Trybunał Sprawiedliwości UE postanowił w poniedziałek, że Polska ma płacić Komisji Europejskiej 500 tys. euro dziennie za niewdrożenie środków tymczasowych i niezaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów. Po tej decyzji Müller zapowiedział, że polski rząd nie zamknie kopalni w Turowie.

Podczas konferencji prasowej rzecznik rządu oświadczył w czwartek, że Polska nie zmienia swojej decyzji w tej sprawie. "Nie możemy się zgodzić, by zaprzestać produkcji energii elektrycznej czy również źródeł ciepła dla niektórych miejscowości w sposób taki, jaki proponuje TSUE. Chciałbym, żeby to jasno wybrzmiało: Polska nie może się zgodzić na to, by zamknąć kopalnię Turów i spowodować kryzys energetyczny dla setek tysięcy, a nawet milionów obywateli i dziesiątek tysięcy polskich przedsiębiorstw" - stwierdził Müller.

Zapewnił, że rząd podejmuje wszystkie możliwe działania, by spór prawny toczony między Polską a Czechami rozwiązać w sposób polubowny. "Liczymy, że w najbliższym czasie te negocjacje, które nadal trwają, zakończą się podpisaniem umowy" - zaznaczył Müller.

Reklama

Jak zauważył, kary wynikające z postanowienia TSUE nie mają wpływać do budżetu państwa czeskiego, tylko do budżetu unijnego. "W związku z tym strona czeska nie ma żadnych korzyści z tego tytułu, co jest argumentem, by Czesi w możliwie szybkim terminie zrealizowali te porozumienia, na które Polska jest otwarta i które przedstawiała w ostatnim czasie" - powiedział Müller.

Pod koniec lutego Czechy wniosły skargę przeciwko Polsce ws. rozbudowy kopalni węgla brunatnego Turów do TSUE wraz z wnioskiem o zastosowanie środków tymczasowych, czyli o nakaz wstrzymania wydobycia.

Reklama

W maju TSUE nakazał Polsce wstrzymać wydobycie do czasu merytorycznego rozstrzygnięcia sprawy. Gdy Polska nie zastosowała się do decyzji, Czechy wystąpiły o nałożenie na nią kary. Domagały się 5 mln euro kary dziennie.

Dochody budżetowe w 2021 r. będą wyższe o 78,5 mld zł

Müller przypomniał, że Rada Ministrów przyjęła nowelizację do budżetu państwa na 2021 r. "Prognozujemy, że dochody w 2021 r. będą wyższe w stosunku do tych, które planowaliśmy, gdy była konstruowana bazowa ustawa budżetowa o 78,5 mld zł" - powiedział. Jego zdaniem to "jest dobry sygnał, który płynie ze strony naszego sektora gospodarczego, efekt ciężkiej pracy pracowników, przedsiębiorców, ale również dobrej polityki gospodarczej, jeżeli chodzi o tarcze finansowe, tarczę antykryzysową" - stwierdził.

Dodał, że rozwiązania finansowe przyjmowane przez rząd w trudnym czasie epidemii przyniosły "dobre efekty w postaci dobrego wzrostu gospodarczego, ale przede wszystkim w postaci obrony miejsc pracy". Jak powiedział, poziom bezrobocia jest on cały czas na dobrym poziomie w stosunku do tego, czego obawiali się eksperci w momencie, gdy wybuchała epidemia koronawirusa.

We wtorek Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy budżetowej na 2021 r. W stosunku do pierwotnej ustawy, w projekcie dochody zwiększono o ok. 78 mld zł, wydatki o ok. 37 mld zł, a deficyt został zredukowany o ok. 42 mld zł. Zgodnie z zaakceptowaną przez rząd propozycją, tegoroczne wydatki budżetu mają wynieść 523,37 mld zł (pierwotnie miały wynieść 486,78 mld zł), a dochody 482,98 mld zł (pierwotnie 404,48 mld zł). Deficyt budżetowy w roku 2021 ma wynieść 40,38 mld zł (pierwotnie miał on wynieść 82,3 mld zł).

Do szefa MSWiA nie wpłynęła jakakolwiek propozycja ze strony Fronteksu ws. granicy polsko-białoruskiej

W czwartek w okolice granicy polsko-białoruskiej udała się m.in. działaczka humanitarna oraz założycielka i prezes Polskiej Akcji Humanitarnej, obecnie europosłanka Janina Ochojska. Politycy opozycji, w tym PO i Lewicy, apelują od kilku tygodni o wpuszczanie do Polski osób koczujących na granicy po stronie białoruskiej.

