odpowiednie regulacje już są, teraz czas przejść do fazy wdrożeniowej. Zgadzają się z tym państwo? Czy możemy uznać, że problem zniknie za kilka lat i wystarczy tylko podążać za instrukcjami

Adam Ambrozik: Walka za smogiem i zanieczyszczeniem powietrza powinna być procesem stałym, bowiem ma ono bezpośredni wpływ na nasze zdrowie i życie. Rządowi nie można odmówić – rzeczywiście wykazał zainteresowanie problemem i przygotował kilka narzędzi do walki z niską emisją. Program termomodernizacji domów jednorodzinnych to zdecydowanie krok w dobrym kierunku. Wciąż jest jednak dużo do zrobienia, zarówno w kwestii świadomości społecznej, jak i regulacji prawnych. Przykładem mogą być nieskuteczne w wielu obszarach przepisy techniczno-budowlane. Owszem, wymogi dla poszczególnych materiałów budowlanych rosną, ale dalej nikt nie liczy, jaki będzie całościowy efekt zastosowania takiej, a nie innej technologii. Nie ma skutecznych rozwiązań prawnych promujących poprawę efektywności energetycznej całego budynku. Dzisiaj parametry w budownictwie mówią sztywno: taka ma być grubość ścian, parametry okien czy drzwi. Nie zawsze jest to jednak najefektywniejsze rozwiązanie, bo często koszt okazuje się niewspółmierny do efektu. Weźmy za przykład nasłonecznienie: nasze regulacje mówią, że relacja powierzchni okien do powierzchni podłogi powinna być nie mniejsza niż 1 do 8. Niewiele mówi to o realnym nasłonecznieniu. Nowoczesne regulacje powinny określać standardy jakościowe, by projektując nowe budynki, zapewnić określony poziom nasłonecznienia. Wydaje mi się, że jest teraz dobry moment, by regulacje poszły tą drogą i premiowały osiągniecie optymalnego efektu końcowego.

Piotr Siergiej: Rzeczywiście, stworzono pewną „architekturę regulacyjną”: mamy uchwały antysmogowe, przepisy dotyczące kopciuchów, normy jakości węgla. To wszystko są dobre wiadomości. Szkopuł w tym, że każda z tych regulacji wymaga solidnej naprawy. I nie są to drobne sprawy. Widzimy bowiem, że często zawodzi egzekucja przepisów. W jawny sposób np. na Dolnym Śląsku państwowe spółki sprzedają węgiel brunatny odbiorcom indywidualnym, pomimo że w regionie tym, podobnie jak w siedmiu innych, obowiązują uchwały zakazujące spalania takiego paliwa w przydomowych piecach. Inny przykład: od 1 lipca nie można już sprzedawać kotłów niespełniających wymogów jakościowych, ale wystarczy pójść do sieciowych marketów, by przekonać się, że takie urządzenia można kupić.

Jan Kuźmiński: Jeżeli chodzi o transport publiczny, to kontrola emisji jest łatwiejsza niż w przypadku indywidualnych odbiorców. Co pół roku każdy pojazd musi przechodzić badania techniczne, podczas których mierzona jest jakość spalin. Jeżeli normy są przekroczone, pojazd nie może zostać dopuszczony do ruchu. Pamiętajmy też, że obowiązuje już ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych, która nakłada na nas obowiązek sukcesywnej wymiany taboru na zeroemisyjny lub niskoemisyjny. Od niedawna dofinansowywany jest wyłącznie zakup ekologicznego taboru. Jestem pewien, że przyniesie to znaczącą poprawę powietrza w naszych miastach.

Jacek Ławrecki: Potrzebne jest kompleksowe spojrzenie na walkę ze smogiem i koordynacja różnych programów lokalnych i rządowych strategii oraz źródeł finansowania. Z jednej strony to dobrze, że istnieją rożne programy pomocowe. Ale każde wsparcie musi być udzielane z głową, żeby uniknąć krótkowzrocznych inwestycji. Weźmy za przykład doświadczenia Wrocławia, gdzie działał program dotacyjny Kawka. Nikt nie miał wątpliwości, że był potrzebny. Po drodze okazało się jednak, że nie udało się uniknąć nadmiernej biurokracji. Nie dało się formalności załatwić hurtowo dla całej wspólnoty. Ale największy problem tkwił właśnie w braku spojrzenia całościowego. Dochodziło do sytuacji, gdy najbardziej świadomi i proaktywni mieszkańcy, którzy jako pierwsi wymienili piec i dostali dofinansowanie, później na takiej inwestycji tracili, bo wspólnota postanowiła podłączyć się do sieci ciepłowniczej, a w takim układzie nowy piec stawał się bezużyteczny.

