Rosyjska agresja rozpoczęła się 24 lutego; piątek to 100. dzień wojny w Ukrainie.

"Agresja rosyjska na Ukrainę sprawiła, że de facto runął cały porządek bezpieczeństwa i to nie tylko w wymiarze europejskim ale szerzej, w wymiarze transatlantyckim. Tego porządku z 23 lutego, opartego na nieagresji, dyplomacji, robieniu interesów, już nie ma. On zwłaszcza w Europie się zakończył i nie wróci już w takiej samej postaci" - powiedział PAP Wawrzyk.

Izolacja Rosji

Reklama

Według niego, kolejne sankcje sprawiają, że Rosja "jako kraj bandycki, który nie tylko napada na inne państwo w sposób bezprawny, ale popełnia w nim zbrodnie wojenne, jest stosunkowo szybko eliminowana z poszczególnych dziedzin obrotu i relacji międzynarodowych". "Stoi przed nami niewątpliwie wyzwanie budowy nowego ładu międzynarodowego po zakończeniu tej wojny" - powiedział Wawrzyk.

Zwrócił uwagę, że zaszły zmiany związane z europejskim i światowym bezpieczeństwem - m.in. miały miejsce deklaracje dotyczące szybkiego przystąpienia do NATO Szwecji i Finlandii. Mimo to - jak zauważył - ciężko ocenić czy wojna w Ukrainie bardziej skonsolidowała Europę wokół spraw bezpieczeństwa czy tym mocniej ujawniła jej słabości.

Reklama

"Można powiedzieć, że stało się jednocześnie i jedno, i drugie. Wróciły w sposób oczywisty znane z czasów zimnej wojny Stany Zjednoczone - jako przywódca świata zachodniego, co zwłaszcza widać w kwestii dostaw uzbrojenia, nie tylko jeśli chodzi o ich ilość, ale także tego, że USA wzięły na siebie koordynację tych dostaw" - powiedział wiceszef MSZ.

Niespójna Europa

Z drugiej strony - dodał - Europa pokazała, że "potrafi być jednością, ale nie w takim stopniu, by wpłynąć znacząco na to, co się dzieje w Ukrainie". "Bo sankcje, które przede wszystkim Europa wprowadza sprowadzają się do tak zwanego najniższego wspólnego mianownika, czyli czegoś, co jest do zaakceptowania dla wszystkich państw. To zaś sprawia, że sankcje te są mało skuteczne, na pewno nie są dość mocne, by sprawić, by Rosja zaprzestała szybko inwazji" - powiedział.

Wawrzyk zauważył, że wojna wpłynęła za zmianę pozycji politycznej poszczególnych krajów Europy. "Na pewno pokazała kryzys przywództwa Niemiec w Europie, które ewidentnie w obecnej sytuacji sobie z nim nie radzą, nie potrafią zareagować. Z jednej strony mamy werbalne wsparcie dla różnych decyzji, ale gdy przychodzi do dostaw uzbrojenia czy nakładania szerszych sankcji na Rosję, to Niemcy okazują się zwolennikami różnego rodzaju obejść, wyjątków, czy niedostarczania broni Ukrainie. Zatem obserwujemy teraz erozję przywództwa tego państwa w UE, które w Europie miało największą moc, autorytet, polityczną siłę. To będzie bardzo trudne do nadrobienia w przyszłości" - ocenił.

Mówił także o "grupie polityków, którzy myślą nadal w kategoriach sprzed 24 lutego". "To są te głosy, które raz po raz napominają, że może warto wrócić do relacji z Rosją, mimo, że do nich obecnie wrócić się da. One już nigdy nie będą takie same, a Europy już nigdy nie będzie stać na takie uzależnienie się od rosyjskich zasobów, surowców energetycznych. To sprawia, że także sama Rosja będzie musiała być innym państwem, kierującym swoją politykę w innych niż dotąd kierunkach" - stwierdził Wawrzyk.

