„Od smrodu jeszcze nikt nie umarł, a z zimna tak” – powiedział jeden z radnych z Małopolski podczas debaty nad pierwszą w Polsce uchwałą antysmogową. Małopolska należy do regionów, w których z plagą smogu walczy się najdłużej i z największą determinacją, bo też jest tam ona szczególnie dolegliwa. Sam Kraków (a i inne miasta regionu) leży w niecce, co skutecznie utrudnia rozwiewanie zanieczyszczeń. Liczyć na wiatr – i w Krakowie, i w innych miejscowościach, wcale nie tylko największych – i tak jednak nie możemy. Musimy stawiać na wytwarzanie mniejszych ilości szkodliwych emisji. I tym razem nie chodzi o dwutlenek węgla, w każdym razie nie tylko.

Wbrew temu, co sądzi wspomniany radny, smog to nie tylko przykry zapach i dyskomfort.

– Kilkudniowy wzrost zanieczyszczeń powietrza przekłada się na zwiększoną liczbę zgonów z powodu chorób układu oddechowego, a także wzrost absencji chorobowej. Potwierdziły to badania prowadzone w wielu krajach – mówił na portalu Pulmonologia.mp.pl prof. Jerzy Kozielski, alergolog i pulmonolog ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

Co roku z powodu zanieczyszczeń powietrza umiera około 45 tys. osób – to oczywiście szacunki, a nie twarde dane, ale wystarczająco alarmujące, by działać jak najszybciej.

Jak mierzymy stężenia

AQI (air quality index) to przyjęty międzynarodowy wskaźnik pomiaru jakości powietrza. Wylicza się go dla każdej z kilku podstawowych substancji składających się na smog osobno, przy czym jakość powietrza w danym miejscu odpowiada najgorszemu zanotowanemu w nim wynikowi.

Wynik 50 pkt AQI oznacza, że jakość powietrza nie wpływa negatywnie na nasze organizmy. Jeśli skoczy powyżej tego progu, ludzie szczególnie wrażliwi powinni zrezygnować z przebywania na świeżym powietrzu. 151 pkt oznacza, że narażeni na szkodliwy wpływ są wszyscy. I nie jest prawdą, że smog jest stałą cechą wielkich miast. Nie musi być. Wielkie miasta Zachodu miewają średni (neutralny) poziom AQI. Tak jest w Amsterdamie, a nawet w Nowym Jorku i dzisiejszym Londynie – metropolii, w której zanotowano pierwszy przypadek stanu klęski smogowej z ofiarami śmiertelnymi (w latach 50. XX w.).

Na drugim biegunie jest Pekin. Amerykańska ambasada prowadziła w latach 2008–2014 badania stężeń szkodliwych substancji w powietrzu nad tym miastem. Okazało się, że przez 80 proc. dni poziom AQI był tam wyższy niż 101 pkt, a przez ponad połowę każdego roku jakość powietrza utrzymywała się w przedziale od 151–200 pkt. Zdarzały się również wyniki powyżej 800 pkt, czyli przekraczające próg bezpieczeństwa 16 razy.

W polskich miastach poziom AQI bywa równie wysoki. WHO na liście najbardziej zanieczyszczonych miast Unii Europejskiej umieściła w niechlubnej pierwszej pięćdziesiątce za 2016 r. aż 33 polskie miejscowości (na szczycie są: Żywiec, Pszczyna, Rybnik, Wodzisław Śląski, Opoczno, Sucha Beskidzka i Godów – w pierwszej dziesiątce, drugą otwiera Kraków).

Skąd się bierze smog

W Polsce głównym źródłem smogu są urządzenia niskiej emisji. Potwierdzają to nie tylko twarde dane, lecz również codzienna obserwacja w miesiącach jesienno-zimowych. Małe domki z dymiącym kominem to nie ilustracja wymarzonego domostwa wielu Polaków, tylko realny problem. A konkretnie paleniska i kotły grzewcze na paliwa stałe w gospodarstwach domowych.

Urządzenia bywają różnej jakości, jednak jeszcze większym problemem jest to, co się w nich spala. Powstające normy prawne mają określić dopuszczalną jakość paliwa, jednak jeszcze ważniejsze od norm wydają się świadomość i... możliwości finansowe obywateli.

Według Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami niska emisja odpowiada za 52 proc. pyłu PM 10 (cząstki o średnicy mniejszej niż 10 mikrometrów). Przemysł jest na miejscu drugim z wartością 17 proc., a na trzecim – z 10 proc. – transport samochodowy). Podobnie jest z pyłem PM 2,5 (2,5 mikrometra).