Drugą przeszkodą wciąż jest też brak świadomości i edukacji. Oczywiście, wykonaliśmy już pewien wysiłek, bo spójrzmy, jaka była wiedza o problemie jeszcze 5–10 lat temu, gdy smog wydawał się większości egzotyczny i odległy, choć jakość powietrza była wtedy gorsza niż teraz. Z drugiej strony wciąż widzimy duże posesje, przed którymi zaparkowane są drogie samochody, a z komina wydobywa się czarny dym, bo w piecu palone są śmieci.

Weronika Michalak: To prawda, że problem nie dotyczy tylko najuboższych, którzy palą odpadami czy najniższej jakości węglem, bo nie stać ich na lepszy opał. W dużej mierze to brak świadomości mieszkańców oraz dobrze funkcjonujących regulacji prawnych. Niestety, często spotykamy się także ze spychologią ze strony rządu i samorządów. Przerzucają odpowiedzialność za powstałe zanieczyszczenia na mieszkańców, wytykając, że to oni powinni używać lepszego węgla, wymienić stare samochody na auta ekologiczne albo w ogóle sprzedać je i przesiąść się do komunikacji miejskiej, kupić maski antysmogowe, oczyszczacze powietrza… Oczywiście, zmiana nawyków i środki indywidualnej ochrony są konieczne, ale to w głównej mierze rządzący powinni wziąć odpowiedzialność za jakość powietrza. Są programy, są plany, jednak wciąż każdego roku prawie 50 tys. osób umiera w Polsce przedwcześnie z powodu smogu, a na liście 50 najbardziej zanieczyszczonych miast w UE aż 36 to miasta polskie. Należy jak najszybciej wdrażać ambitne przepisy i je egzekwować. Dla przykładu – na normy jakości węgla czekaliśmy półtora roku dłużej, niż pierwotnie zapowiedział rząd. I w naszej opinii regulacje te są zdecydowanie zbyt słabe.

Od czego powinniśmy zacząć? Wiele mówi się np. o wsparciu dla najuboższych. Nie jest to jednak jednorodna grupa.

PS: Nie ma jednego rozwiązania dla wszystkich. Mamy grupę ludzi, którzy nie poradzą sobie ze zwiększonymi kosztami ogrzewania, i należy się im pomoc. Jest cała rzesza mieszkańców, którzy nie są ubodzy w sensie posiadanego majątku, bo mają np. duże domy pod Warszawą, ale mają stosunkowo nieduże dochody. To np. emeryci, renciści, osoby samotne. Sytuacje są niejednoznaczne, a jedno kryterium oceny jest niewystarczające. Programy powinny być tak skrojone, by odpowiednie instrumenty finansowe trafiały do odpowiednich ludzi.

AA: Trzeba się kierować przede wszystkim rachunkiem ekonomicznym. Podam przykład. W programie rządowym mamy wiele dobrych rozwiązań, ale są też przepisy, które mówią, że termomodernizację należy przeprowadzić przy wykorzystaniu materiałów budowlanych spełniających najwyższą normę przewidzianą dla 2021 r. Nie jestem przekonany, czy instalowanie takich materiałów w starym budynku, który i tak nigdy nie będzie budynkiem pasywnym, ma uzasadnienie ekonomiczne. Mam wrażenie, że czasami zapędzamy się w promowaniu najwyższych technologii, które nie zawsze są optymalne kosztowo. Większa elastyczność w tym zakresie również dałaby pozytywny efekt, a nie tworzylibyśmy barier cenowych dla najuboższych.

Jak w takim razie rozmawiać o smogu i konieczności zmiany nawyków? Wszyscy słyszeliśmy o 45 tys. zgonów rocznie z powodu zanieczyszczeń powietrza.

WM: Wobec rządzących powinniśmy używać argumentów dotyczących kosztów zdrowotnych dla całego systemu. Śląskie Centrum Chorób Serca wyliczyło, że zarówno w trakcie występowania epizodu smogowego, jak i dwa tygodnie po nim umieralność wzrasta o 6 proc. z powodu m.in. chorób sercowo-naczyniowych. Do mieszkańców powinniśmy natomiast formułować proste przekazy, akcentując, jak smog wpływa na nich bezpośrednio. Ze szczególnym naciskiem powinniśmy komunikować problem do grup najwyższego ryzyka – rodziców z dziećmi, kobiet w ciąży, osób starszych. Najważniejsze, by przekazać, jak smog wpływa na życie codzienne, w jaki sposób zagraża zdrowiu i życiu oraz jak się przed nim – w miarę możliwości – chronić.