Rosnąca rola Polski i Wielkiej Brytanii, słabnące znaczenie Węgier

"Przeciwwagą dla tej słabnącej polityki Niemiec i Francji jest rosnąca rola Polski, ale i Wielkiej Brytanii, które stają się europejskimi liderami w zakresie bezpieczeństwa w zakresie nowych form wsparcia: Polska przede wszystkim jako projektodawcy sankcji, które są w Unii dyskutowane i nakładane. Nas wywindowała politycznie w UE ta wojna w bardzo dużym stopniu, ale nastąpiło też przewartościowanie znaczenia innych krajów. Nasza pozycja radykalnie wzrosła, a Francji i Niemiec - osłabła. Na niekorzyść tych krajów działają zwłaszcza ich próby rozmów z Władimirem Putinem, bo one też raczej trącą chęcią powrotu do form dyplomacji sprzed wojny" - uważa Wawrzyk.

Według niego, pozycja Węgier po 100 dniach wojny w Ukrainie osłabła, podobnie jak pozycja Niemiec. "Węgry starają się być w rozkroku, co jest polityką krótkowzroczną i błędną, to do niczego w kwestii skuteczności Europy nie doprowadzi. Jednak w przeciwieństwie do Niemiec, które mają ogromną siłę polityczną i gospodarczą i którym stosunkowo łatwiej się uniezależnić od rosyjskich surowców energetycznych, Węgrom trudniej ten ostatni element zrealizować, bo nie mają alternatywy dla tych surowców. W podobnej sytuacji była wcześniej Polska, ale podjęła wysiłek, by się od nich uniezależnić; Węgry tego nie zrobiły i poniosą tego konsekwencje" - powiedział.

Najpoważniejszą z nich - zdaniem Wawrzyka - będzie "osamotnienie Węgier i Niemiec" w tym oporze i osłabienie ich roli w UE. Według niego, problemem jest "nazbyt narodowe podejście tych krajów".

Nie jest wykluczona wojna na terytorium UE i NATO

"Jeśli Ukraina przegra wojnę, to nie jest powiedziane, że nie będziemy mieć wojny na terytorium UE i NATO. A wtedy kraje takie jak Niemicy i Węgry będą musiały w końcu zareagować i poniosą jeszcze wyższe koszty. W politykach tych krajów nadal zbyt mało bierze się to pod uwagę. Ale przyjmowanie pakietów sankcji - choć nadal dziurowych pokazało, że Zachód potrafi jednak być jednością, mimo wszelkich różnic i osłabiać rosyjską gospodarkę i zarazem jej możliwość sprawnego prowadzenia wojny" - powiedział wiceszef MSZ.

"Z kolei Polska stała się wiodącym krajem, rzecznikiem interesów Ukrainy w UE w wielu wymiarach, jest kreatorem poszczególnych decyzji dotyczących wsparcia dla Ukrainy nie tylko w sensie sankcyjnym, ale też np. przyjmowania uchodźców i pomocy" - ocenił.

Pytany o to, jakie widzi perspektywy na zakończenie wojny w Ukrainie, Wawrzyk powiedział, że "Ukraina w tej chwili nie chce tworzyć konfliktu zamrożonego, co zdaje się sugerować, że jest w stanie obronić się i odzyskać tereny zajęte przez Rosję".

"W wyniku sankcji gospodarka rosyjska będzie słabła, a wsparcie wojskowe udzielane przez kraje zachodnie będzie sprawiać, że ukraiński opór będzie krzepł i stawał się coraz silniejszy. W efekcie w moim przekonaniu w perspektywie kilku tygodni, miesięcy dojdzie do takiego momentu, że jeśli Rosjanie nie przejmą inicjatywy w sposób zdecydowany - a nic na to nie wskazuje, bo jej zasoby się wyczerpują - to wtedy przejmie ją Ukraina, a Rosja zostanie zmuszona do podjęcia realnych rozmów" - powiedział Wawrzyk.

Jak zaznaczył, na razie nie ma sensu ich prowadzić. "Jednak prędzej czy później rozwiązania polityczne będą musiały się zacząć, ale na razie jest za wcześnie by mówić o tym, jak miałyby one wyglądać" - dodał wiceszef MSZ. (PAP)