Rzecznik rządu pytany o wizytę Ochojskiej i apele opozycji podkreślił, że każda osoba, która znajdzie się na terytorium Polski, będzie miała zapewnioną wszelką pomoc, w tym medyczną.

"Natomiast rolą Straży Granicznej jest, aby polskiej granicy nie przekraczały osoby nieuprawnione do przekroczenia tej granicy" - mówił Müller.

Jak dodał, wpuszczenie wszystkich chętnych oznaczałoby przekroczenie granicy w ciągu kilku dni przez nawet kilkanaście tysięcy ludzi w niekontrolowany sposób. Podkreślał przy tym, że rekomendacje KE i NATO nakładają obowiązek ochrony granic zewnętrznych UE przez Polskę.

"Działania, które są podejmowane na granicy polsko-białoruskiej, litewsko-białoruskiej są elementem wojny hybrydowej i to jest oficjalne stanowisko Paktu Północnoatlantyckiego, więc musimy podejmować takie działania, żeby nie doprowadzić do pogorszenia sytuacji na granicy" - powiedział rzecznik rządu.

Müller dodał, że nawet osoby, które nielegalnie przekroczą granice, mogą liczyć na pomoc w Polsce, natomiast jeśli nie będą spełniały wymogów związanych m.in. z uzyskaniem azylu, czeka ich procedura związana z opuszczeniem terytorium Polski.

Pytany o zaangażowanie Fronteksu na granicy polsko-białoruskiej podkreślił, że celem unijnej agencji jest głównie wymiana informacji między krajami członkowskimi.

"W praktyce Frontex wykonuje swoje działania lub wspólnie je koordynuje przy pomocy Straży Granicznych z krajów członkowskich UE" - podkreślił rzecznik rządu.

Jak zaznaczył Frontex nie może dosłownie wesprzeć działań na granicy, bo tę funkcję wykonują bezpośrednio pracownicy Straży Granicznej.

"Nie mam takiej informacji, aby ze strony Fronteksu do ministra spraw wewnętrznych i administracji wpłynęła jakakolwiek propozycja wspomagania działań" - poinformował Müller.

Przekonywał również, że Polska radzi sobie z sytuacją na granicy dzięki działaniom funkcjonariuszy Straży Granicznej i Wojska Polskiego.

Od początku września Straż Graniczna odnotowała już prawie 4,5 tys. prób nielegalnego przekroczenia granicy Polski z Białorusią.

Od 2 września w przygranicznym pasie z Białorusią, czyli w części województw podlaskiego i lubelskiego, obowiązuje stan wyjątkowy. Obejmuje on 183 miejscowości. Został wprowadzony na 30 dni na mocy rozporządzenia prezydenta Andrzeja Dudy, wydanego na wniosek Rady Ministrów.

Przedstawiciele rządu uzasadniają konieczność wprowadzania stanu wyjątkowego sytuacją na granicy z Białorusią, gdzie reżim Alaksandra Łukaszenki prowadzi "wojnę hybrydową" oraz rosyjskimi ćwiczeniami wojskowymi Zapad, które rozpoczęły się 10 września.

Wiceszef MSZ spotkał się z ambasadorem Czech ws. Turowa

Rzecznik rządu został zapytany czy odwołanie czwartkowej wizyty premiera Mateusza Morawieckiego na Węgrzech ma być sygnałem dla szef czeskiego rządu Andreja Babisza w związku ze sprawą kopalni Turów. Premierzy Polski i Czech mieli uczestniczyć w Budapeszcie w Szczycie Demograficznym.

"Faktycznie w tej chwili jeśli chodzi o kwestie relacji wewnątrz UE, a w szczególności jeśli chodzi o relacje polsko-czeskie najważniejszym tematem, w tych konkretnych relacjach są kwestie związane z Turowem. W związku z tym w zakresie spraw polsko-czeskich skupiamy się przede wszystkim na tych działaniach" - odpowiedział.

"Liczę na to, że nasi partnerzy czescy zauważą, że faktycznie tego typu działania, które były podejmowane w ostatnim czasie nie wykazywały wystarczająco dużej dobrej woli, żeby ten spór szybko zakończyć" - dodał.

Müller poinformował jednocześnie, że w czwartek odbyło się spotkanie wiceszefa MSZ Szymona Szynkowskiego vel Sęka z ambasadorem Czech Ivanem Jestřábem. W trakcie spotkania - mówił rzecznik - przedstawiono informacje dotyczące propozycji zażegnania tego sporu. "Nasza propozycja dotyczące umowy przekazania konkretnych środków finansowych jest nadal aktualna" - powiedział.