: Warto tu przytoczyć fragment raportu Instytutu Jagiellońskiego. Wynika z niego, że jeżeli zapytamy dzieci o zanieczyszczenia powietrza, to w pierwszej kolejności narysują komin dużej fabryki, z której unosi się czarny dym. Z kolei, jeżeli w pracach dzieci pojawia się domek i dym, to zawsze w kontekście bezpieczeństwa, spokoju domowego ogniska, kominka i świąt. To mi uświadomiło, jak od dzieciństwa pewne obrazy są nam wdrukowane. Edukacja powinna więc zacząć się od małego, byśmy wiedzieli, że to, co wydobywa się z komina dużej elektrociepłowni, to głównie para wodna, a problemem jest właśnie trujący pył z tego małego, schludnego domku. My staramy się zmieniać tę optykę: mamy portal tuoddycham.pl zrobiony wspólnie z portalem Miasto2077, gdzie mówimy o czystym mieście, ekologii, zrównoważonym rozwoju. Natomiast myślę, że najważniejszą rolą takiej firmy jak nasza jest robić konkretne rzeczy. We Wrocławiu zaczęliśmy program Czysta energia dla Wrocławia, gdzie jako pierwsza firma w Polsce zobowiązaliśmy się, że w pewnym obszarze centrum miasta podłączymy do sieci absolutnie każdego, nie patrząc, czy to się opłaci, czy nie. Poprosiliśmy miasto o pokazanie nam mapy zanieczyszczeń powietrza i na nią nałożyliśmy naszą mapę sieci ciepłowniczej. Okazuje się, że pokryły się one w centrum miasta, gdzie jest dużo kamienic. Jest tam duże zanieczyszczenie, ale też największy potencjał do poprawy sytuacji, bo jest tam gęsto ułożona siec ciepłownicza, która ma jeszcze moce przerobowe.

PS: Zobaczmy, jak nagle udało się stworzyć narrację dotyczącą szkodliwości plastiku i słomek. Podobnie jest ze smogiem. Okazuje się, że 90 proc. społeczeństwa już ma świadomość problemu. Pytaniem pozostaje, czy to się przekłada na nasze działanie. Myślę, że my już dotarliśmy do tych, którzy chcą nas słuchać. Tylko co zrobić z drugą grupą, która nie chce zmieniać swoich przyzwyczajeń lub jej to nie interesuje? Chcemy tego czy nie, ale na część społeczeństwa może zadziałać tylko sankcja. Czyli jak palimy śmieci, to egzekucja jest natychmiastowa i dotkliwa. Jeżeli jakaś firma zaczyna dystrybuować kopciuchy albo węgiel niezgodny ze specyfikacja, to trzeba nałożyć karę. W takim przypadku sankcja też jest edukacją. Myślę więc, że powinny być dwie drogi. Z jednej strony trzeba mówić o tym, że są dotacje i wsparcie, a z drugiej powinna być nieuchronność kary.

AA: Obawiam się, że sama wiedza to za mało. Nie zawsze przekłada się ona na działanie. Podam przykład sporządzonego przez nas Barometru Zdrowych Domów. Zapytaliśmy ankietowanych, co skłania ich do inwestycji, które mają poprawić efektywność energetyczną domów. Okazuje się, że pierwszym wymienianym czynnikiem są oszczędności. Drugim poprawa komfortu mieszkania, o którym w przestrzeni publicznej w ogóle się nie mówi. Rządowe programy i komunikacja skupiają się głównie na wymianie źródeł ciepła i poprawie jakości paliw, a nie są to działania, które pozwolą obniżyć koszty eksploatacji mieszkań. Innymi słowy, potrzeby mieszkańców i mechanizmy wsparcia się tutaj rozmijają. Możemy wręcz osiągnąć efekt odwrotny. Jeżeli bowiem skłonimy ludzi do wymiany kopciuchów na nowe, bez przeprowadzenie termomodernizacji budynku, to możemy spodziewać się, że koszty ogrzewania znacząco wzrosną, bo trzeba będzie płacić więcej za lepsze paliwo do nowoczesnego pieca. Skoro ludzie szukają przede wszystkim oszczędności, to na początku powinni się zabrać za termomodernizację – czyli obniżyć zapotrzebowanie na energię, a dopiero później za wymianę źródeł ciepła.

Tematyka smogu zostanie pogłębiona na Open Eyes Economy Summit 2018 podczas sesji: „ SMOG: Wawelski, polski czy globalny?”, która odbędzie się 21.11 o 12.40 w Centrum Kongresowym ICE w Krakowie.

Debatę moderował i opracował: Jakub Pawłowski

Partner