W ostatniej drodze wybitnej lekkoatletce towarzyszyły setki kibiców i ludzi nie interesujących się na co dzień sportem. Ci podkreślali, że przyszli oraz przyjechali z różnych stron kraju, by oddać hołd "wielkiej postaci i osobowości".

"Odejście Ireny Szewińskiej to wielka strata dla całej rodziny olimpijskiej" - podkreślił przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) Thomas Bach podczas uroczystości pogrzebowej na cmentarzu, którą celebrował delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Sportowców biskup Marian Florczyk.

"Każdy, kto był świadkiem jej występów sportowych widział, w jakim stylu osiąga sukcesy, widział, że towarzyszy temu nieodparta elegancja. Wszyscy, którzy mieli kontakt z Ireną jako przyjaciółką, zetknęli się z jej wielkim ciepłem i serdecznością" - mówił Niemiec.

Mistrz igrzysk w Montrealu (1976) w drużynowym turnieju florecistów wskazał, że Szewińska cała życie poświęciła sportowi.

"Była wzorem dla wszystkich i we wszystkim, a jednocześnie była niesamowicie skromna. Właśnie dlatego była inspiracją dla lekkoatletów i kobiet na całym świecie" - zauważył szef ruchu olimpijskiego. "Żegnaj moja przyjaciółko, Irena!" - zakończył wystąpienie w języku polskim wielce wzruszony Bach.

Premier Mateusz Morawiecki przypomniał w skrócie wielką karierę Szewińskiej, która chciała być... aktorką.

"Była wielką nadzieją dla Polski w trudnych czasach. Dawała chwałę polskiemu sportowi, była wzorem nie tylko dla sportowców, ale dla wszystkich Polaków. I za to jesteśmy jej ogromnie wdzięczni" - podkreślił nad trumną. Szef rządu dodał, że pokazywała, jak poprzez sport tworzyć lepszy kraj i lepsze społeczeństwo.

Minister sportu i turystyki Witold Bańka wspomniał, że powiedzieć o Szewińskiej "wybitna" to za mało. "Była najwybitniejszą polską sportsmenką, pierwszą damą polskiego sportu, naszą sportową mamą. Ale przy tej całej wielkości była niezwykle skromną, dobrą osobą, wzorem dla zawodników i działaczy".

W imieniu lekkoatletów Szewińską pożegnał dwukrotny mistrz olimpijski w pchnięciu kulą, wiceprezes PZLA Tomasz Majewski, zwracając uwagę, że sportowi poświęciła 60 lat. "Tron królowej sportu jest pusty".

Prezes PKOl Andrzej Kraśnicki w swym wystąpieniu podkreślił, że "to co nas łączy dzisiaj, to wielki hołd jaki chcemy oddać osobie, która całe swoje życie oddała, aby polski sport był pełen blasku". Zaznaczył też, że to co może nie było tak oczywiste, to fakt, że nade wszystko kochała swoją rodzinę.

Jak poinformował, na adres PKOl napłynęły kondolencje ze wszystkich stron świata. "To nie były dziesiątki, a setki depesz". Przez najbliższy tydzień w siedzibie PKOl wyłożona będzie księga kondolencyjna.

Andrzej Szewiński, najstarszy syn, podkreślił: "Dla mnie i mojego brata Jarosława była wspaniałą mamą, dla taty Janusza - żoną, dla wnuków - babcią. Była najwspanialszą kobietą. Rok temu rodzice obchodzili 50-lecie ślubu. Uczyła nas mądrości życiowej od najmłodszych lat".

Pogrzeb zmarłej w miniony piątek zdobywczyni siedmiu medali olimpijskich w lekkoatletyce, która ostatnio pełniła funkcję wiceprezesa PKOl i była członkinią MKOl, miał charakter uroczystości państwowej. Odbył się w asyście Kompanii Wojska Polskiego, z salwą honorową.

Ceremonię pogrzebową na cmentarzu poprzedziła msza święta w katedrze polowej Wojska Polskiego.

"Królowa królowej sportu" - powiedział o pierwszej damie polskiego sportu i Damie Orderu Orła Białego prezydent Duda, któremu towarzyszyła małżonka Agata Kornhauser-Duda. "To jedno z tych sportowych nazwisk, które słyszeliśmy najczęściej".

