1 grudnia Sąd Okręgowy w Gdańsku ogłosi wyrok w procesie odwoławczym prezydenta miasta Pawła Adamowicza dotyczącym nieprawdziwych danych w jego oświadczeniach majątkowych z lat 2010-2012. W czwartek odbyła się rozprawa odwoławcza w tej sprawie.

Z uwagi na zawiłość sprawy przewodnicząca składu sędziowskiego Marzena Albrecht poinformowała, że wydanie orzeczenia zostanie odroczone do 1 grudnia.

Samorządowiec z rekomendacji Platformy Obywatelskiej, posiadając już pięć mieszkań i dwie działki, nie wpisał do oświadczeń dwóch kolejnych zakupionych lokali mieszkalnych, w jego oświadczeniach nie zgadzały się też dane dotyczące zgromadzonych oszczędności.

W marcu 2016 r. Sąd Rejonowy w Gdańsku warunkowo umorzył postępowanie przeciwko Adamowiczowi w tej sprawie. Wniosek o warunkowe umorzenie postępowania na okres dwóch lat próby oraz zasądzenia od prezydenta Gdańska świadczenia w wysokości 40 tys. zł złożyła w grudniu 2015 r. prowadząca śledztwo w tej sprawie Prokuratura Apelacyjna w Poznaniu. Przystając na propozycje śledczych, sąd uznał, że wina i społeczna szkodliwość zarzucanych prezydentowi czynów nie są znaczne, a także nie ma podstaw do uznania, że działał on z zamiarem bezpośrednim popełnienia przestępstwa.

Reklama

Polecenie złożenia apelacji na niekorzyść Adamowicza wydał jednak poznańskim prokuratorom dyrektor Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.

Podczas czwartkowej rozprawy prokurator Piotr Baczyński, który wniósł o uchylenie wyroku z marca 2016 r. bądź skierowanie sprawy do ponownego rozpatrzenia, argumentował m.in., że sąd niewłaściwie ocenił stopień społecznej szkodliwości czynu prezydenta Gdańska. "Nie można mówić o niskiej szkodliwości czynu oskarżonego, skoro mowa jest o postępowaniu wielokrotnym i powtarzalnym dokonywanym przez osobę pełniącą funkcję publiczną przez wiele lat" - dodał.

Reklama

"Gdyby podobna apelacja pojawiła się na egzaminie sędziowskim bądź prokuratorskim, to delikwent ją przedstawiający dostałby dwóję i nawet jeśliby cudem zaliczył, to miałby później problem z utrzymaniem się w zawodzie. Zmiana polityczna władzy w Polsce nie może w żaden sposób wpływać na ocenę zachowania sprzed kilku lat" - powiedział obrońca prezydenta Gdańska, Jerzy Glanc.

Sąd Rejonowy orzekając w marcu tego roku wyrok, wyjaśnił m.in., że posiadając już pięć mieszkań i dwie działki, Adamowicz kupił wraz z żoną w styczniu 2009 r. i lutym 2010 r. dwa kolejne mieszkania w Gdańsku, nie umieszczając ich jednak w oświadczeniu majątkowym; nie zgadzały się również dane dotyczące zgromadzonych oszczędności, wszystkie były zaniżone - najmniej o kwotę ponad 51 tys. zł, a najwięcej o ok. 320 tys. zł.

Według prezydenta Gdańska pomyłki w jego oświadczeniach majątkowych były skutkiem powielania błędów z poprzednich oświadczeń, a pierwsze z nich powstało w kwietniu 2010 r. Z wyjaśnień Adamowicza wynika, że był w tym czasie zaangażowany w szereg uroczystości związanych z katastrofą smoleńską, a jego żona była w zaawansowanej ciąży.

"Jak wielokrotnie mówiłem, pomyliłem się, a później powieliłem błąd w paru kolejnych oświadczeniach. Pomyłka miała charakter mechaniczny i popełniłem ją nieświadomie. Gdy zorientowałem się o pomyłce, błąd sam skorygowałem i w kolejnych oświadczeniach podawałem już uzupełniony stan majątkowy. Jak wiadomo, nie tylko ja miałem problemy z dokładnym wypełnieniem oświadczeń majątkowych" - napisał prezydent Gdańska w oświadczeniu w połowie grudnia 2015 r.