Ale polityka ma swój rytm, a raczej arytmię. Długofalowo podporządkowana jest wygraniu wyborów, ale krótkookresowo konieczne są doraźne zmiany. Polityczne roszady w gabinetach są więc wypadkową wizji szefa ugrupowania, interesów frakcji w partii i skuteczności ministrów.

Sygnały są często tak sprzeczne, jak sprzeczne są interesy różnych skrzydeł wewnątrz formacji i interesy tych, którzy mają odejść, oraz tych, którzy mają zostać. To powoduje, że dziennikarze polityczni są w sytuacji, że im więcej wiedzą, tym wiedzą mniej. I tak jest i teraz.

Wiele informacji dobiegających z obozu władzy wskazuje na to, że fala zmian wzbiera. Jak powiedział jeden z polityków zbliżonych do Nowogrodzkiej: „Zaczął się sezon II serialu rekonstrukcja, ale finału nie będzie szybko, trzeba budować napięcie”. – Premier nie wszystkich ocenia dobrze i chciałby dokonać zmian – mówi osoba zbliżona do kancelarii Morawieckiego. Ale te zmiany mogą być dokonane tylko wtedy, gdy zgodzi się na to Jarosław Kaczyński. On zaś ma własne kalkulacje spójności w PiS i wyborczej skuteczności ugrupowania.

Jeśli do roszad ma dojść, to powinno się to stać przed wakacjami. Wybory samorządowe zamykają „okienko możliwości”, bo korekt personalnych w rządzie dokonuje się nie w kampanii, ale przed nią. – Z kolei po kampanii to może być trudne, bo jeśli PiS wygra, to jak uzasadnić zmiany? Dlatego najlepiej dokonać ich teraz – mówi polityk PiS. Większość osób, z którymi rozmawialiśmy, wskazuje na czerwiec. Ale w końcówce zeszłego tygodnia pojawiały się informacje, że może to nastąpić w maju, a nawet... dziś. – Papierów nie widziałem, ale to można zrobić w jeden dzień, jak jest potrzeba. Napisanie wniosku o odwołanie to nie problem – przekonuje bliski współpracownik premiera.

Andrzej Duda wraca z USA dziś po południu, w ciągu tygodnia ma zaplanowane liczne zajęcia poza Warszawą. Ale nikt nie wyklucza, że znajdzie godzinę na wręczenie dymisji i nominacji. Okoliczność, która zmniejsza prawdopodobieństwo takiego wariantu, to pobyt prezesa PiS w szpitalu. Jarosław Kaczyński zostanie tam jeszcze co najmniej kilka dni.

Kto może stracić stanowisko? Większych niespodzianek nie ma. Dwa tygodnie temu napisał o tym tygodnik „Wprost”. Nasi rozmówcy także wskazują m.in. na ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela. Trwa rolniczy protest, w najbliższą środę rolnicy przyjadą pod Pałac Kultury i Nauki. Wymiana mogłaby pozwolić na nowe otwarcie na wsi, która z punktu widzenia jesiennych wyborów jest dla PiS kluczowym terenem.

Słychać też o Andrzeju Adamczyku. To „tradycyjny” kandydat do wymiany: kierownictwo PiS ma mu za złe kiepski start Mieszkania plus, które dopiero teraz wychodzi na prostą. W styczniu skończyło się na okrojeniu mu resortu, teraz może stracić funkcję.

„Na liście” jest także Anna Zalewska, bo reforma edukacji budzi kontrowersje.

Gorąco jest wreszcie wokół ministra energii. Jego resort to nie największe ministerstwo, ale najpoważniejsze, jeśli chodzi o skalę kontrolowanych spółek. Krzysztof Tchórzewski nadzoruje przedsiębiorstwa paliwowe, energetyczne i górnicze, czyli gros największych firm z udziałem Skarbu Państwa. Jego władza jest zbliżona do dawnej pozycji szefa resortu skarbu. Dlatego z jednej strony jest wielu chętnych do zastąpienia ministra, z drugiej – jeśli szef rządu chce zwiększyć zakres swojej władzy, to naturalnym kierunkiem jest uszczuplenie imperium szefa resortu energii lub jego wymiana.

Ewentualne powody? Jednym jest sytuacja w KGHM Polska Miedź, gdzie od 10 marca (odwołanie Radosława Domagalskiego-Łabędzkiego) trwa kadrowa wolnoamerykanka, a nowego zarządu brak. Jak już pisaliśmy, faworytem w planowanym konkursie jest Marcin Chludziński, szef ARP, ale mówi się, że do gry mógłby wrócić mający wsparcie duchownych Miłosz Stanisławski (startował w unieważnionym w kwietniu konkursie, zasiadał niegdyś w radzie nadzorczej KGHM). – Nic mi nie wiadomo, by jakikolwiek nowy konkurs w KGHM był rozpisany. Gdy będzie ogłoszony, wrócimy do tematu – mówi nam Stanisławski.

Drugi powód ewentualnej dymisji Tchórzewskiego to atom, o którym minister mówi wszem wobec, tymczasem decyzji rządu nadal brak. Tchórzewski wskazywał Orlen jako spółkę, która może współuczestniczyć w finansowaniu projektu za około 75 mld zł. Tymczasem prezes płockiej spółki Daniel Obajtek pokazał mu figę z makiem. To dlatego szef Orlenu jest wskazywany jako jeden z możliwych następców Tchórzewskiego. W rządzie kilku przepytanych przez nas ministrów jest zgodnych – pozycja Tchórzewskiego jest słaba, co do jego ewentualnej dymisji jest jednak wiele opinii. Z kolei otoczenie ministra uważa, że nie ma tematu wymiany. A pogłoski o tym traktuje jako próbę zachwiania jego pozycją. Prezes Obajtek na pytanie o ewentualną zmianę nie odpowiedział, ale dyrektor komunikacji Orlenu Adam Burak twierdzi, że „prezes się nigdzie nie wybiera i trudno, by komentował medialne przypuszczenia”.

Czy podskórna dyskusja o zmianach to próba osłabienia ministrów, wzmocnienia premiera, poukładania na nowo wpływów różnych frakcji w PiS czy pozbycia się wizerunkowych kłopotów przed kampanią? Znane powiedzenie księcia Gorczakowa: „wierzę tylko w zdementowane informacje” niewiele tu pomaga. Bo dementowene są wszystkie.