Prezydent podkreślił, że nazwisko Szewińskiej było symbolem polskiego sportu, było w nim obecne od zawsze i trudno sobie wyobrazić, że jej teraz zabraknie.

"W stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości żegnamy sportowca stulecia. Była wspaniała pod każdym względem. Myślę, że mogę to powiedzieć - miała wspaniałe życie. Miała talent, który został odkryty. Na szczęście dla nas i dla Polski. Ilu ludzi nosi w sobie talent, który nigdy nie zostanie odkryty?" - mówił prezydent.

"Niech zawsze ze wszystkimi polskimi sportowcami będą mądre słowa pani Ireny, że życie nie może się składać tylko z pogoni za medalami. Bo wtedy klęska na stadionie będzie też życiową porażką" - przypomniał.

"Żegnamy panią z żalem, ale przede wszystkim z wielką wdzięcznością. Będzie pani dla nas zawsze przykładem. Cześć Jej pamięci" - powiedział prezydent Duda.

We mszy udział wzięli także m.in. minister Bańka, Thomas Bach z małżonką, prezydent Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) lord Sebastian Coe, prezes PKOl Kraśnicki, posłowie i senatorowie RP. Nabożeństwo koncelebrował i homilię wygłosił biskup Florczyk. "Swoimi osiągnięciami budowała dumę i radość w polskich sercach" - podkreślił.

Z uwagi na ograniczoną liczbę miejsc w katedrze, w nabożeństwie uczestniczyli tylko członkowie rodziny zmarłej, goście specjalni z kraju i zagranicy oraz przedstawiciele rodziny olimpijskiej, przyjaciele-sportowcy, m.in. Ewa Kłobukowska, z którą Szewińska zdobyła w Tokio (1964) złoty medal olimpijski w sztafecie 4x100 m, Anita Włodarczyk, Ludwika Chewińska, Barbara Ślizowska, Jacek Wszoła, Władysław Kozakiewicz, Robert Korzeniowski, Włodzimierz Lubański, Wojciech Fibak, Wojciech Fortuna, Janusz Peciak-Pyciak, Czesław Kwieciński, Edward Skorek, Andrzej Supron, Czesław Lang, Władysław Zieliński czy piosenkarz Andrzej Rosiewicz, który w młodości uprawiał skok w dal.

Przed rozpoczęciem nabożeństwa przy trumnie czuwało osiem wart złożonych z przedstawicieli Kancelarii Prezydenta, Ministerstwa Sportu i Turystyki, władz Polskiego Komitetu Olimpijskiego i Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, Towarzystwa Olimpijczyków Polskich, Komisji Sportu Kobiet PKOl, mediów i sponsorów.

"To bardzo smutny dzień" - powiedział PAP wzruszony Tadeusz Mytnik, były znakomity kolarz, który jako chorąży wprowadził do katedry sztandar PKOl na czele 17 innych pocztów sztandarowych związków, organizacji i klubów sportowych.

"Przyjaźniliśmy się wiele lat. Ostatnio spotkaliśmy się w maju. Rozmawialiśmy na temat jej zdrowia. Mówiła: +Tadeuszku, nie martw się, wszystko w porządku, przetrzymam. Będę funkcjonowała, mam jeszcze siłę i radość życia+. Odpowiedziałem jej wtedy, uczciwie mówię: "Zawsze zdrowaśkę za ciebie odmawiam, żyj jak najdłużej, raduj polskie społeczeństwo+. I tu nagle - nie ma jej. Szok!

- Była to sportsmenka wzorcowa, nie tylko w kraju, ale na całym świecie. Pokazywała, jak wielką pracą, determinacją, pokorą, można osiągnąć znakomite wyniki. Pamiętam jedno zdarzenie, gdy mieszkałem na AWF w hotelu Meksyk. Wstawałem o szóstej rano. Patrzę - pada śnieg z deszczem, a Irenka już ćwiczy na pobliskim stadioniku. I do sportu, i do życia podchodziła z wielkim zaangażowaniem, kulturą, godnością. Wspaniała kobieta" - mówił Mytnik.

Irena Szewińska zmarła 29 czerwca w stołecznym szpitalu. Miała 72 lata. Była rekordzistką Polski, Europy i świata w biegach na 100, 200, 400 metrów, w skoku w dal i sztafetach. W swej karierze wierna była barwom klubowym założonej w 1911 roku Polonii Warszawa.