Projekt budzi rozczarowanie, zawiera wiele usterek legislacyjnych i nie był konsultowany – podkreślała strona społeczna, która oceniła w czwartek w Sejmie projekt ustawy o wsparciu kobiet w ciąży i ich rodzin „Za życiem”.

Projektem zajęła się sejmowa komisja polityki społecznej i rodziny.

Paweł Kubicki ze stowarzyszenia "Nie-grzeczne dzieci" nawiązał do założenia projektu o rozszerzeniu dostępności do asystentów rodziny. Chciał wiedzieć, w jaki sposób będzie finansowane zatrudnienie asystentów.

W jego opinii, po wprowadzeniu ustawy w życie, może pojawić się problem z szerszą dostępnością do asystentów. "Na dzień dzisiejszy biorąc pod uwagę siatkę asystentów, zapotrzebowanie, obłożenie asystentów pracą (…) to jedyne co zrobi asystent (...) to, że matce czy rodzinie da kratkę z adresami, gdzie ta rodzina ma się zgłosić, ewentualnie sam zadzwoni i usłyszy, że nie ma miejsc, bo jest kolejka" – mówił.

Reklama

Podkreślił, że w 2015 roku w Polsce było 3816 asystentów, z czego w 178 gminach w ogóle ich nie było. "Każdy z tych asystentów miał mnóstwo pracy" – podkreślił.

Krzysztof Rowiński z "NSZZ" Solidarność zwrócił uwagę, że projekt ustawy nie był konsultowany ze stroną społeczną. "Tych konsultacji nie było. Projekt ten wczoraj mogliśmy przeczytać, dziś o nim debatujemy. Te konsultacje jak najbardziej były potrzebne" – zwrócił uwagę.

Marek Wójcik ze związku Miast Polskich i Powiatów Polskich powiedział, że projekt zawiera wiele usterek legislacyjnych. "Te zmiany są potrzebne. Ale wtedy, kiedy będą w pełni przemyślane. I będą kontynuowały pewien proces zapoczątkowany w poprzednich latach" – mówił.

Agnieszka Grzybek z Fundacji Ster zwróciła uwagę, że projekt ustawy budzi "emocje i rozczarowanie". "Pozostawia za burtą już żyjące osoby niepełnosprawne i rodziny, w których takie dzieci i osoby się wychowują. Nie przewiduje zrewidowania wsparcia, które byłoby potrzebne" – podkreśliła.

"Projekt ustawy jest jednoznacznie odczytywany jako swego rodzaju jałmużna, ochłap rzucony kobietom, po to, aby im zapłacić za cierpienie" – dodała.