W czwartek w części polskich marketów zorganizowano akcję protestacyjną - tzw. strajk włoski. Protestujący chcieli w ten sposób zwrócić uwagę na pogarszające się warunki pracy i płacy w całym sektorze handlu w Polsce. Pracodawcy odpierają te zarzuty.
Publikacja: 7 października 2010, 10:59 Aktualizacja: 7 października 2010, 16:01
Protest był widoczny m.in. w hipermarketach i sklepach sieci Biedronka w Warszawie, gdzie szczególnie pieczołowita obsługa klientów - charakterystyczna dla "strajku włoskiego" - powodowała większe niż zwykle kolejki. Akcja nie utrudniała robienia zakupów w Łodzi, Katowicach, Opolu, Szczecinie i Kaliszu.
Przewodniczący NSZZ "Solidarność" Janusz Śniadek powiedział PAP, że nie da się zmierzyć, jaki jest udział pracowników supermarketów w tzw. strajku włoskim. Jego zdaniem najważniejsze jest nagłaśnianie problemu łamania praw pracowniczych w handlu. "Nie urządzajmy licytacji czy pięciu, czy dziesięciu ludzi uczestniczyło w danym sklepie w tym strajku, bo to jest bardzo niewymierne, niemierzalne. Mówmy o problemie" - powiedział Śniadek na konferencji prasowej w Lublinie.
Według Śniadka ważniejsze od tego, ile osób strajkowało, jest nagłośnienie problemów pracowników handlu, gdzie - jak powiedział - "o prawa pracownicze, o godną pracę trzeba walczyć najbardziej". Śniadek tłumaczył, że rzesze Polaków pracują w handlu "za grosze", ich zarobki są zbliżone do poziomu płacy minimalnej.
W większości sklepów, w których byli reporterzy PAP, pracownicy popierali protest, ale się do niego nie przyłączali. W woj. warmińsko-mazurskim przed sklepami Biedronki odbywały się akcje informacyjne, związkowcy z "Solidarności" z transparentami rozdawali ulotki opisujące złe warunki pracy w sieciach handlowych.
"W Tesco, po okresie próbnym, każdy pracownik otrzymuje umowę na czas nieokreślony"
Według komunikatu na stronie NSZZ Solidarność, wielu pracowników zatrudnionych w marketach całymi latami pracuje w niepełnym wymiarze czasu pracy albo na umowę na czas określony za coraz mniejsze wynagrodzenia. Pracodawcy nie zgadzają się z tymi zarzutami.
"W Tesco, po okresie próbnym, każdy pracownik otrzymuje umowę na czas nieokreślony. Priorytetem dla firmy jest tworzenie przyjaznego miejsca pracy, dlatego zapewniamy naszym pracownikom stabilność zatrudnienia" - poinformował PAP Michał Sikora z biura prasowego Tesco.
Z kolei w sieci Carrefour Polska wprowadzany jest projekt zatrudniania pracowników na czas nieokreślony - w jego ramach już około 800 osób otrzymało taką propozycję. Koncern zapowiada też nową politykę zatrudniania od 2011 roku. "Na jej podstawie, wszystkim pracownikom sieci, którzy przepracowali w firmie 15 miesięcy, przedstawiana będzie propozycja podpisania umów o pracę na czas nieokreślony" - oświadczył w imieniu zarządu Carrefour Polska Gracjan Sturzbecher.
Odnosząc się do zbyt niskich - zdaniem związkowców - wynagrodzeń pracowników marketów, biuro prasowe Tesco informuje, że w ubiegłym roku wszyscy pracownicy firmy dostali 3 proc. podwyżki, a w tym roku pensje wzrosły o kolejne 3 proc. "Jeszcze w listopadzie znaczna część pracowników ponownie otrzyma wyższe wynagrodzenia. Oznacza to podwyżki od 3 proc. do 10 proc. w roku 2010" - wyjaśnił Sikora.
1: iki z IP: 78.8.21.* (2010-10-07 16:02)
Byłam dzisiaj w Leclercu i Carrfurze - pusto, klientów jak na lekarstwo.
2: bob z IP: 79.163.110.* (2010-10-07 22:39)
Niby place rosną o 3%, niech podadzą ile wynoszą i o jaką kwotę wzrosną?

W Watykanie panuje wstrząs z powodu aresztowania papieskiego kamerdynera pod zarzutem kradzieży poufnych dokumentów. Skandal porównywany jest do tych z książek Dana Browna.