Müller podkreślił zarazem, że środki finansowe, o których mówi TSUE w żaden sposób nie zasilają czeskiego budżetu, więc "siłą rzeczy strona czeska na tym w tej chwili nie korzysta".

Trybunał Sprawiedliwości UE postanowił w poniedziałek, że Polska ma płacić Komisji Europejskiej 500 tys. euro dziennie za niewdrożenie środków tymczasowych i niezaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów. Kara będzie naliczana od dnia doręczenia Polsce postanowienia do chwili, w której Polska zastosuje się postanowienia z 21 maja, gdy TSUE nakazał natychmiastowe wstrzymanie wydobycia w kopalni Turów do czasu merytorycznego rozstrzygnięcia sprawy z wniosku Czech. Czechy uważają, że kopalnia Turów ma negatywny wpływ na regiony przygraniczne, gdzie zmniejszył się poziom wód gruntowych.

Pod koniec maja kopalnia Turów była tematem rozmów premierów Morawieckiego i Babisza na szczycie UE w Brukseli. Po nich Morawiecki oświadczył, że "wydaje się, że jesteśmy już bardzo bliscy porozumienia" i że "to porozumienie przede wszystkim zakłada wieloletnie projekty z udziałem strony polskiej w wysokości do 45 mln euro - współfinansowanie tych projektów przez stronę polską". Następnie rozpoczęły się dwustronne rozmowy przedstawicieli obu państw.

Rzecznik rządu zapewnił ponadto, że strona polska popiera deklarację demograficzną, która będzie podpisana w Budapeszcie, Polska będzie jej sygnatariuszem, a premier Morawiecki pozytywnie ocenia inicjatywę szefa węgierskiego rządu Viktora Orbana w tym zakresie.

W czwartek rozpoczął się IV Budapesztański Szczyt Demograficzny. Polskę – w dwudniowym wydarzeniu – reprezentować ma minister rodziny, pracy i polityki społecznej Marlena Maląg. Pierwszego dnia szczytu miał pojawić się również premier Morawiecki, który miał uczestniczyć w jednym z paneli wraz z premierem Słowenii Janezem Janszą, byłym wiceprezydentem USA Mikiem Pencem oraz prezydentem Serbii Aleksandarem Vucziciem.

Nie ma rekomendacji dla zwiększenia obostrzeń sanitarnych w najbliższym czasie

Rzecznik rządu był pytany o bieżącą sytuację epidemiczną i ewentualne wprowadzenie dodatkowych obostrzeń w razie zwiększenia dziennych przypadków zakażeń.

"Jeśli chodzi o kwestię związaną z przedłużeniem aktualnych zasad sanitarnych, to w tej chwili trwa dyskusja w rządzie, w jaki sposób ewentualnie je zmodyfikować. Natomiast w najbliższym czasie, pierwszych tygodni października, na razie nie ma rekomendacji, aby one były zaostrzone w stosunku do aktualnie obowiązujących" - powiedział Müller.

Podkreślił, że sytuacja epidemiczna jest na bieżąco monitorowana. "Czym innym jest kwestia liczby zachorowań - ten wskaźnik jest oczywiście bardzo istotny, ale jego rola uległa modyfikacji w stosunku do roku ubiegłego, ponieważ w tej chwili mamy szczepionki. W związku z tym, najbardziej istotne jest to, w jaki sposób osoby, które są chore przechodzą zachorowanie, czy wymagają hospitalizacji, jaka jest możliwość objęcia wszystkich osób, które tego potrzebują niezbędną pomocą medyczną. To są przesłanki, które będą stały za tym, żeby ewentualnie zaostrzać ograniczenia" - wskazał rzecznik rządu.

Zaznaczył, że co do zasady do limitów np. w podmiotach gospodarczych, nie będą wliczane osoby zaszczepione. "Sytuacja jest dynamiczna, będziemy je dostosowywać do tego, jak przede wszystkim wygląda sytuacja w szpitalach, opieka nad osobami chorymi" - dodał.

W czwartek Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 974 nowych zakażeniach koronawirusem. Zmarło 14 osób z COVID-19. Według najnowszych danych w szpitalach przebywa 1209 chorych z COVID-19, w tym 133 pacjentów jest podłączonych do respiratorów.

Tydzień temu, 16 września, hospitalizowanych było 881 chorych z COVID-19, a dwa tygodnie temu, 9 września - 594.

Łącznie od 4 marca ub.r., gdy wykryto w Polsce pierwsze zakażenie SARS-CoV-2, potwierdzono 2 900 862 przypadki. Zmarło 75 537 osób z COVID-19.