Przeliczanie wartości ludzkiego życia na pieniądze wzbudzi (przynajmniej w wielu z nas) odruch moralnego oburzenia. Ale w ekonomicznej rzeczywistości takie wyceny odbywają się nieustannie – choćby w ubezpieczeniach czy przy udzielaniu pożyczek. Tym tropem poszli Dżamila Nigmatulina (Wydział Biznesu i Ekonomii Uniwersytetu w Lozannie) oraz Antonio Avila-Uribe (London School of Economics), którzy podjęli próbę oszacowania, na ile wyceniają dziś wartość swojego życia Rosjanie.

Pretekstu do sporządzenia takiego szacunku dostarcza konflikt w Ukrainie. W Rosji nazywany nie „wojną”, lecz „specjalną operacją wojskową”. Słowa nie zmienią jednak tego, że dla wielu Rosjan – głównie młodych mężczyzn – statystyczne szanse na przedwczesną śmierć znacząco się zwiększyły po 24 lutego 2022 r. Zwłaszcza od momentu, gdy Władimir Putin ogłosił częściową mobilizację.
O ile się zwiększyły? Uważa się, że po stronie rosyjskiej w wypadku wysłania na front szanse na śmierć w ciągu następnych sześciu miesięcy wynoszą ok. 15 proc. (dane te bazują na wyliczeniach innych ekonomistów oraz na szacunkach amerykańskiego Departamentu Obrony). Jednocześnie szansa, że mężczyzna między 20. a 34. rokiem życia zostanie w ciągu najbliższego półrocza zmobilizowany, to ok. 14 proc. Jeśli połączymy oba te fakty, to statystyczne szanse, że młody Rosjanin nie przeżyje następnego pół roku wynoszą 2 proc. (0,15 x 0,14 = 0,021).
Te 2 proc. to nie jest mało. Nie dziwi więc fala wyjazdów z Rosji, która zaczęła się pod koniec września, kiedy ogłoszono mobilizację. Ile ludzi wówczas wyjechało? Tu nie ma wiarygodnych danych. Możemy jednak oprzeć się na źródłach pośrednich. W tym wypadku ekonomiści przeanalizowali ceny biletów lotniczych pozwalających na szybki wyjazd z Rosji. Te ceny miały w minionym roku dwie duże „górki”. Pierwsza nastąpiła zaraz po wybuchu wojny, kiedy z Rosji można było jeszcze dolecieć do większości miejsc na świecie. Wtedy średnie ceny biletów skoczyły z 40 tys. do 200 tys. rubli (ok. 2,7 tys. dol.), potem zaś spadły w okolice 100 tys. i długo się na takim poziomie utrzymywały. Z obserwowaną od lata tendencją do spadku, co było symptomem spadającego popytu na wyjazd. Jesienią była druga „górka”. Stało się to po ogłoszeniu przez Putina częściowej mobilizacji. Ceny biletów poszybowały wtedy w ciągu paru dni do 300 tys. rubli. (ok. 4,1 tys. dol.), by spaść znowu w październiku. Ta „górka” jest dla ekonomistów użyteczniejsza, bo wyjazd z kraju był motywowany już przede wszystkim strachem przed powołaniem do wojska, a nie, jak wiosną, chęcią ucieczki z kraju, który zaatakował sąsiada, czy obawą o ekonomiczne konsekwencje tej sytuacji. Używając tych wszystkich liczb, Nigmatulina i Avila-Uribe wyliczyli „cenę przeżycia”: wyszło im ok. 10 mln rubli (137 tys. dol.).
Oczywiście jest to liczba – jak to zwykle w przypadku ekonomii bywa – odarta ze społecznych kontekstów. Bo przecież wydatek 200 tys. rubli był poza zasięgiem ogromnej części młodych Rosjan. A na dodatek nie można przecież zakładać, że ludzie tak właśnie (z kalkulatorem w ręku) szacują wartość swojego życia. Ciekawe jest coś innego. Suma odszkodowania, jakie płaci dziś rosyjskie państwo rodzinom żołnierzy, którzy giną na froncie ukraińskim, waha się pomiędzy 5 mln (ok. 68,5 tys. dol.) a 7,5 mln rubli (102 tys. dol.). Ta wycena nie tak znowu bardzo różni się od wyliczeń Nigmatuliny i Avili-Uribe. ©℗