Za największą emisję odpowiadają kotły ręcznie zasilane (800 mg/m sześc.), piece kaflowe (560 mg/m sześc.) i nisko sprawne kotły węglowe (420 mg/m sześc.). Najbardziej ekologicznie wypadają w tym zestawieniu: pompa ciepła (zerowa emisja), kotły gazowe (0,008 mg/m sześć), kotły na pelet drzewny klasy 5 (20 mg/m sześc.) i kotły węglowe klasy 5 (40 mg/m sześc.).

W Polsce palimy głównie węglem, a bywa on bardzo zanieczyszczony. Przede wszystkim siarką, której najwięcej przedostaje się do powietrza w postaci dwutlenku. Powstaje w wyniku spalania węgla, który z reguły zawiera około 1 proc. siarki. Ze spalenia jednej jego tony powstaje aż 20 kg SO2! To dwutlenek siarki odpowiada za efekt zamglenia, który obserwujemy zimą szczególnie w mniejszych miejscowościach i dzielnicach domów jednorodzinnych większych miast.

W skład smogu wchodzą też toksyczne związki organiczne. Są to m.in. aldehyd mrówkowy i aldehyd octowy (tu walnie przyczynia się transport samochowy), benzopireny, czyli wielopierścieniowe związki o wyjątkowo silnych właściwościach rakotwórczych, podobnie jak pochodne chloroorganiczne. Truje nas tlenek węgla, który powstaje w wyniku niepełnego spania węgla. W smogu znajduje się również dwutlenek węgla, wprawdzie nie jest trujący (jest zwykłym produktem oddychania), ale w większym stężeniu ma właściwości duszące. Do tego trzeba dodać tlenki azotu, ale na ich produkcję przeciętny człowiek nie ma większego wpływu – za nią odpowiada przemysł.

Do palenia węglem trzeba dodać spalanie śmieci, a ten proceder jest niestety nadal dość powszechny. Niska świadomość łączy się z niewielką odpowiedzialnością prawną (mandaty) i wciąż występującym przyzwoleniem społecznym na takie praktyki.

Wiktoria lat 9

Wiktoria lat 9

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Czego się nie nauczy...

Żeby to się zmieniło, potrzebujemy przede wszystkim edukacji. Od najmłodszych lat. Z nią też nie jest najlepiej, choć po roku 2016 (kiedy w Polsce zaczęto mówić o smogu bardzo głośno) zaczęło się to zmieniać. Własną kampanię edukacyjną „Rodzice i Dzieci. Powietrze bez śmieci” prowadzi także PGNiG.

A co wiedzą o smogu dzieci? I skąd się o tym dowiedziały? Na te pytania odpowiada raport zainicjowanej przez firmę Librus kampanii społecznej „NIE dla smogu”. Powstał na podstawie badań ankietowych przeprowadzonych w lutym 2017 r. wśród uczniów gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych, a także nauczycieli i rodziców.

Tylko 1 proc. ankietowanych odpowiedziało, że nigdy nie słyszało o smogu. A gdzie dzieci się o nim dowiedziały? Największa grupa dowiedziała się o problemie smogu w grudniu 2016 r. i styczniu 2017 r. – wtedy właśnie temat zaczął się pojawiać na pierwszych stronach gazet i stał się obiektem komentarzy w internecie. Aż 66 proc. informacje o smogu czerpie z mediów lub internetu, 11 proc. od znajomych. Tylko 12 proc. jako źródło podało dom. Uczniowie rozmawiają o zanieczyszczeniu z rodziną (66 proc.), znajomymi (60 proc.) i nauczycielami (20 proc. – niewiele).

Według danych z raportu do zmniejszenia zjawiska smogu mogą się według badanych przyczynić: niespalanie śmieci (86 proc.), alternatywne źródła energii (73 proc.), edukacja ekologiczna (67 proc.), korzystanie z komunikacji miejskiej lub roweru zamiast indywidualnych dojazdów samochodem (65 proc.), a 48 proc. wymienia segregację śmieci lub – 38 proc. – wybór opakowań biodegradowalnych.

Zuzia lat 10

Zuzia lat 10

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Jak widać, bałagan w wiedzy jest spory, choć należy bardzo docenić, że temat smogu i w ogóle zanieczyszczenia powietrza w ogóle przebił się do powszechnej świadomości. Jeszcze niedawno był przecież uważany za drugorzędny, ważny dla specjalistów czy podporządkowany ważniejszym celom: podniesieniu stopy życiowej i rozwojowi gospodarki. Dziś musimy myśleć nie tylko o wyeliminowaniu największych producentów smogu (czyli urządzeń niskiej emisji), lecz również o systematycznym przekazywaniu wiedzy ekologicznej. Tej najprostszej, do zastosowania w życiu. Dzięki temu dzisiejsze dzieci będą wiedzieć więcej niż my jeszcze niedawno. I może będą umiały lepiej niż my przeciwdziałać szkodliwym emisjom?

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

PARTNER